Reklama

Reklama

Zmiana konstytucji - w jakim celu i w jaki sposób?

„Rzeczpospolita” apeluje w poniedziałkowym wydaniu o wielką narodową debatę o zmianie konstytucji. Redakcja uzasadnia ten apel stanem państwa: po 25 latach demokracji Polska grzęźnie w pułapce „średniego rozwoju”, nie potrafi rozliczać swoich polityków z afer, wyjść z niszczącego więzi społeczne konfliktu politycznego, zapanować nad kryzysem demograficznym czy nad masową emigracją młodych Polaków.

Za te nieszczęścia odpowiada nasz niesprawny systemem władzy - piszą publicyści "Rzeczpospolitej" Bogdan Chrabota, Michał Szułdrzyński, Andrzej Stankiewicz i Tomasz Pietryga - i opowiadają się za radykalnymi zmianami w ustawie zasadniczej.

Wymienione wyżej plagi są faktem. Z pewnością dałoby się ograniczyć ich dotkliwość, gdyby państwo było bardziej sprawne. Mam jednak wątpliwość, czy korzenie tego zła zawsze tkwią w konstytucji, a jeśli nawet tak jest, to czy rozważany kierunek zmian jest odpowiedni.

W tekście poświęconym zmianom ustroju politycznego Andrzej Stankiewicz stawia tezę, że wady naszej konstytucji biorą się z jej genezy: konfliktu politycznego za czasów prezydentury Lecha Wałęsy: "Stworzył ją w pierwszej połowie lat 90. ówczesny lider SLD Aleksander Kwaśniewski. A pisał ją po to, aby osłabić prezydenta Lecha Wałęsę, z którym postkomunistyczna lewica toczyła boje polityczne".

Reklama

Stankiewicz ocenia, że tamten spór zaciążył fatalnie nad kształtem konstytucji, która - wskutek tego - zwiera błędy konstrukcji ustrojowej. A skutki tych błędów ponosimy do dzisiaj: "I czasy inne, i tamten spór polityczny mało aktualny,  Wałęsa i Kwaśniewski na zasłużonych emeryturach - my zaś wciąż żyjemy ich sporem. Wciąż rozpraszamy władzę, aby nikt w państwie nie był zbyt silny".

Jak wiadomo, spór z pierwszej połowy lat 90. toczył się w kontekście obowiązywania tzw. małej konstytucji, która dawała prezydentowi silniejszą pozycję niż chce tego standard demokracji parlamentarnej w z zakresie polityki zagranicznej i obronności. Publicysta "Rzeczpospolitej" tak ocenia tworzenie konstytucji przeciw Wałęsie: "Jak Wałęsa korzystał z tych instrumentów - to inna sprawa [wszystkie podkreślenia moje - RG]. Nie zmienia to faktu, że obecna konstytucja powstała przeciwko niemu, w tamtej konkretnej sytuacji politycznej".

Nie zgadzam się z kilkoma punktami tej analizy. Po pierwsze, nie tylko Kwaśniewski i SLD walczyli ze sposobem sprawowania władzy przez Wałęsę. Walczyła z nim także ważna część opozycji postsolidarnościowej, m.in. Unia Demokratyczna / Unia Wolności. Jeśli więc tak było, to każe myśleć, że powody tej walki nie były jedynie polityczne, ale i natury poważniejszej. To był szerszy front partii, których liderzy (Kwaśniewski, Pawlak, Bugaj, Mazowiecki) uważali, że polityka Wałęsy jest niszcząca dla państwa. A zatem, że należy zlikwidować konstytucyjne powody (a niekiedy tylko preteksty) tej polityki.

Po drugie, nie zgadzam się z opinią (nie wyrażoną wprost, ale taki jest logiczny wniosek z wywodów Andrzeja Stankiewicza), że system władzy zdefiniowany przez małą konstytucję był prawidłowy. Przeciwnie, właśnie on był powodem niszczącego państwo konfliktu z rządami Pawlaka i Oleksego. Zawsze byłem zdania, że oceniając tamten konflikt należało starannie oddzielać krytykę polityki tych rządów od destrukcji państwa dokonywanej wtedy przez Wałęsę.

Mówiąc wprost: nie jest tak (a wielu komentatorów wtedy ulegało temu fałszywemu wrażeniu), że ponieważ Wałęsa zwalczał postkomunistów (z ich hipoteką nie do obrony), to należało taktownie nie zauważać jego bezprawnych działań. Nie jest więc tak, że dziś mamy niesprawny system władzy, ponieważ wtedy - z powodu konfliktu z Wałęsą - zakwestionowaliśmy dobry model rządzenia. Twierdzę, że ten model (Mała Konstytucja) był dużo gorszy od obecnego.

Po trzecie, to jak Wałęsa korzystał z Małej Konstytucji, nie jest w debacie o ewentualnej zmianie ustroju "inną sprawą", lecz jest sprawą o fundamentalnym znaczeniu. Bo on właśnie pokazywał, jak pewne "luzy konstytucyjne" mogą być wykorzystywane przez polityków opanowanych żądzą władzy, a nie zważających na dobro państwa.

"Inną sprawą" jest może tylko to, jak Wałęsa jako człowiek sobie dziś radzi z tym niszczeniem państwa, jakiego był wtedy sprawcą. Ale nie jest w żadnym razie "inną sprawą" to, że takie działania miały miejsce. Bo skoro tak się działo, to należało pytać, jakie mechanizmy konstytucyjne to umożliwiały. I zmienić te mechanizmy. Takich  zmian dokonano w 1997 r. i chwała twórcom konstytucji za to.

Czy z tego wynika, że nasza konstytucja jest bez wad? Oczywiście nie. Ale to dyskusja na inny temat.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje