Reklama

Reklama

Neutralni

Kilka lat temu furorę w Polsce zrobił niszowy skandynawski zespół rockowy Sabaton. Ktoś odkrył bowiem, że w jednym ze swoich utworów opiewa męstwo obrońców spod Wizny, którzy heroicznie stawili czoła przeważającym siłom Wehrmachtu podczas wojny we wrześniu 1939 r. Rychło jednak okazało się, że specjalizacja zespołu, jaką jest opiewanie różnych militarnych wyczynów, obejmuje dokonania tegoż Wehrmachtu, a zwłaszcza tzw. "Ghost Division" (niem. Gespensterdivision), "Dywizji duchów", czyli 7 Dywizji Pancernej, jednej z jego formacji. Zespołowi Sabaton najwyraźniej obojętne jest po czyjej stronie i w jakiej sprawie walczyli dzielni żołnierze, jeśli tylko czynili to z poświęceniem.

Podobnie postępują też niektórzy historycy wojskowości. Analizują strategiczne i taktyczne posunięcia sławnych dowódców, porównują działania walczących ze sobą oddziałów, rozpamiętują układ sił pomiędzy Royal Navy a Kriegsmarine, rozważają czy Guderian był lepszym strategiem od Pattona albo generał Lee od Ulissesa Granta. Także robią wrażenie, że obojętne jest im po czyjej stronie, w jakiej sprawie i w imię jakich celów walczyli uczestnicy tych zmagań i jaki byłby rezultat zwycięstwa jednej ze stron. Fascynuje ich sama walka, strategia i taktyka.

Reklama

Taką skłonność wykazują też liczni badacze historii politycznej. Omawiają posunięcia uczestników walki o władzę, analizują układ sił, porównują liczebność politycznych obozów, omawiają sojusze i koalicje, oceniają zdolności i skuteczność poszczególnych polityków, nie wnikając w ich zamierzenia i cele działania. Dyktatorzy zostają zrównani z demokratami, a niekiedy nawet oceniani wyżej, jeśli zdołali przejąć władzę lub dominację, czyli wykazali się większą skutecznością. Churchill i Stalin, Kennedy i Chruszczow są zestawiani jak porównywalni uczestnicy tej samej gry.

To jest także przypadłość niektórych polskich dziennikarzy, komentatorów i publicystów politycznych. Analizują poczynania polityków pod kątem skuteczności, pomysłów i metod zdobywania lub utrwalania władzy. Rozpamiętują pomysłowość kampanii wyborczych, śledzą potknięcia w ich trakcie, oceniają zagrania, rozważają przepływy elektoratu, porównują procenty poparcia... W imię czego i po co ta władza ma być zdobyta i jakie będą skutki jej zdobycia - to schodzi na plan dalszy lub w ogóle znika z pola widzenia takich komentatorów. Autokrata, populista, demagog i fanatyk zostaje zrównany z liberalnym demokratą, obrońcą praworządności i praw człowieka, propagatorem wolności i swobód obywatelskich. Liczy się głównie lub jedynie, kto kogo jak ograł lub przechytrzył i pokonał.

Czym zakończy się ewentualne zwycięstwo jednego z kandydatów do prezydentury dla mediów, polskiego dziennikarstwa, poszczególnych redakcji i dziennikarzy było wiadomo już dawno, a stało się jasne po ostatniej nagonce obozu rządzącego na redakcje publikujące krytyczne materiały i komentarze o ułaskawieniowej decyzji urzędującego wciąż prezydenta. Środowisko dziennikarskie zdaje sobie sprawę z planowanej przez PiS rozprawy z niezależnymi mediami, ale niektórzy jego przedstawiciele (nie chodzi o funkcjonariuszy aparatu propagandy PiS) zachowują się tak, jakby byli tego nieświadomi lub ich nie dotyczyło. Być może gotowi są stawić się przed przyszłą komisją weryfikacyjną, która będzie decydować o prawie wykonywania zawodu dziennikarza. Może liczą, że po przejęciu ich macierzystej gazety, stacji telewizyjnej, rozgłośni radiowej czy portalu internetowego znajdą sobie innego pracodawcę.

Doświadczenia węgierskie pokazują jakie to złudne. Możliwość wykonywania zawodu zachowają jedynie służalcy. Obserwacja tych, którzy już nimi zostali, napawa obrzydzeniem i powinna być surową przestrogą. Niezależne dziennikarstwo nie polega dziś na traktowaniu ex aequo uczestników politycznej konfrontacji ("symetryzowaniu"), bo przyszłość niezależnego dziennikarstwa od wyniku tej konfrontacji zależy. Neutralność skończy się jego neutralizacją, czyli unicestwieniem. To jest też stawką tych wyborów.   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne