Reklama

Reklama

Barwy kampanii 1.0

Szok panujący w obu sztabach po I turze trwa. PiS zaskoczyła wygrana „w najbardziej śmiałych marzeniach myśleliśmy o zbliżeniu się do 35%, ale o zwycięstwie nawet nie śniliśmy” – mówią mi sztabowcy Andrzeja Dudy. Platforma nie jest w stanie otrząsnąć się po porażce „już od środy, czwartku wiedzieliśmy, że nie będzie świetnie, ale nie przypuszczaliśmy, że aż tak źle” – powtarzają ludzie Bronisława Komorowskiego. O ile ci pierwsi mogą jednak „robić swoje” – bo jak widać to działa, to ci drudzy są zdetonowani i z trudem próbują zrozumieć, co i dlaczego się właściwie stało.

Pierwsze 48 godzin kampanii przed drugą turą to - w przypadku Bronisława Komorowskiego - chaos i przypadkowość. Wniosek o referendum, pomysł zmiany konstytucji, wieniec pod pomnikiem Piłsudskiego, konferencja z Kwaśniewskim, spacer po Warszawie - wszystko to sprawia wrażenie działań pod presją czasu i porażki. Atmosfera w sztabie BK jest fatalna, trwa przepychanka między ludźmi Kancelarii Prezydenta, a politykami Platformy, wzajemne obarczanie się odpowiedzialnością za niepowodzenie I tury i spór o to, jak ma wyglądać kampania przed II. Wypadkową tych przepychanek jest to, co obserwujemy i co - na mój gust - nie przybliża BK do zwycięstwa.

Reklama

***

BK wyśle dziś do Senatu wniosek o referendum. Wniosek - moim zdaniem - pochopny, mało przemyślany i składany tak bardzo ad hoc na użytek kampanii wyborczej, że nie przysparzający prezydentowi chwały. Wicemarszałek Senatu zapowiada, że jego izba zajmie się pomysłem już w przyszłym tygodniu. To oznacza, że - zgodnie z logiką kampanii - wniosek zostanie przyjęty. Nie cieszy mnie to szczególnie. Ale to będzie ciekawy test. Zwłaszcza gdy referendum zgromadzi 50% wyborców i padnie w nim - w tej sytuacji - wiążące TAK dla JOW-ów. Kto je wówczas przegłosuje? To zresztą jest też ciekawe pytanie w przypadku obligatoryjnego referendum przy milionie podpisów. Kto ma przyjąć i przegłosować w Sejmie ich wynik, jeśli jego większość będzie przeciw?

***

Skąd wziąć 3 miliony głosów? - to dziś pytanie numer 1 dla obu sztabów. W miarę wyrównany wynik pierwszej tury i przewidywana frekwencja w drugiej dają proste obliczenie matematyczne: by wygrać, trzeba do 5 milionów z tury pierwszej, dołożyć 2,5 - 3 miliony w turze drugiej. I żadnemu z kandydatów nie przyjdzie to łatwo. Bo Andrzej Duda ma co prawda naturalny - tak się wydaje - rezerwuar złożony wyborców kandydatów "antysystemowych", ale ma też potężny elektorat negatywny PiS-u. Z kolei Bronisław Komorowski może liczyć na wyborców, którzy zostali w niedzielę w domu, bo uznali, że i tak wygra, ale musi liczyć się z tym, że niezadowolenie z 8 lat rządów PO skrupi się na nim i przyjdzie mu za to srogo zapłacić.

***

O kampanii Andrzeja Dudy dziś niewiele. Bo i treści w tej kampanii nie ma za dużo. Przeczytałem dziś wywiad z kandydatem w "Gazecie Polskiej". I nawet ona nie jest w stanie wydusić z Dudy odpowiedzi na żadne konkretne pytanie. Nawet na - tak stosunkowo proste - jak to, czy popiera, czy nie popiera JOW-ów. I nie jest to zbyt krzepiąca wiadomość.

Konrad Piasecki

Dowiedz się więcej na temat: Piasecki: Barwy kampanii

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy