Reklama

Reklama

LOL-Rewolucja i Przepartyjnienie Państwa

Od pewnego czasu budzę się z przyjemnym oczekiwaniem – jakiż to nowy radosny idiotyzm w nadchodzącym dniu napełni jazgotem media, szczególnie te będące głosem "elit", tracących masowo stołki i kasę? (Dzisiejszy "Superak" donosi, że Hanna Gronkiewicz Waltz stanęła na poziomie i przygotowała dla zwalnianych kolegów 300 nowych etatów w Ratuszu, ale to przecież tylko kropla w morzu potrzeb!).

Od pewnego czasu budzę się z przyjemnym oczekiwaniem – jakiż to nowy radosny idiotyzm w nadchodzącym dniu napełni jazgotem media, szczególnie te będące głosem "elit", tracących masowo stołki i kasę? (Dzisiejszy "Superak" donosi, że Hanna Gronkiewicz Waltz stanęła na poziomie i przygotowała dla zwalnianych kolegów 300 nowych etatów w Ratuszu, ale to przecież tylko kropla w morzu potrzeb!).

Myślę sobie niespiesznie, przy porannej toalecie, zanim odpalę komputer: a może ktoś podpatrzył prezesa Kaczyńskiego, jak potknął się i zaklął "k... mać" i teraz trwa na wszystkich kanałach festiwal oburzenia, że obraził polskie matki? I rozbrzmiewają żądania, żeby przeprosił - Kaczyński, jak wiadomo, powinien stale przepraszać za wszystko, a najbardziej za to, że miał czelność wygrać wybory. Może już działaczki PO, Nowoczesnej i Zlewicy trzaskają sobie selfie z kartkami "urodziłam dziecko, jestem k...!"? A działacze - tylko z tą drugą informacją? Bardzo na miejscu byłby tu szczególnie głos pana przewodniczącego KOD-u, który kiedyś, przebrany w damską kieckę, publicznie zapraszał do gwałcenia.

Reklama

Czym dzisiaj, jeśli to akurat dzień posiedzenia Sejmu, zaskoczy nas Platforma - myślę sobie? Ułoży w poselskich ławach ze swych opiętych kolorowymi trykotami ciał, jak północnokoreańskie gimnastyczki, napis "ch..., d... i kamieni kupa"? Poprzebiera się za ośmiorniczki? Zablokuje wejścia do sejmowych toalet, śpiewając "krew naszą długo leją katy"? I czy znowu zobaczę na trybunie korowód posłów od Nowoczesnego Ryszarda z "pytaniami formalnymi" w stylu: "dlaczego chcecie zamknąć internet?!".

Wydawało się kiedyś, że megafonu śp. Leppera i okupacji sejmowej mównicy nikt już nie przebije... a tu "się prężą mózgów szeregi i wzrok się pali - i już widzimy, żeśmy kolegi nie doceniali". Zresztą nie tylko PO zawstydziła swymi sejmowymi happeningami nieboszczkę "Samoobronę". Komitet Obrony Demokracji zawstydził Kluby Gazety Polskiej:  tamci robili smoleńskie miesięcznice, a ci zapowiadają trybunalskie  "tygodnice". Dokładny wykaz miejsc i godzin zbiórek wraz z płomiennymi wezwaniami do uczestnictwa na pierwszej stronie wiadomej gazety.

Cóż powiedzieć o bardziej wyrafinowanej rozrywce, jakiej dostarczają równie jak media niezależne sondażownie? Taki TNS OBOP w dniach 7-9 grudnia przeprowadził badanie wykazujące 42 proc. poparcia dla PiS, a już 10 grudnia zaczął nowe badanie, które 12 grudnia zakończył stwierdzeniem, że na PiS głosować chce tylko 27 proc. respondentów. Zwracam uwagę - to nie był sondaż przeprowadzony po udanej (a w każdym razie pokazanej w telewizjach jako wielki sukces) manifestacji opozycji, to był sondaż przeprowadzony zawczasu, żeby go ogłosić tuż po tej manifestacji.

A cóż rzecz o pracowni IBRIS, w której Nowoczesny Rysiek zawsze wypadał co najmniej o 10 proc. więcej niż w równoległych badaniach innych pracowni? I to jak wypadał - w badaniu z 11 grudnia miał 18 proc, a w badaniu z 16 grudnia (zapowiedzianym zresztą przez Ryśka już 15-go rano, słowami "nowy sondaż wstrząśnie prezesem Kaczyńskim") aż 31 proc.! Jeszcze dwa tygodnie w tym tempie i Rysiek po prostu wykipi z sondażowych słupków, przebijając nieosiągalną nawet dla Tuska w jego najlepszych latach barierę 100 procent. Tak nawiasem, IBRIS to ta sama firma, która kiedyś nazywała się Homo Homini (skrót Ha, ha nieprzypadkowy) i tak się skompromitowała kompletnie chybionymi i - jakby to ująć - ewidentnie sponsorowanymi prognozami, że właściciel musiał nazwę interesu zmienić (ale oczywiście tylko nazwę, nic poza nią).

I jak się nie śmiać z korowodów radiowo-telewizyjnych mędrców udających, że tego nie wiedzą, i ze śmiertelną powagą wyciągających z sondażu IBRIS daleko idące wnioski? Czy trzeba wyjaśniać, że człowiek traktujący poważnie takie sondaże, gdzie nie tylko z dnia na dzień preferencje zmieniają się o kilkanaście procent, ale te kilkanaście procent Pana Nowoczesnego przychodzi nie od PO czy lewicy, ale wprost z elektoratu PiS - jest równie mądry jak ktoś, kto poważnie traktuje warszawski ratusz, który na "swojej", PO-wskiej manifestacji widzi 50 tysięcy ludzi, a na pisowskiej, zdaniem policji dwa razy liczniejszej, 15 tysięcy?

Czekam na sobotnią "tygodnicę" KOD-u, na kolejne nowe, świeże i nieskompromitowane twarze wieloletnich ministrów i prezesów na czele pochodu, ale bardziej jeszcze na rozmowy reporterów z uczestnikami protestu. Jak na razie moimi ulubieńcami pozostają pan, który wspominał, jak w 1981 roku w mundurze bronił demokracji przed "elementem solidarnościowym", i pani, która na pytanie, dlaczego przyszła, ujęła z prostotą całą głębię KOD-owej idei: "Bo ja tego kurdupla tak nienawidzę!" Ale wszystko jest do przebicia.

No, dobrze. Ja wiem, że w gruncie rzeczy to wszystko mało śmieszne. Że z takich chorych z nienawiści, poszczutych, zatrutych propagandą ludzi nie ma się co śmiać. Pamiętam z młodości te nieszczęsne włókniarki, bardzo w stylówie pani Krzywonos, tokujące jako "głos ludu" do telewizyjnych kamer: "Ja to tym nierobom z »Solidarności« tylko jedno powiem: weźcie się do pracy, bo z tego waszego strajkowania to chleba nie będzie!". Pamiętam tzw. prostych ludzi w kolejce powtarzających brednie z wczorajszego "Dziennika Telewizyjnego" wcale nie dlatego, żeby byli partyjni czy jakkolwiek przez ustrój dopieszczani, tylko po prostu nie umieli się obronić przed perfidnymi manipulacjami "specjalistów od śpiewu i mas".

Analizowałem w książkach i artykułach - niestety, wymaga to miejsca i przyciągnięcia na dłuższą chwilę uwagi odbiorcy - klasyczne dokonanie propagandy, jakim było przekonanie Polaków pomiędzy sierpniem 80 a grudniem 81 przez komunistyczną telewizję, że dookoła trwa straszliwy chaos, bezkarna przestępczość i nieustające strajki, gdy z "twardych danych" wynika, że przestępczość była wtedy najmniejsza w całym okresie PRL.

Do dziś wielu starszych Polaków "pamięta" całą siłą wszczepionej pamięci, że czas przed stanem wojennym to był chaos i groza, "pamięta" atmosferę niepewności, chaosu, lęku o przyszłość, więc "pamięta" też, że Jaruzelski ocalił Polskę przed czymś strasznym. Wzorcowa operacja, w znacznym stopniu powtórzona z sukcesem w latach 2005-2007: wykarmione propagandą lemingi tak samo "pamiętają" o "dusznej atmosferze", o jakichś rzekomych nadużyciach i zbrodniach PiS, choć w realu niczego takiego znaleźć nie sposób (nawiasem, niedawno zapadł już czwarty wyrok sądowy dowodzący, że bajka o "zaszczutej" męczennicy Blidzie nie ma nic wspólnego z faktami).

Więc tak, obecne budowanie w wirtualu wizji jakiegoś zamachu stanu, zagrożenia dla demokracji, histerii i zarazem rewolucji wychodzącej na ulice może być groźne, jak groźna była propaganda stanu wojennego. Amerykanie policzyli, że wystarczy powtórzyć nieświadomemu manipulacji człowiekowi coś cztery razy (cztery - nie sto, jak się wydawało Goebbelsowi, który przy dzisiejszych specach wydaje się poczciwiną), a zaczyna to w jego myśleniu funkcjonować jako fakt. Jeśli nie dotrze ktoś ze zdroworozsądkowym pytaniem-antidotum, to histeria, że PiS, że gestapo, że Macierewicz i tak dalej, zlepi się w niejednym mózgu w propagandowego gluta i pozwoli sterować emocjami niejednej ofiary aż do popchnięcia jej ku czynom, które "na chłodno", w normalnej sytuacji nie mieściłyby się w głowie.

Czemuż więc piszę o tym tak lekko? Bo mam nieodparte wrażenie ulotności, że tak powiem Małym Księciem, efemeryczności tej całej wirtualnej rewolucji.

Za parę dni upartyjniony Trybunał, który klepnął PO kradzież emerytur z OFE (za samo to powinien zostać zaorany), zostanie przepartyjniony. Za parę tygodni przepartyjnione zostaną media tzw. publiczne (w tym sensie, w jakim używa się określenia "dom publiczny"), a Amerykanie uznają za cokolwiek jednak sprzeczne z ich geopolitycznym interesem to, że telewizja należąca do amerykańskiego koncernu jest czołową szczujnią działającą w interesie lobby niemieckiego na rzecz obalenia najbardziej proamerykańskiego rządu w tej części Europy - i zadziałają, we właściwy sobie, niezauważalny sposób. A co do "Polsatu", to przypomnijmy że PO sprzątnęła jego właścicielowi sprzed nosa grube miliardy, przyobiecując je - nie pamiętam już, Niemcom albo Francuzom - i unieważnienie przetargu LTE na rzecz firmy "narodowej" jest dziś dla niego na pewno ważniejsze niż pochwały Michnika. A kasy od wielkich braci zza Odry on akurat nie potrzebuje.

Pozostanie oczywiście niezłomna w pluciu na prawicę (tak, jak się to słowo w Polsce rozumie, nie wchodźmy w spory terminologiczne) "Gazeta Wyborcza", przynajmniej dopóki właściciele pakietów kontrolnych Agory nie zdecydują się na optymalizację biznesu - ale jak straci prenumeraty biur i urzędów oraz ogłoszenia ministerstw, urzędów marszałkowskich i wojewódzkich, to cóż... Podobno na Czerskiej już od stycznia 20-procentowa obniżka wynagrodzeń, słyszałem? Cóż, skoro pracownicy "Volkischer PO-bachter" zechcieli się stać "niepokornymi", to przypomnę , że niepewność, czy się dostanie kolejną pensję jest istotnym składnikiem tego napełniającego dumą poczucia.

To nie  koniec złych wieści. Straszliwy Macierewicz odtajnił zasoby "zbioru zastrzeżonego" w IPN - zaraz "niejedna aureola spadnie z głowy", jak to przed laty straszył, wtedy skutecznie, Czesław Kiszczak. Albo przepartyjniona prokuratura wystąpi wreszcie do Szwajcarów o ujawnienie polskich nazwisk posiadaczy lewych kont z europejskiej afery podatkowej, o których głośno było na Zachodzie przed rokiem, a Polska jako jedyna okazała się wtedy zupełnie nieciekawa udziału w tej wielkiej "optymalizacji podatkowej" własnych obywateli. W mediach PO/PSL to był temat tabu, a "prawicowe" nie miały dość mocy przerobowych na sprawdzenie szerzonych przez zachodnich dziennikarzy plotek o milionach zgromadzonych tam jakoby przez kilku ministrów, a nawet jednego z byłych prezydentów, który pospołu z pewną kancelaria adwokacką miał zrobić intratny biznes z ułaskawień... No, ale jeśli te dane przyjdą do polskich organów ścigania droga oficjalną?

Hm, rozumiecie Państwo, skąd aż taka histeria, aż taki krzyk - i skąd tak pilna potrzeba stworzenia nowej, spontanicznej "obywatelskiej" organizacji do obrony demokracji, nowej partii "ludzi rozumnych", nowego Ryśka i nowych autorytetów z jego otoczenia? Śpieszmy się śmiać z autorytetów, tak szybko mogą zniknąć...

Mówiąc poważnie: to, że śmieję się z "obrońców demokracji", wcale nie oznacza, że mi demokracja nie jest droga. Problem w tym, że trzeba było krzyczeć, kiedy ją niszczona w minionych latach - powoli, ale skutecznie, aż zniszczono.

To nie Kaczyński, to Tusk z zielonymi ludkami Komorowskiego zamienili fetyszyzowaną dziś konstytucję III RP w fasadę, za którą realna władza sprawowana jest poza wszelkimi demokratycznymi mechanizmami, za pomocą haków, podwieszeń, służb i powiązań. Ale dopóki tak rządzili "nasi" i koryto było pełne, o demokrację martwiły się tylko oszołomy. A teraz? Teraz, kiedy cały ten układ jest przejmowany przez straszliwego Kaczyńskiego, bardziej niż kiedykolwiek aktualne jest stare polskie powiedzenie o budzeniu się z ręką w nocniku. Naiwne ofiary wirtualnej rewolucji z różnych KOD-ów powinny je sobie wypisać na transparentach albo, jeszcze lepiej, na lustereczkach.

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy