Reklama

Reklama

​Suwerenna niepraworządność

Suwerenność to ulubione słowo... Tak, owszem, prezesa Kaczyńskiego i jego stronników, ale przede wszystkim Władimira Putina. Przy jego użyciu wymyślił nawet - a może wymyślili dla niego usłużni doktrynerzy - określenie systemu politycznego zaprowadzanego w Rosji i mającego być jej wkładem w myśl politologiczną: suwerenna demokracja.

Nie trzeba być obeznanym w politologicznych teoriach, wystarczy nieco wiedzy o historii Rosji oraz współczesnej jej sytuacji, by móc rozebrać znaczenie tego pojęcia. To nowa nazwa na tradycyjne za wschodnią granicą samodzierżawie. Suwerenność oznacza niezależność od zewnętrznych wobec rosyjskiego państwa i jego władcy oraz nadrzędnych wobec nich norm, reguł, zasad i wartości. Tak, Rosja jest państwem suwerennym. Oznacza to, że jej władze mogą robić co zechcą. Zwłaszcza, czy szczególnie, ze swoimi obywatelami. Przede wszystkim tymi, którzy tej władzy nie lubią, albo których ta władza nie lubi. Co najmniej kilku przypłaciło to życiem.

Reklama

Pod tym względem państwo i władze chińskie też są suwerenne. Okazują to coraz częściej i na różne sposoby, ostatnio w Hongkongu, którego mieszkańcy do dziś przywiązani są do norm, reguł i zasad zaimplementowanych tam niegdyś przez Brytyjczyków, a więc przedstawicieli zachodniej cywilizacji i demokratyczno-liberalnej myśli politycznej. Chiński reżim przywraca suwerenną władzę nad zbuntowaną metropolią, odrzucając zachodnie porządki i zaprowadzając swojskie, oparte na rodzimej tradycji, łączącej konfucjanizm z maoizmem.

A więc podobnie jak w  Rosji, gdzie suwerenna demokracja scala tradycje prawosławia, caratu i bolszewizmu.

I podobnie jak czynią władze polskie, też odwołując się do rodzimej tradycji, łącząc sanację z nacjonalizmem i gomułkowsko-gierkowskim komunizmem w osobliwy typ reżimu politycznego.

Utrzymują przy tym, a właściwie zakładają jako oczywistość, że suwerenność to pojęcie zrozumiałe samo przez się, w przeciwieństwie do praworządności, powoływanie się na którą krytykują za rzekomą jej niejasność, mglistość, nieprecyzyjność, mętniactwo i doktrynerstwo.

W tradycji politologicznej był taki myśliciel, który uważał, że wszelką dyskusję należy zacząć od precyzyjnego zdefiniowania pojęć. Nazywał się (a raczej pod tym przydomkiem jest znany) Platon. To chyba nie przypadek, że był przeciwnikiem demokracji ateńskiej i skonstruował projekt państwa, które można śmiało określić mianem autorytarnego, a niektórzy uważają za prototalitarne.

Julian Tuwim w swoim znanym wierszu apelował by słowom "chytrze zmienionym przez krętaczy" przywrócić ich właściwe znaczenia. "Niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość - sprawiedliwość". Z pojęć prawa i sprawiedliwości prezes Kaczyński (lub ten, który mu taką nazwę podpowiedział) i jego zausznicy uczynili karykaturę. Dostrzegli to i potępiają nie tylko przywódcy polityczni zachodnich demokracji liberalnych, ale także europejskie instytucje powołane do pilnowania by prawo i sprawiedliwość były przestrzegane w krajach członkowskich Unii. W odpowiedzi słyszą, że w Polsce wszystko jest w porządku, bo panują rządy Prawa i Sprawiedliwości. A przy tym chcemy, aby nasza demokracja była suwerenna.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje