Reklama

Reklama

​Zlekceważona sensacja

Ta informacja powinna była się znaleźć na czołówkach serwisów i portali informacyjnych, bowiem jest sensacyjna i dotyczy doniosłej kwestii. Sędzia rozpatrujący niegdyś sprawę pociągnięcia do odpowiedzialności urzędników związanych z organizacją lotu do Smoleńska, zakończonego tragiczną katastrofą, ujawnił że zna treść ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich.

Sensacją jest już wiadomość o istnieniu zapisu tej rozmowy. Dotychczas tylko spekulowano, że mogą ją znać z podsłuchów satelitarnych lub nawet mieć nagraną amerykańskie służby wywiadowcze. Nikt jednak tej wersji nie potwierdził. Tymczasem okazuje się, że stenogram rozmowy znajduje się w aktach sądowych i jest w dyspozycji prokuratury.

Oczywiście treść tej rozmowy może być sensacją jeszcze większą. Sędzia Łączewski, który ujawnił istnienie jej zapisu i obwieścił swoją znajomość jej treści, sugeruje, że stawia ona Jarosława Kaczyńskiego w niekorzystnym świetle, a jego całą aktywność wokół tworzenia smoleńskiej mitologii pokazuje jako cyniczną grę.

Reklama

Jest jasne, że gdyby w trakcie tej rozmowy Lech Kaczyński konsultował z bratem decyzję co do lądowania w Smoleńsku, ten ponosiłby pośrednią winę za katastrofę, skoro od owego lądowania brata nie odwiódł. Chyba, że jednak próbował, a prezydent nie posłuchał, co z kolei obciążałoby jego.

Zapis tej rozmowy musi być ujawniony. Wokół katastrofy smoleńskiej wytworzono tyle mitów, legend i zwykłych zmyśleń, o tak rozległych i destrukcyjnych skutkach społecznych i politycznych, że wgląd w treść tak ważnej rozmowy między główną ofiarą i głównym animatorem posmoleńskiej hucpy jest konieczny.

To zadanie dla dziennikarzy śledczych. Oczywiście, sędzia Łączewski mógłby po prostu samemu ujawnić znany sobie zapis rozmowy braci Kaczyńskich. Wprawdzie zapowiedział ujawnienie tego jeśli będzie poddawany szykanom ze strony pisowskiego aparatu prokuratorskiego, ale nie wiadomo czy to się stanie i ewentualnie kiedy.

Zastanawiać może dlaczego informacja o istnieniu zapisu tej rozmowy i znajomości jej treści przez niektóre osoby w państwie nie znalazła się na czołówkach serwisów informacyjnych. Być może nie wszyscy wierzą słowom sędziego Łączewskiego. Byłby to sukces PiS i osobiście Jarosława Kaczyńskiego, bowiem partyjni funkcjonariusze w aparacie ścigania dążą właśnie do uniewiarygodnienia sędziego - oskarżają go o złożenie fałszywego zawiadomienia.

Niewykluczone, że sensacyjna informacja o zapisie rozmowy braci Kaczyńskich została usunięta w cień przez doniesienia o wielkich protestach przeciw orzeczeniu trybunału Przyłębskiej, gwałtownym nasileniu pandemii koronawirusa, wyborach prezydenckich w USA.

Ale dopuszczalne jest też podejrzenie, że w niektórych redakcjach uznano temat smoleński za wyczerpany, nudny, zapomniany. Niesłusznie. Rozpętane po katastrofie smoleńskiej niezliczone pisowskie i okołopisowskie akcje propagandowo-polityczne zdemolowały ład społeczny w Polsce, doprowadziły do głębokich podziałów i antagonizmów, wykreowały mit mający wielką i destrukcyjną siłę oddziaływania, wpłynęły na losy państwa. Jeśli możemy dowiedzieć się co główny animator tych poczynań miał do powiedzenia bratu na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut przed tą katastrofą, powinniśmy to poznać. Nawet - czy zwłaszcza - jeśli zostało to uznane za ściśle tajne. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy