Reklama

Reklama

​Jazda po Dudzie

Niby emocje opadają już po niespodziewanym zwycięstwie Andrzeja Dudy. Niby, bo w rzeczywistości na tych emocjach sprzed dwóch tygodni ciągle pichci się jakieś polityczne dania - bardziej lub mnie świeże. Przez co chcę, stawiając przysłowiową kropkę nad i, powiedzieć: bardziej lub mniej uczciwe.

Wielu było takich, którzy głośno przekonywali (ciekawe kogo?), że w takim wypadku oni emigrują. Ale jakoś nie emigrują, tylko nadal dają się rozgrywać specom od podgrzewania nastrojów. Niewiele brakło, a ja sam dałbym się rozegrać, mimo że nie zapowiadałem zamiaru emigrowania.

Reklama

Z dużym opóźnieniem przeczytałem wywiad prezydenta elekta dla "Rzeczpospolitej" ("Jestem energetycznym wampirem", "Rzeczpospolita", 30-31 maja 2015). Okazało się, że poniosłem podwójną szkodę. Pierwszą taką, że wywiad jest ciekawy, pokazuje Dudę jako człowieka z poczuciem humoru i z refleksem, czego wcześniej nie wiedziałem. Ale tę stratę nadrobiłem. Nie nadrobiłem na czas drugiej, mianowicie zostałem wprowadzony w błąd przez topową dziennikarkę odwołującą się do tego wywiadu.

Monika Olejnik we wtorkowej "Kropce nad i" zacytowała fragment rozmowy Dudy z Robertem Mazurkiem w taki sposób, że jego wypowiedź na temat homoseksualistów wydała mi się inna niż była w rzeczywistości.

Gościem programu był tego wieczoru Robert Biedroń i to jemu Monika Olejnik zadała pytanie, co myśli o Dudzie, który z kolei o homoseksualistach miał powiedzieć Mazurkowi: "[...] nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś półnagi paradował po kancelarii". Na to Robert Biedroń odpowiedział, że skoro prezydent elekt ma taki stosunek do gejów, to można się domyślać, jaki jest jego stosunek do Żydów czy Niemców.

Pomyślałem wtedy, że Biedroń gada od rzeczy i dalej tak myślę, tyle że punkt wyjścia tego myślenia był fałszywy. Dalej myślę, że ktoś nieżyczliwy homoseksualistom nie musi być  - automatycznie - nieżyczliwy obcokrajowcom, bo tu żadnego logicznego wynikania przecież nie ma.

Pan Biedroń ma swoje fobie, zostawmy go z nimi. Teraz ważne jest co innego, a mianowicie, że pretekst do ujawnienia tych fobii został przez Monikę Olejnik spreparowany. Bowiem wypowiedź Andrzeja Dudy brzmiała inaczej, dziennikarka zacytowała tylko jej fragment, przez co wypaczony został sens.

Dudzie zadano pytanie, czy homoseksualiści mogliby pracować w Kancelarii Prezydenta za jego prezydentury, a cała odpowiedź brzmiała następująco:

"Chyba nie wyobraża pan sobie, że będę pytał ludzi, których chcę zatrudnić, z kim i jak żyją. Sprawdzę kwalifikacje, fachowość, ale nie będę pytał o orientację seksualną. Oczywiście nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś półnagi paradował po kancelarii, ale przekraczanie norm obyczajowych jest niesmaczne bez względu na orientację. Prywatne życie moich współpracowników pozostanie ich prywatnym życiem".

Tak odpowiedział Andrzej Duda, a co z tą odpowiedzią zrobiła Monika Olejnik, widzieliśmy wyżej.

Ta sytuacja dobrze obrazuje pozycję prezydenta elekta w mediach prorządowych. Zero obiektywizmu, czyhanie już nie na potknięcie (bo ja tu żadnego potknięcia nie widzę), ale na fragment wypowiedzi, który można wyrwać z kontekstu i ukazać jako zaprzeczenie tego, co Duda faktycznie powiedział.

Jeśli można bezkarnie zrobić taki numer, to kto będzie kruszył kopie o jakieś tam uogólnienia. Kto wytknie Magdalenie Środzie, że jej ocena programu  PiS-u jako kraju "z ograniczoną wolnością, przymusową religijnością i izolacją Polski na arenie międzynarodowej" ("Gazeta Wyborcza", 3-4 czerwca) jest niczym nieuzasadnionym widmem pół-faszystów u władzy? Kto wytknie Waldemarowi Kumórowi, że jego sumaryczna ocena rządów PiS-u w latach 2005-2007 (partia Kaczyńskiego "nie zdołała wybudować ani kilometra autostrady, zajęta lustrowaniem czy obsadzaniem stanowisk w mediach publicznych") słabo koresponduje z realiami? To są już jakieś detale.

Tyle tylko, że z ogromnej liczby taki detali utkane jest masowe rażenie umysłów Polaków przez media bez skrępowania wspierające PO, a wcześniej kandydaturę Bronisława Komorowskiego. Masowe rażenie, które nie może nie mieć wpływu na ich myślenie. Może większość tej propagandy odrzucą, ale coś tam zawsze zostanie. I o to właśnie chodzi.

Nie jestem wielbicielem Andrzeja Dudy, a tym bardziej PiS-u. Zapewne za ich rządów przyjdzie mi nie raz oceniać je krytycznie. Ale krytyka władzy jest czymś innym niż kłamstwo na temat władzy. Tego kłamstwa było ostatnio dużo, bardzo dużo.

Tym bardziej więc zwycięstwo Dudy jest miarą nowej jakości, mówi coś nowego o Polakach i o ich zdolności samoobrony przed środkami masowego propagandowego rażenia. To jest pocieszające. I powinno być przestrogą dla wszystkich obozów politycznych, nie tylko dla Komorowskiego i PO.

Roman Graczyk 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy