Reklama

Reklama

"Przykrywka" dobra na wszystko

Jarosław Kaczyński rozwinął teorię "przykrywek". I wprowadził ją na metapoziom. "Przykrywając" Tuska Sikorskim "przykrył" się sam. A o "przykrywanie" oskarżył dziennikarzy. To nowy etap w żywocie "przykrywek". Żywocie - zwłaszcza ostatnio - bardzo bujnym

"Przykrywka" robi oszałamiającą karierę. Jest arcymodna i wszechobecna. "Przykrywkami" "przykrywa" się wszystko. Tusk nie kandyduje - wiadomo "przykrywa" zeznania Drzewieckiego. Putin dzwoni do Tuska - nikt nie ma wątpliwości, że "przykrywa" wystąpienie Tuska przed komisją śledczą. Platforma chce robić prawybory - oczywiście po to, by "przykryć" słabość swoich kandydatów. Premier ogłasza program reform - "przykrywa" to, że nic nie robił wcześniej. Gdyby robił - "przykrywałby" oczywiście to, że nie ma programu reform.

Reklama

Teoria "przykrywek" jest jedną z ulubionych teorii, wietrzących spiski, internetowych komentatorów, forumistów i blogerów, ale też co bardziej "przenikliwych" dziennikarzy. W tej teorii, nie ma miejsca na coś takiego jak wydarzenia równoległe, zbiegi okoliczności, przypadki.

Nie ma też miejsca na samodzielne decyzje wydawców i dziennikarzy.

Pokazują temat X - bo na partyjne zlecenie "przykrywają" temat Y, jeśli pokazywaliby temat "Y" to budziłoby podejrzenia, że jest jeszcze temat "Z", o którym w ogóle się nie mówi, a przecież to on jest ważny, ba, najważniejszy.

Tym właśnie tropem twórczo podążył Jarosław Kaczyński. Tyle powiedział w wywiadzie dla "Newsweeka", że jego zarzuty wobec Sikorskiego przyćmiły stwierdzenie o tym, iż Tusk dopuścił się przecieku i że powinien stanąć przed sądem. To że media zaczęły drążyć historię szefa MSZ prezes uznał za "przykrywanie". Bo on uważa, że to nie Sikorski - Tuska, a Tusk - Sikorskiego "przykryć" powinien. I ma pretensję.

Obawiam się, że jeśliby wątek Tuska "przykrył" wątek Sikorskiego, prezes nabrałby podejrzeń, że ktoś próbuje odwrócić uwagę od tego, co powiedział o Sikorskim. Koło błędne, ale jakże dobrze się kręci...

Wyższym stopniem wtajemniczenia w dziedzinie "przykrywek" jest tzw. temat zastępczy. Tematem zastępczym może być właściwie wszystko - bo to zależy od tego, co roi się w głowach tych, którzy ideę tematu zastępczego lansują. Tematem zastępczym najczęściej bywają tematy z pogranicza ideologii i polityki. Co najciekawsze - one są "zastępcze" tylko wtedy, jeśli chcą zmienić, odpowiadający mówiącemu o nim, stan rzeczy. I tak np. aborcja była dla zwolenników jej liberalizacji tematem zastępczym wtedy, gdy obowiązywała skrajnie liberalna ustawa.

Tematem zastępczym być przestała natychmiast po tym, jak ustawę zmieniono. I dziś jest "zastępcza", dla prawicy, gdy mówi o niej lewica. Tematami zastępczymi są też krzyże w szkołach (dla prawicy - bo "wiszą i nikomu nie przeszkadzają"), in-vitro (dla lewicy - chyba, że chodzi o finansowanie z budżetu) czy zmiana konstytucji (ale tylko wtedy, gdy proponuje ją Platforma, jak PiS - to wszystko jest w porządku).

Nie jestem oczywiście tak naiwny, by dowodzić, że politycy nigdy nie myślą o ucieczce do przodu czy nie podrzucają mediom tematów, by zmienić tory ich zainteresowań. Ślepe i bezrefleksyjne hołdowanie teorii "przykrywek" jest jednak urąganiem zdrowemu rozsądkowi. Sam byłem kilkukrotnie w epicentrum oskarżeń o dostarczanie "przykrywki" i zawsze śmiałem się w kułak, znając kulisy zdobycia informacji mającej być "przykrywką". Wiem oczywiście, że teorie spiskowe są zawsze bardziej atrakcyjne niż te oficjalne i powszechnie uznawane.

Niestety ich atrakcyjność, rzadko idzie w parze z logiką i prawdą.

Konrad Piasecki

Dowiedz się więcej na temat: Radosław Sikorski | Donald Tusk | Jarosław Kaczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje