Reklama

Reklama

Zniesmaczenie Owsiakiem i górnikami

Pewien dziennikarz nazwał ludzi uczestniczących w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy „sukinsynami”. W tej Orkiestrze brał udział też mój dwunastoletni syn, który biegał kilka godzin z puszką i był dumny, że udało mu się uzbierać kilkaset zł. I teraz mam pytanie: jak powinienem na tego „sukinsyna” zareagować? Przecież obraża mi żonę i dziecko!

Na dobrą sprawę powinienem dać mu w mordę. On, jako prawicowiec, by to zrozumiał, w tym systemie wartości obrona honoru rodziny to obowiązek mężczyzny, prawda? Więc uważaj, kolego... A może lepiej potraktować go z lewicową pobłażliwością? Chłopina chciał być modny w swym środowisku, więc chlapnął na miarę swych intelektualnych możliwości... Właśnie - w środowisku.

Reklama

Z roku na rok graniu Wielkiej Orkiestry towarzyszy coraz większy hejt ze strony prawicowych publicystów i blogerów. To przybiera kształt obsesji. Posłanka Pawłowicz z dumą opowiada, że nie dała na Orkiestrę ani grosza. Poseł Pięta (też z PiS-u) wlicza do jej kosztów pensje policjantów, którzy chronią w tym czasie porządku. Mamy wysyp ataków na Owsiaka. I w internecie i na ulicy. Mój syn był uświadamiany przez pewną panią takimi słowami: "dzieci, wy nie wiecie dla kogo zbieracie, to syn milicjanta, ja nie wiem, czy byłyście chrzczone, ale jeżeli tak, to musicie wiedzieć w co się mieszacie"...

Zaczynam odnosić wrażenie, że dla kół - nazwijmy je - twardokatolickich walka z Owsiakiem i jego Orkiestrą stała się już misją. Najpierw zwalczano go wołając, że deprawuje młodzież hasłem "róbta co chceta". Teraz - sącząc, że wyprowadza do własnej kieszeni zbierane pieniądze. Choć niedawna resortu ministerstwa pracy wykazała, że koszty administracyjne Orkiestry nie przekraczają 8 proc. zebranych sum. To bardzo mało, bo przecież takie wielkie przedsięwzięcie musi być zaplanowane, koordynowane, dobrze zorganizowane. To wymaga ludzi, lokali, łączności, takich działań, jak choćby wydrukowanie serduszek...

Niedawno z kolei usłyszałem, że Owsiak to jest element platformersko-rządowej propagandy, więc trzeba z tym walczyć...

Na to wszystko mam odpowiedź prostą: zobaczcie ludzie, ile sprzętu Orkiestra kupiła, on stoi po szpitalach i pracuje. To jest 20 tys. różnych urządzeń, które pomogły dziesiątkom tysięcy dzieci. Dlaczego wam to przeszkadza? Że Owsiak nie zaczyna swych akcji od spotkania z biskupami? Od mszy? Że nie woła "wiwat Jarosław!"? No, nie woła. I co z tego?

Czy w imię partyjnego interesu warto rozwalać inicjatywę, która jednoczy miliony Polaków, daje im radość, że uczestniczą w czymś pożytecznym, fajnym, i przynosi ewidentną korzyść naszej służbie zdrowia?

Tego nie jestem w stanie pojąć - ten hejt, silenie się na różne określenia, byle tylko były obelżywe, te pełne nadziei okrzyki "Owsiak się kończy!" to są zwyczaje z jakiejś innej cywilizacji. Niestety, odnoszę wrażenie, że ta inna cywilizacja coraz mocniej w Polsce się sadowi.

Jestem głęboko zdegustowany komentarzami dotyczącymi górników, którzy strajkują w obronie kopalń, w których pracują. Wypomina im się zarobki, trzynastki, czternastki, przypomina, ile dopłacamy do tony węgla, która jest wydobywana. Tu też jest hejt - tym razem nie prawicowy, tym razem liberalny.

A sprawa jest, jeśli chodzi o finanse, znacznie większej wagi niż Wielka Orkiestra. Owsiak zbiera trochę ponad 50 mln zł rocznie. W sumie zebrał w 22 zbiórkach około 590 mln zł. Tymczasem straty Kompanii Węglowej w samym tylko 2014 roku to kwota rzędu 860 mln zł. I wiadomo, coś trzeba z tym zrobić. Ale co?

Obejrzałem sobie przedstawicieli rządu, którzy pojechali do Katowic rozmawiać ze strajkującymi górnikami. Byli w ładnych garniturach i przekonywali, że jeżeli nie zamknie się czterech kopalń i nie zwolni paru tysięcy ludzi, to zbankrutuje cała Kompania Węglowa. Byli w swych twierdzeniach impertynenccy.

Ich próby negocjacji zakończyły się skandalem, związkowcy poczuli się obrażeni, gdy w którymś momencie nazwano ich "pajacami", i wyszli z sali. Teraz czekają na przyjazd Ewy Kopacz. Trzymam kciuki, żeby się dogadali. I przypominam parę oczywistości.

Po pierwsze, fakt, że Kompania Węglowa przynosi gigantyczne straty, nie powinien być dla przedstawicieli ministerstwa gospodarki i rządu, czyli dla Janusza Piechocińskiego i Ewy Kopacz jakimś zaskoczeniem. O tym, że tak najpewniej się stanie, wiedziano już dawno. Ile? Rok temu? Dwa lata temu? A pewnie i wcześniej. Dlaczego więc ten czas zmarnowano?  Dlaczego nie przeprowadzono wcześniej zmian? Nie rozłożono ich w czasie? Za co panowie ministrowie, prezesi i dyrektorzy braliście przez tyle miesięcy kasę?

Po drugie, czy domagając się zamykania kopalń i zwolnień rząd wie, co robi?

Czy zastanawiał się, dlaczego kopalnia sprzedana czeskiej spółce z deficytowej stała się nagle zyskowna? Czy ma wyobrażenie, jakie będą ceny węgla w przyszłości? Czy wie, ile będziemy go zużywać rocznie? Czy wie, co stanie się z ludźmi, którzy stracą w kopaniach pracę? Czy wie, jakie będą tego koszty? Ich przekwalifikowania, zasiłków? Upadku dzielnic mieszkaniowych? Nie sądzę.

Za to obawiam się, że ma ochotę pokazać, że jest rządem mocnym, takim, który chce oszczędzić wydatków na nierentowne kopalnie, i że potrafi dokopać ludziom, którzy walczą o swoje miejsce pracy.

Awantury o Owsiaka i awantury o górników tylko pozornie są od siebie odległe. One toczą się w otoczeniu podobnych okrzyków, że czas skończyć z niejasnymi przepływami pieniędzy, że czas skończyć z rozrzutnością, i w obu przypadkach pokazuje się "winnych" i przeciwko nim podpuszcza publiczność.

W kraju, w którym panuje niepodzielnie po-Solidarność, nie ma solidarności, po katolicku wygraża się tym innym, z roku na rok traktuje się tych "innych" coraz brutalniejszym słowem i wciąż próbuje się dzielić Polaków na tych właściwych i niewłaściwych.

Wierzę, że to jakaś chwilowa choroba.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje