Reklama

Reklama

​Terror nowej poprawności

Nie. Nie ulegnę pokusie nowej polit-poprawności. Nie dam się przekonać, że odpowiedzią na jedną ślepą, bezmyślną nienawiść ma być inna, równie ślepa, bezmyślna i powszechna nienawiść. Nie jest tak, że odpowiedzialność za ataki każdego islamskiego terrorysty spada na wszystkich innych muzułmanów, uchodźców i imigrantów. I nie dam sobie wmówić, że historia terroryzmu rozpoczęła się wraz z początkiem kryzysu uchodźczego.

Na przestrzeni stu kilkudziesięciu ostatnich lat terroryzm miał najróżniejsze oblicza, źródła i ideowe podstawy. Terrorystami bywali i muzułmanie, i katolicy. I lewacy, i narodowcy. I komuniści, i faszyści. Próby wyrysowania prostych znaków równości i skojarzeń: muzułmanie, uchodźcy, imigranci = terroryści, kryzys imigrancki = fala terroru, zamknijmy granicę dla uchodźców = pozbędziemy się zagrożenia, są zbyt proste, by nie rzec prostackie, by warto było im ulegać. Ale widzę, że dla wielu ta prostota skojarzeń jest kusząca i daje im łatwe, samouspokajające recepty na problemy, z którymi jako Polacy, Europejczycy i mieszkańcy "lepszego" świata musimy się mierzyć.

Reklama

Fale islamistycznego terroryzmu narastają od końca lat 60. Początkowo głównym ich źródłem był konflikt izraelsko-palestyński. Na jego fundamencie, z czasem, zaczęły budzić się i rozrastać kolejne islamistyczne radykalizmy - najpierw Al-Kaidy, a dziś, na fali arabskiej wiosny i powstania Państwa Islamskiego, terroryzm spod znaku ISIS-Daesh.

I nie ulega wątpliwości, że uderzenia terrorystyczne ostatnich miesięcy mają znacznie więcej wspólnego z nalotami na ISIS i walką z państwem islamskim niż z kryzysem uchodźczym. A terroryści - jeśli będą zdeterminowani - albo dotrą do Europy na wiele innych sposobów, albo zostaną wyłuskani z ponad 40-milionowej społeczności islamskiej w Europie - tak jak działo się to wcześniej z terrorystami OWP, Czarnego Września czy Al-Kaidy.

Oczywiście, że fala uchodźców z państw muzułmańskich bezpieczeństwa Europy nie poprawia. Jeśli nawet docierają tutaj z dobrymi intencjami, to rzeczywistość imigrancka szybko może sprawić, że te dobre intencje wyparują. Ale budowanie przekonania, że jeśli odwrócimy się plecami od Bliskiego Wschodu i konfliktu syryjskiego, jeśli przestaniemy walczyć z ISIS, jeśli zatrzymamy falę imigrantów i jeśli uda nam się utrzymać uchodźców w obozach, to zlikwidujemy zagrożenie terrorystyczne, jest także mocno irracjonalne.

Korzenie współczesnego islamistycznego terroryzmu są bowiem dużo głębsze i trwalsze niż kryzys uchodźczy. One sięgają i historycznych zaszłości, i różnic religijnych, kulturowych, ale też przepaści ekonomicznych, które sprawiają, że Europa będzie w najbliższych dekadach zarówno "mrocznym przedmiotem pożądania", jak i obiektem zazdrości, zawiści i niechęci dla młodych ludzi z północnej Afryki, Bliskiego i Środkowego Wschodu.

Warto sobie jasno powiedzieć, że presja biednego, pozbawionego perspektyw świata i wynikające z niej zagrożenia będą problemem bogatego świata północy, niezależnie od tego, czy będzie się on zmagał akurat z większą czy mniejszą falą uchodźców, czy nie.

Być może stara, dobra Europa powinna zastanowić się też nad ostrzejszą polityką wizową. Być może winna porzucić pięknoduchowskie ideały nakładające na służby specjalne mnóstwo ograniczeń. Być może powinna rozważać ograniczenie, służących ekstremistom, praw obywatelskich. Ale warto, by czyniła to wszystko z chłodną głową, bez trywialnych, obrażających zdrowy rozsądek i ludzką przyzwoitość kalek, i bez dodających animuszu pokrzykiwań o własnej religijnej, kulturowej i cywilizacyjnej wyższości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy