Reklama

Reklama

Na kłopoty - wybory

PiS ucieka do przodu. Pędzi ku wyborom, bo one pozwalają mu na rozstanie z coraz bardziej hardymi koalicjantami, uniknięcie sejmowych upokorzeń, komisji śledczych i finansowych strat. W dodatku zmuszają do zwarcia kruszących się szeregów. To nie zniecierpliwienie sytuacją skłania braci Kaczyńskich do samorozwiązania parlamentu. To poczucie, że PiS ma dziś ostatnią chyba szansę, by w tych wyborach wypaść przyzwoicie.

To miała być silna, zwarta i solidarna partia. Jeden lider o niekwestionowanym autorytecie, żadnych niesnasek, wszyscy się lubią, konflikty wygasają tak szybko jak się rodzą, a w dodatku nie oglądają światła dziennego. Prawo i Sprawiedliwość długo utrzymywało ten sielankowo-żołnierski wizerunek. Aż się zaczęło...

Reklama

Kaczmarek sypie, wyciąga różne śmieszne i straszne historie z życia IV RP, obciąża PiSowskiego wunderkinda odpowiedzialnością za przeciek i oskarża o trzymanie prokuratorów na krótkiej smyczy. W tle odzywa się Wassermann - też jakby trochę kopał w swego "przyjaciela z Krakowa". Coraz bardziej "byli" koalicjanci nie szczędzą mniej i bardziej prawdopodobnych opowieści o tym, co dzieje się wewnątrz partii ludzi prawych i sprawiedliwych. Zaczyna to przypominać nieco matejkowską "Bitwę pod Grunwaldem" - mętlik jest taki, że nie wiadomo, kto kogo bije i po której stronie walczy. Tylko, że tam przynajmniej wiadomo, kto wygrał. Tu jest gorzej, bo oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach i braku "twardych, zimnych faktów" (copyright by Ziobro), nie jest w stanie powiedzieć, kto sypnął i doniósł Lepperowi o akcji CBA. Kaczmarek? Nie wiem, jakie miałby ku temu powody. Wykluczam przypadkowe "chlapnięcie" - to w przypadku prokuratora raczej nie wchodzi w grę. Walka o względy Leppera? Nie wiem czemu Kaczmarkowi miałoby na nich zależeć. To już szybciej Ziobrze. To on ma większe polityczne ambicje, i to on mógłby liczyć, że wsparcie szefa Samoobrony może mu się przydać w walce o zdobywanie najwyższych politycznych szlifów. A przy okazji, "kładąc" arcyważną akcję, pokrzyżowałby szyki służbom nadzorowanym przez jego odwiecznego małopolskiego rywala. Ale to oczywiście tylko bardzo chybotliwe hipotezy, za które nawet paznokcia nie dałbym sobie uciąć.

Nawet jednak, jeśli Ziobro jest absolutnie niewinny, to nie da się - niestety - uniknąć wrażenia, że jest traktowany na specjalnych prawach. Oskarżenie sformułowane przez Leppera? "To nie dowód" - mówi premier. Pewnie, że nie, ale jakaś poszlaka - na pewno. Minister sprawiedliwości cały czas nadzoruje śledztwo w którym już nie jest tylko świadkiem. Nikt nie zająknął się nawet, że może by tak minister na urlop poszedł?, albo złożył - choćby symbolicznie - dymisję, by nie dopuścić do konfliktu interesów. Zamiast tego Ziobro zarządza natychmiastową konfrontację z Lepperem, urągając przy tym wszystkim zasadom prowadzenia śledztwa. Bo najpierw powinny odbyć się przesłuchania obu panów, prokuratorzy powinni sporządzić listę rozbieżności i potem - przy pomocy konfrontacji - je weryfikować. A tak to minister sprawiedliwości nie dość, że zmusił prokuratorów do pracy w niedzielę, to jeszcze ta praca nic sensownego nie przyniesie.

Na kłopoty z Ziobrą i Kaczmarkiem, niesfornymi i coraz bardziej niebezpiecznymi koalicjantami, decyzją PKW i budżetową subwencją i wizjami sejmu odwołującego ministrów i domagającego się powołania komisji śledczych, PiS znajduje najlepszą odpowiedź - wybory. To ostatnia chwila , by "wycisnąć" z nich jakiś dobry wynik. Gospodarka jeszcze rozbuchana, płace rosną, optymizm ludzki takoż. Spin doktorzy postarają się o dobra kampanię, CBA - o to by nie była nudna i jednowymiarowa, budżet - by sypnąć jeszcze trochę grosza elektoratowi. A nawet jeśli nie uda się wygrać - to jest jeszcze prezydent i jego weto oraz bonus dodatkowy - wiara w to, że po trzech latach rządów Platforma nie jest w stanie skutecznie powalczyć o prezydenturę dla Tuska - zwłaszcza jeśli ten zostanie premierem.

k.piasecki@rmf.fm

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy