Reklama

Reklama

Jakie to polskie...

"Jakie to polskie..." - wzdycha jeden. "Jakie to polskie..." - marudzi drugi. A przed tym "zaklęciem" przedstawiają całą kaskadę przewin, wad, przywar i powodów do wstydu. Oczywiście, przywar i powodów do wstydu tych zwykłych Polaków, nie ich. Elity żadnych przywar nie mają, są światłe, mądre, europejskie i nowoczesne. Gdyby jeszcze los nie obdarzył ich towarzystwem takiego marnego narodu, mogłyby czuć się naprawdę dobrze. Niestety, rzeczywistość jest okrutna, owe elity skazane są na towarzystwo tego narodu, bo poza naprawdę nielicznymi wyjątkami niczego "światowego" sobą nie reprezentują.

Dlatego nieśmiało proponuję, by zamiast ciągle marudzić, mniej lub bardziej świadomie brać w udział w akcji obrzydzania Polaków samym sobie, by zająć się wreszcie pracą dla nas wszystkich, pracą na rzecz tego właśnie Narodu. Nie po to, by go przenicować na nowoczesną liberalną modłę, ale po to, by w oparciu o jego tradycje i liczne narodowe zalety zbudować silną wiarę w to, że możemy być i będziemy silną, świadomą i pewną siebie społecznością. Za tą wiarą pójdą i czyny.

Reklama

Nie przyjmuję do wiadomości, że są jakiekolwiek powody, dla których nie leżałoby to w naszym najlepiej rozumianym interesie. Elity mogą rozumieć swoją misję jako czyste pasożytowanie na obywatelach, ale mogą też działać dla dobra wspólnego, nawet tłumacząc sobie po Kmicicowemu, że w ten właśnie sposób "ich fortuna wyrosnąć może". 

Właśnie dlatego proponuję, by zaklęcie "jakie to polskie..." odbić z niewoli osób wiecznie z Polaków niezadowolonych, uratować i wykorzystać do własnych celów. "Jakie to polskie" zakrzyknąć na myśl o mistrzostwie świata siatkarzy, "jakie to polskie" - skomentować tak złoty medal mistrzostw świata Michała Kwiatkowskiego czy wspomnienie jazdy Rafała Majki podczas Tour de France, czy Tour de Pologne, słowami "jakie to polskie" witać kolejne sukcesy skoczków, narciarzy, łyżwiarzy, żużlowców, lekkoatletów, tenisistów czy piłkarzy ręcznych.

Tak się bowiem w tym roku składa, że sportowych sukcesów nam nie brakuje. Już nie tylko w kompletnie niszowych dyscyplinach sportu, ale i w tych bardziej popularnych, nasi zaczynają pokazywać, że mogą, potrafią, że bywają najlepsi na świecie. Sport z pewnością nie jest najważniejszą dziedziną życia, ale jeśli pokazuje dobre przykłady, może stać się trampoliną do poprawy naszego wspólnego samopoczucia. Dlatego mówmy sobie: "jakie to polskie" jak najczęściej.

Oczywiście, łatwiej byłoby cieszyć się sukcesami, gdyby "ci, od których to zależy", właśnie przedstawiciele owych elit,  zadbali o możliwość oglądania owych sukcesów przez wszystkich. Tak jak drużynowe zmagania siatkarzy, tak niedzielna fenomenalna jazda drużyny kolarzy, uwieńczona skuteczną ucieczką Kwiatkowskiego, były jednak emocjami dla wybranych. I tego szanowne panie i panowie, których decyzją tak się stało, nie można wam będzie zapomnieć.

Wszystko jedno, czy nastąpiło to za sprawą zaniedbania, decyzji biznesowej czy po prostu braku przeświadczenia, że warto Polakom pokazać coś, co może poprawić nam humor, że warto podjąć starania, może nawet ryzyko, by sprawić, że kilka, kilkanaście milionów rodaków zobaczy biało-czerwonych w prawdziwej sportowej chwale.

Powtórzę: zaniedbanie tego, a może świadoma decyzja, by się tym nie zajmować, jest nie do wybaczenia. Nie mamy wielu takich chwil, a bombardowani z różnych stron propagandą wstydu, bardzo ich potrzebujemy. Zmarnowanie którejkolwiek z nich, a mistrzostw świata siatkarzy w szczególności, to coś więcej niż błąd, to granda!

Myślę, że okazji do tego, by mówić "jakie to polskie" w pozytywnym znaczeniu, będzie coraz więcej. Po to, by tak było, trzeba się jednak wyrwać z zaklętego kręgu obecnej propagandy, ciągłego wbijania nas samych w poczucie winy i wychwalanie rzekomych sukcesów rządzących, których przeciętny Polak ani nie czuje, ani za żaden sukces nie uważa.

I musimy to zrobić jak najszybciej, bo na dalsze osłabianie "ducha narodu" nas po prostu nie stać. Zarechotano już wcześniej rozsądne głosy, by walczyć z problemem demograficznym, w dużej mierze zmarnowano okazję, by pieniądze europejskie wzmocniły polskie przedsiębiorstwa i napędziły naszą innowacyjność. Nie możemy dłużej czekać.

Premier Ewa Kopacz w swoim expose podkreślała, że zmiana rządu była tym razem owocem wielkiego sukcesu Donalda Tuska. Pogratulujmy byłemu premierowi tego osobistego sukcesu, a teraz - gdy go już nie ma - spróbujmy pozbierać, co po nim zostało i powalczyć o sukces nas wszystkich. Nie sądzę, by nowy rząd PO i PSL nam w tym pomógł.

Czy obecne "elity", które kompletnie zawiodły Polaków w sprawie trzymania za słowo Donalda Tuska, zdołają się poprawić, stanąć na wysokości zadania i realnie zweryfikować to, co obiecała nam nowa premier? Jeśli i teraz nie, Naród będzie je sobie musiał wymienić na nowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama