Reklama

Reklama

​Ideologie i interesy

Komentatorzy opisują konflikty i antagonizmy w obozie "dobrej zmiany" według leninowskiej formuły "kto kogo", co sugerowałoby, że to walka o wpływy i dominację w tym obozie. Nie przekreśla to jednak możliwości, że motywacje uczestników tej rozgrywki mają charakter ideologiczny. W obozie bolszewików też przecież toczył się spór o rozumienie doktryny komunistycznej i dobór metod jej wprowadzania w życie. W tym również o zakres przemocy mającej pomóc w przybliżeniu jej zwycięstwa.

Od początku sprawowania władzy przez obóz "dobrej zmiany" obecne są wśród obserwatorów jego poczynań wątpliwości co do motywacji jego zwierzchników i funkcjonariuszy. Przejmowanie, a potem obsadzanie rozmaitych instytucji, zwłaszcza spółek skarbu państwa, krewnymi i znajomymi nasuwa sugestię, że chodzi o profity materialne, dorwanie się do wysokopłatnych stanowisk, ograbienie państwa przez partyjnych działaczy i ich pociotków.

Reklama

Niekończąca się seria takich przypadków, łącznie z podjętą przez samego prezesa osławioną próbą zbudowania w Warszawie dwóch wieżowców mających zapewnić trwałe dochody partii i jej kierownictwu, potwierdzałaby przypuszczenie, że pod kryptonimem "dobrej zmiany" kryje się "dojna zmiana".

Ale demolowanie niezawisłego sądownictwa, ofensywa przeciw LGBT czy wspieranie nacjonalistycznych organizacji i instytucji propagujących klerykalną wizję państwa niekoniecznie zmierzają do nabicia kabzy. Spór, który podzielił ostatnio obóz rządzący, ma źródło w kwestii praw zwierząt, a więc światopoglądowej, nawet jeśli w tle jest ekonomiczny interes jakiejś grupy pisowskiego elektoratu. 

Radykał Ziobro nie zgadza się na proklamowanie bezkarności funkcjonariuszy obozu władzy też nie tylko dlatego, że chce się dobrać do rozliczania malwersacji i oszustw jego funkcjonariuszy, lecz z powodu swojego ideologicznego, iście jakobińskiego zapału. Gdyby chodziło o urządzanie się na lukratywnych posadach jego żony i kolegów, to raczej siedziałby cicho i przytakiwał prezesowi, czekając na jego stopniowe i nieuchronne słabnięcie.

Motywacje ideologiczne nie wykluczają się z interesownymi. Nominacja Adama Lipińskiego do zarządu NBP to spektakularny przykład. Zasłużony (zresztą także w zmaganiach z komunistycznym reżimem) ideowy pobratymca i partyjny towarzysz prezesa otrzymuje lukratywną posadę w zamian za swoje trwanie przy nim. Komunistyczni bojownicy i ideowi towarzysze też po zdobyciu władzy urządzali sobie wygodne życie, będąc przekonanymi, że im się słusznie należy w nagrodę za wytrwałość i poświęcenie dla idei.

Podobne jak w przypadku funkcjonariuszy "dobrej zmiany" wątpliwości dotyczą też motywacji ich wyborców. Według popularnego przekonania kierują się interesownością, zaspokajaną przez rządzących rozmaitymi benefitami w rodzaju 500+. 

Ale pobieżny choćby rzut oka na mapę rozkładu poparcia dla PiS pokazuje, że jest ono szczególnie wysokie w regionach zasiedziałych przez ludność konserwatywną, tradycjonalną i religijną (ale tylko po katolicku), co sugeruje motywacje światopoglądowe. Lecz jedne drugich nie wykluczają, ani nie muszą one być rozłączne. Rządzący schlebiają Kościołowi katolickiemu, a do tego rozdają pieniądze - to podwójny powód do popierania takich dobrodziejów przez większość klerykalnych mieszkańców polskiej prowincji. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje