Reklama

Reklama

E-przestroga

Złośliwcy rozpowszechniają plotkę jakoby wśród lekarzy krążyło powiedzonko, że medycyna to pasjonujące zajęcie, gdyby tylko nie trzeba było się użerać z pacjentami. To musi być imputacja, bo ci sami lub inni złośliwcy wkładają w usta nauczycieli akademickich deklarację, że praca na uczelni jest zajmująca, gdyby nie studenci, a personelu sklepowego, że praca w handlu jest ciekawa, gdyby nie klienci itd. Łatwo sobie wyobrazić tworzenie dalszych tego typu zgryźliwych sformułowań: praca kierowcy jest przyjemna, gdyby nie pasażerowie, praca kucharza jest ciekawa, gdyby nie konsumenci itd. W ten sposób niemal każde zajęcie można wyśmiać, sprowadzając do absurdu.

Ale są zgryźliwi obserwatorzy twierdzący, że sytuacja koronawirusowego lockdownu została w niektórych grupach zawodowych naprawdę przyjęta z ulgą, bo uwolniła od kontaktu z natrętami. Lekarze nie muszą przyjmować pacjentów (udzielają teleporad, jeśli się dodzwonisz), nauczyciele akademiccy zajmować się studentami (wykładają zdalnie, jeśli połączenie się nie zerwie), urzędnicy obsługiwać petentów (mają załatwiać swoje sprawy internetowo).

Reklama

Owszem, czasami słyszy się na poważnie wypowiedziane uwagi, że epidemia ma dobre strony, a całkiem często o dobrodziejstwach pracy zdalnej, jako rzekomo umożliwiającej nowoczesne formy kontaktów interpersonalnych oraz innowacyjne metody wykonywania wielu zawodów. E-medycyna, e-recepty, e-learning czy e-handel (e-commerce) to mają być zwiastuny nowoczesności, a nie przymusowe formy zastępcze.

Gdyby tak było, to pracownicy wielu branż mają powody do niepokoju. Tele-poradnictwo medyczne nie ma bynajmniej przyszłości, skoro w internecie można znaleźć specjalistyczne, bogato ilustrowane i konsultowane z wybitnymi profesjonalistami strony poświęcone objaśnianiu objawów, diagnozowaniu schorzeń i wskazywaniu optymalnych metod leczenia. Nie brakuje też wykładów i prezentacji, więc student nie jest skazany na swojego uczelnianego wykładowcę, którego i tak nie może zobaczyć na żywo. Pojawiły się już pierwsze oferty ze strony prywatnych szkół wyższych na nagrywanie dla ich studentów wykładów przez renomowanych naukowców z prestiżowych uniwersytetów. Ale jeśli te formy się upowszechnią, to najlepszych wykładowców będą słuchać tysiące internautów, a tych pośledniejszych nie będzie chciał słuchać nikt. Na razie byt tym ostatnim zapewnia system zaliczeń i egzaminów, ale skoro i te odbywane są zdalnie...

Lekarze, nauczyciele akademiccy i inni pracownicy sektora usług publicznych mają poczucie, że brak realnego kontaktu z ich usługobiorcami nie zmieni ich zawodowej pozycji i sytuacji, bo nikt ich z pracy nie wyrzuci. Ale w sektorach komercyjnych jest inaczej. Pilot samolotów pasażerskich to ekskluzywny zawód, lecz drastyczne ograniczenie lotów oznacza utratę stanowisk. Aktorzy filmowi zarabiają bardzo dobrze, ale zamknięcie kin oznacza załamanie produkcji filmowej i brak ofert pracy w całej branży. Modelki mają atrakcyjne zajęcie, którego zazdroszczą im tysiące - a może i miliony - dziewcząt, lecz odwołanie publicznych pokazów mody mocno ogranicza ich dochody i perspektywy zawodowe.

W wielu branżach, zawodach i stanowiskach praca zdalna może oznaczać przejście nie na nowocześniejsze i bardziej zaawansowane jej formy, lecz na bezrobocie. Powinni to brać pod uwagę, niektórzy przynajmniej, entuzjaści i propagatorzy e-workingu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL