Reklama

Reklama

Duma czy wstyd

"Wstawanie z kolan", "przywracanie należnej nam pozycji", "odzyskiwanie właściwej rangi" - to slogany jakimi autokraci z różnych zakątków świata ogłupiają społeczeństwa, nad którymi chcą zapanować. I to, niestety, często przynosi sukcesy, wyrażające się poparciem omamionych mieszkańców dla sprytnego wodza narodu, roztaczającego przed nim miraże wielkości i chwały.

Ale istnieje też cały świat zewnętrzny, który na ogół nie dostrzega żadnego podnoszenia rangi, zyskiwania na znaczeniu czy wzrostu roli peryferyjnych dyktatur. Im bardziej zaś owi dyktatorzy i zauroczone nimi narody napawają się swoją rzekomą wielkością i chwałą, tym częściej świat, zamiast ich podziwiać, śmieje się z nich, jak Borat z Kazachstanu.

Reklama

Reputation Institute to placówka badawcza analizująca reputację poszczególnych krajów świata wśród mieszkańców jego najważniejszych państw z grupy G8. Polska w tym rankingu plasuje się na 29 pozycji i w ostatnich latach straciła w sumarycznej punktacji, przeciwnie niż niemal wszystkie kraje z pierwszej dziesiątki. Przoduje Szwecja, która już wiele lat temu ogłosiła się "humanitarnym mocarstwem", budującym swoją pozycję nie na sile, lecz pomaganiu innym, w tym także przez przyjmowanie uchodźców, imigrantów i uciekinierów z niebezpiecznych rejonów świata, a więc politykę uchodzącą w Polsce za frajerską i szkodliwą. Inni mają odmienne zdanie i Szwecję szanują. 

Pierwszą dziesiątkę państw o najlepszej reputacji tworzą najbogatsze kraje Zachodu (wliczając w to Kanadę, Australię i Nową Zelandię) oraz Japonia. Można by więc sądzić, że to bogactwo czyni je szanowanymi. Ale najbogatszych emiratów, szejkanatów czy sułtanatów wśród nich nie ma, choć wydają miliony (a może i miliardy) na promocję. A poza Japonią wszystkie kraje z najbardziej szanowanych są mniej ludne niż Polska. Wyprzedzają nas zresztą także Czechy, Tajlandia, a nawet Peru i Malezja, nie mówiąc o Singapurze.

Przez wiele lat zyskiwaliśmy systematycznie coraz więcej punktów, ostatnio je tracimy. Szacunek dla Polski spada.

Podobnie zresztą jak do innych krajów, których przywódcy i mieszkańcy napawają się rzekomym przywracaniem należnej im pozycji. Turcja pod rządami megalomana Erdogana zajmuje 41 pozycję, a putinowska Rosja 49 i traci. Węgry nie są uwzględniane, bo pewnie mało kto wie o istnieniu takiego kraju, choć ma tyle samo mieszkańców co Szwecja i Szwajcaria, trzecia na liście. Co nie przeszkadza autokratycznemu przywódcy Madziarów karmić rodaków propagandą o odzyskiwaniu wielkości.

Rosjanie to przykład społeczeństwa, które czerpie swoje poczucie wielkości i chwały nie z szacunku innych, lecz ich strachu. Świat nie szanuje Rosji, bo nie bardzo ma za co, lecz się jej boi, bo ma bomby atomowe i nieprzewidywalnego przywódcę, gotowego do podstępnej agresji (jak na Krymie).

Strach i szacunek to dwa różne uczucia i jest kwestią wyboru, na które z nich chce się u innych zasłużyć.

Politolodzy posługują się pojęciem "soft power", mającym odzwierciedlać pozycję państwa  mierzoną zasięgiem pokojowego oddziaływania, wpływem na innych, siłą przyciągania. W kalifornijskim Portland działa USC Center On Public Diplomacy, publikujące raporty na temat pozycji poszczególnych państw, wyrażanej jako ich soft power (znane jako Portland Soft Power Rank).

Na aktualnej liście przoduje Francja. Tak, ta sama Francja, którą podobno uczyliśmy posługiwać się widelcami. Jak widać, francuski szyk, elegancja, kultura i kuchnia oraz wina i koniaki zachowują, a nawet wzmacniają swoją atrakcyjność i powab.

Pod rządami tak wielbionego przez naszą prawicę Donalda Trumpa, Stany Zjednoczone spadły z pierwszego na piąte miejsce, mimo niesłabnącej rangi swoich uniwersytetów, atrakcyjności Hollywood, czy potęgi Doliny Krzemowej.

Polska zajmuje 23 miejsce i nic w ostatnich latach nie zyskała. O jedną pozycję wyprzedza Czechy, systematycznie co rok pnące się do góry. Przypomnijmy: państwo niemal 4-krotnie mniejsze, z jeszcze mniej znanym (a u nas wyśmiewanym) językiem i niekoniecznie lepszą kinematografią (choć tu opinie są podzielone), ale bezsprzecznie lepszym piwem i własną, znaną w świecie marką samochodów (należącą zresztą do Volkswagena). Wyprzedzają nas m.in. Singapur, Irlandia czy Portugalia, znacznie od Polski mniejsze i też leżące na peryferiach.

Ranking (obejmujący 30 pozycji) zamykają Węgry, Turcja i Rosja. Doborowa trójka "odzyskujących należną pozycję" pod rządami rodzimych autokratów.

Można więc wmawiać sobie rzekomą wielkość, chwałę, pozycję, rangę, wpływy czy szacunek, ale zewnętrzne otoczenie ma swoją opinię i ocenę. W ostatnich latach Polska jej nie poprawiła, a nawet pogorszyła. Najnowsze rankingi pojawią się w nowym roku. Zobaczymy, czy zyskaliśmy jakieś powody do dumy czy wstydu.

Choć, oczywiście, niektórzy powiedzą, że opinie innych ich nie interesują. Nie ma to jak dobra opinia o sobie samych. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama