Reklama

Reklama

Gonienie PiS-owskich króliczków

Zapowiedź stawiania przed Trybunałem Stanu "PiS-owskich siepaczy" pachnie, nieco rozpaczliwą, próbą konsolidowania uciekającego od Platformy elektoratu. Udowadnianie własnym wyborcom, że "może i nie jesteśmy bez winy, ale oni są dużo gorsi", to jedna z ulubionych metod działania PO. Tyle że stawianie pod pręgierzem Jarosława Kaczyńskiego akurat teraz wydaje się mało efektowne, a i mało efektywne.

Kiedy po ponad trzech latach śledztwa swoje prace kończyła tzw. komisja naciskowa, politycy PO przecierali oczy ze zdumienia. Oto ich antypisowskie ostrze - Andrzej Czuma - stworzyło projekt raportu, w którym nie tylko, że nikogo nie chciano stawiać przed Trybunałem Stanu, ale wręcz niemal uniewinniano parę Kaczyński-Ziobro.

Reklama

Nerwowe tłumaczenia, gorączkowe narady i wysiłki, by raport nieco "wyprostować", przyniosły połowiczny sukces. Owszem, dokument ostatecznie przyjęty przez komisję zaostrzał oskarżenia wobec eksrządzących, ale nawet w nim nie zdecydowano się na zapowiedź wniosku o Trybunał dla byłego premiera i ministra.

Dziś mija cztery i pół roku od czasu, gdy PiS stracił władzę, i Platforma przypomniała sobie, że kaczystowski reżim był jednak zbrodniczy. I że trzeba jego twórców postawić przed sądem i uroczyście potępić.

Wyciągnięty z szuflad wniosek o Trybunał Stanu dziwnie zbiega się z największym sondażowym dołkiem rządzących i patem wokół reformy emerytalnej. Jest czytelną próbą odnowienia antypisowskich lęków, przypomnienia "jak oni rządzili" i - znaną z dawnych bitew - taktyką zwierania szeregów w obliczu potencjalnej klęski.

Co ciekawe, zapowiadając ten wniosek PO dowodzi też, że coraz bardziej zdaje sobie sprawę i niepokoi się sondażowymi sukcesami tych, którzy walczą na jej lewej flance. Ściganie się z nimi w obszarze ideologii może być trudne (choć projekt ustawy o związkach partnerskich dowodzi, że nie niemożliwe), ale już rozliczenia z PiS-em uznano najwyraźniej za całkiem obiecującą sondażową trampolinę.

Nie uważam, by czasy rządów PiS i ich prokuratorsko-śledcze zapędy mogły kwalifikować ówczesnych rządzących do panteonu świątobliwych mężów. Ale wysiłki ich prokuratorskich następców jakoś nie mogą - póki co - doprowadzić do odnalezienia takich zbrodni, które pozwoliłyby posadzić ich na ławie oskarżonych.

Zapędy wyręczenia prokuratorów przez polityków wydają się tym bardziej dziwne. Co więcej - pobrzękiwanie szabelką przez Platformę wydaje się skazane na niepowodzenie.

Trybunał można by zatrudnić, gdyby przeciw Ziobrze i Kaczyńskiemu zagłosowały solidarnie PO, RPP i SLD, wsparte kilkoma posłami PSL. Ale nawet w samej Platformie mnóstwo jest takich, którzy w mniej oficjalnych rozmowach stukają się w czoło na dźwięk słów "Trybunał Stanu".

Złożywszy nawet wniosek, przeprowadziwszy postępowanie przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej i zwróciwszy się do Sejmu o ukaranie liderów PiS i SP, trudno będzie zgromadzić 276 posłów, którzy go poprą. I wielka próba złapania króliczka zakończy się niczym. Ale może i w tym przypadku chodzi tylko o jego gonienie...

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne