Reklama

Reklama

Ogólnoświatowy spisek producentów alkomatów

Dyskusja, jaka rozgorzała natychmiast po ogłoszeniu rządowego pomysłu „Alkomat dla każdego”, świetnie pokazuje odwiecznie przekonanie o podziale świata na ONYCH, czyli władzę, i NAS, czyli społeczeństwo. I nie zawsze rozsądne przeświadczenie, że skoro ONI coś robią, to tylko po to by NAM utrudnić życie.

Nie mam szczególnego przekonania do wprowadzenia obowiązku posiadania alkomatu w każdym samochodzie. Jeśli kogoś taki alkomat potrafiłby przywołać do porządku, to tego, kto wypił niewiele albo jedzie "na kacu", a tacy kierowcy - z reguły - mając i tak świadomość zagrożenia, jadą raczej bardziej ostrożnie niż zanadto ryzykancko. Sam doświadczywszy parę razy w życiu niepokoju, czy jadąc w dzień po hulankach na pewno mogę to robić, zastanawiałem się nad kupnem alkomatu. I być może gdybym to zrobił, ustrzegłbym się jazdy (tak przypuszczam) na granicy dopuszczalnych (inna sprawa, że niskich) polskich norm samochodowo-alkoholowych.

Reklama

Ale to nie tacy, nieco "wczorajsi" czy prowadzący po jednym kieliszku wina kierowcy, stanowią największe zagrożenie. Prawdziwym problemem są ci, którzy wsiadają do samochodu kompletnie pijani, z wdrukowaną w podświadomość (bo świadomości za wiele chyba nie mają) brawurą i poczuciem, że im wszystko wolno. A tacy po alkomat - nawet leżący w ich samochodzie - i tak nie sięgną. A nawet jeśli, to podejrzewam, że wsiadając po pijanemu do samochodu są na tyle nieprzytomni, że nikt i nic, a już na pewno nie wskazania alkomatu, nie jest w stanie do nich przemówić.

Nie sama kwestia obowiązkowego alkomatu zainteresowała mnie jednak w tej dyskusji najbardziej. Fascynujące są, rodzące się natychmiast po obwieszczeniu, że rząd myśli nad takim rozwiązaniem, oskarżenia, posądzenia, osądy i sugestie, w jakimż to mianowicie celu się to wszystko robi.

Pomysł najbardziej popularny: "Rząd jest populistyczny i gra pod publiczkę". Słowo daję, jeśli ktoś wierzy, że Polacy zmuszeni do kupowania alkomatów rozkochają się w Tusku i jego ministrach, to musi mnie do tego solidnie przekonywać, a i tak chyba nie uwierzę. Populistyczne byłoby - być może - powiedzenie "pijany kierowca obowiązkowo ląduje w pace na pięć lat", ale alkomaty - populizmem? Proszę przyjrzeć się - łatwym do przewidzenia - wynikom pierwszych sond i sondaży na ten temat. I to może pokaże, na ile pomysł ten jest "populistyczny".

Pogląd numer dwa: "To wysługiwanie się producentom alkomatów i brudnej kasie, którą zarobią na naszej krzywdzie". Hm... Czy ktoś wie, kto i gdzie produkuje alkomaty? Ja nie mam pojęcia. Ale widząc, jak wiele różnych alkomatów dostępnych jest na rynku, jestem dziwnie przekonany, że i w Polsce, i na świecie jest dobrych parę setek producentów różnych alkomatów (a większość pewnie w Chinach), więc naprawdę nasi rządzący musieliby być uczestnikami jakiejś wszechświatowej zmowy alkomato-producentów, co byłoby owszem - interesujące, ale jednak mało prawdopodobne.

Poglądy numer trzy, cztery i pięć mówią, że to lans albo histeria, albo i jedno, i drugie razem wzięte. I o ile nie będę przekonywał nikogo, że dzisiejsi rządzący nie hołdują często potrzebom lansu ani nie popadają w histerię, to mam wrażenie, że akurat po wypadku w Kamieniu Pomorskim zachowali się w sposób dość spokojny i wyważony.

A pomysł alkomatów.... Może i nie jest jakiś szczególnie rozsądny, ale jeśli choćby w minimalnym stopniu przyczyni się do przeorania świadomości społecznej i poprawienia bezpieczeństwa każdego z nas, to może warto odżałować sumę, która jest równowartością paru litrów benzyny i z bólem serca w ten nieszczęsny alkomat zainwestować?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje