Reklama

Reklama

Transakcja wiązana

Trzy lata temu Szwajcarzy w powszechnym referendum odrzucili miażdżącą większością głosów propozycję otrzymywania co miesiąc stałej i wysokiej kwoty (mówiono o 2,5 tys. franków) - za nic, bez konieczności wykonywania pracy czy spełnienia innych warunków. Zapewne większość Polaków, którzy o tym słyszeli, uważa Helwetów za frajerów. Można tak sądzić na podstawie radosnych reakcji na obietnice rozdawania pieniędzy składane przez polskich polityków w kampanii wyborczej.

Zapowiedzi usprawnienia opieki medycznej, naprawy systemu edukacji, przywrócenia przejrzystej legislacji czy efektywnej i bezstronnej administracji publicznej, wydają się polskich wyborców w ogóle nie interesować. Liczą się zapowiedzi gotówki wręczanej do ręki, najlepiej w formie okrągłej kwoty. Tę metodę bezpośredniego kupowania głosów wyborczych wymyślili stratedzy PiS, a obywatele przyjęli radośnie, więc na innych polityków wywierana jest presja aby włączyli się do licytacji. Kto da więcej w łapę (źródłosłów słowa łapówka) obywatelom, ten dostanie więcej głosów. Stąd eskalacja obietnic przedwyborczych, przybierająca w coraz liczniejszych przypadkach groteskową postać.

Reklama

Pewne podstawowe prawa ekonomii są proste i nienaruszalne. Im więcej z wytworzonych zasobów skonsumujesz, tym mniej pozostanie ci do zainwestowania. To działa zarówno w gospodarstwie domowym, jak i państwowym. Ale skoro obywatele nie okazują przy wyborczych urnach wdzięczności za inwestycje w poprawę infrastruktury, czyli wybudowane lub wyremontowane sieci ciepłownicze, linie przesyłowe, szlaki kolejowe czy nawet autostrady, którymi jeżdżą, lecz preferują gotówkę otrzymywaną do ręki, to takie właśnie obietnice dominują w kampanii wyborczej. PiS nie zrealizował żadnych wcześniejszych zapowiedzi w zakresie elektromobilności, budowy promów pasażerskich (słynna stępka w Szczecinie zardzewiała) czy śmigłowców bojowych do spółki z Ukrainą (czy ktoś to jeszcze pamięta?), ani masowej produkcji dronów, lecz rozdawał pieniądze, więc ma wdzięczny i wierny elektorat.

Ale niepohamowane obietnice PiS nie są bezwarunkowe. Wiąże się z nimi wizja państwa paternalistycznego i ideologicznie sprofilowanego. Paternalizm (pater = ojciec) oznacza traktowanie obywateli jak dzieci, które dostaną cukierka jeśli będą grzeczne. Posłuszeństwo jest wymogiem korzystania z łaskawości. Upominanie się, domaganie, a tym bardziej żądanie nie jest i nie będzie tolerowane. Nauczyciele, pielęgniarki, rezydenci czy niepełnosprawni nie dostaną tego, co usiłują wydobyć strajkami, głodówkami albo innymi protestami. Władza da to i tyle, co i ile uważa za stosowne. Daje bo chce, a nie bo musi.

Posłuszeństwo obejmuje też dostosowanie ideologiczne. Dostaniesz jeśli pójdziesz do kościółka, będziesz się codziennie modlił, kochał swój naród i nienawidził LGBT-ów oraz genderów. To nie tak, że ateiści, kosmopolici i homoseksualiści nic nie dostaną. W paternalistycznym i ideologicznie sprofilowanym państwie będą dyskryminowani i stopniowo eliminowani z życia publicznego, najpierw metodami nieformalnymi, a potem administracyjnymi (jak obecnie nieposłuszni sędziowie). Pakiet finansowy jest oferowany razem z ideologicznym. Jeśli chcesz otrzymywać to, co PiS obiecuje, musisz się pogodzić z podporządkowaniem temu, czego się domaga i co zamierza narzucić. 

To transakcja wiązana. Zostaniecie obdarowani przez pana i władcę, jeśli wyrazicie zgodę na jego panowanie i władzę, które będą użyte do ustanowienia państwa ideologicznego, zgodnego z wyobrażeniami pana i władcy o właściwym sposobie życia jakie macie prowadzić. Tego, że sam pan i władca oraz jego poplecznicy nie muszą tak żyć (np. w heteroseksualnych i sakramentalnych, nierozerwalnych związkach małżeńskich, wychowujących własne dzieci poczęte metodą naturalną) nie trzeba wyjaśniać, to jest oczywiste. Oni są ponad to, co uważają za odpowiednie dla maluczkich.   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama