Reklama

Reklama

Naiwne i niebezpieczne iluzje

Niektórzy ludzie nie mogą zrozumieć, że sprawne działanie jakiejś dziedziny życia gospodarczego czy społecznego nie zależy od koordynowania działań w niej podejmowanych przez jakiś ośrodek zarządzający. Mieszkania powstają w polskich miastach nie dlatego, że działają tam jakieś instytucje pracujące nad poprawą warunków mieszkaniowych, ale dlatego że funkcjonuje rynek budowlany, na którym działają prywatni deweloperzy.

Yuval Noah Harari w swej książce "Homo deus" (to będzie taka reminiscencja z wakacyjnej lektury) przytacza anegdotę z czasów gdy Michaił Gorbaczow został przywódcą Związku Sowieckiego i postanowił zreformować to niewydolne państwo. Wysłał więc do Londynu umyślnego, aby podpatrzył na czym polega system kapitalistyczno-rynkowy, jak działa i dlaczego przynosi lepsze efekty. 

Reklama

Tenże wysłannik został oprowadzony po różnych instytucjach, od giełdy papierów wartościowych do banku emisyjnego, wreszcie podzielił się ze swoimi londyńskimi przewodnikami swoją prośbą: w Moskwie wytypowano najlepszych specjalistów, aby zajęli się zaopatrzeniem mieszkańców w pieczywo, ale przed sklepami wciąż stoją kolejki po chleb; chciałby więc spotkać się z osobą odpowiedzialną w Londynie za dystrybucję pieczywa i dowiedzieć się, jak to robi, że chleba w najróżniejszych gatunkach nigdy i nigdzie nie brakuje. Jego przewodnicy spojrzeli po sobie i któryś z nich odpowiedział zdziwionym głosem: u nas nikt nie koordynuje dostaw pieczywa dla mieszkańców.

Niektórzy ludzie nie mogą zrozumieć, że sprawne działanie jakiejś dziedziny życia gospodarczego czy społecznego nie zależy od koordynowania działań w niej podejmowanych przez jakiś ośrodek zarządzający. Mieszkania powstają w polskich miastach nie dlatego, że działają tam jakieś instytucje pracujące nad poprawą warunków mieszkaniowych, ale dlatego, że funkcjonuje rynek budowlany, na którym działają prywatni deweloperzy. Centralny program budowy mieszkań (Mieszkanie+) jest więc bałamuctwem i jak do tej pory przynosi marne efekty. 

Minister sprawiedliwości wierzy, że poprawa efektywności pracy sądów wymaga jej koordynowania przez niego samego za pośrednictwem jego totumfackich. Odkąd podjął działania podporządkowujące mu instytucje sądownicze efektywność ich pracy pogorszyła się (długość postępowań procesowych zwiększyła się, a liczba zaległych rośnie). Opieka zdrowotna, koordynowana przez rozmaite centralne instytucje, na czele z ministerstwem i narodowym (a jakże!) funduszem, jest wciąż coraz bardziej niesprawna, a kolejki do lekarzy i czas oczekiwania na zabiegi wydłużają się. Premier coraz to zgłasza jakieś centralne programy, a to odbudowy przemysłu stoczniowego (nawet przybił ponad rok temu stępkę pod jakiś statek, która na razie rdzewieje), produkcji samochodów elektrycznych (nie powstał ani jeden) czy pojazdów szynowych (program "Lux torpeda"; na razie wyraził się w przejęciu przez państwo mającej kłopoty spółki Pesa). Wicepremier Gliński chce koordynować politykę kulturalną, decydując jakie filmy i spektakle teatralne mają powstawać (narodowo-patriotyczne; w tej konwencji na razie powstają gnioty).

Koordynacja prowadzona z jednego miejsca jest niezbędna na lotniskach i węzłach kolejowych. Ale rozciąganie tej metody na inne dziedziny może im raczej zaszkodzić niż pomóc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy