Reklama

Reklama

Sikorski? Też dziękuję!

Radosław Sikorski rozpoczął swój udział w partyjnych prawyborach od obrażania prezydenta Kaczyńskiego. Urzędujący - bądź co bądź - minister spraw zagranicznych powiedział na spotkaniu w Bydgoszczy w minioną niedzielę o parę zdań za dużo o urzędującym - bądź co bądź - prezydencie.

Reklama

Problem nie polega na tym, że Sikorski skrytykował Lecha Kaczyńskiego. To każdemu wolno, a politykom nawet poniekąd wypada, bo dzięki temu wiemy, jakie są pomiędzy nimi różnice. To nam pozwala lepiej rozumieć politykę i bardziej racjonalnie wybierać, gdy przychodzi czas wyborów.

Sikorski jednak nie tyle skrytykował Kaczyńskiego, ile go wyśmiał. Czynił aluzje do niskiego wzrostu Lecha Kaczyńskiego i do jego domniemanych problemów alkoholowych, nazwał też jego prezydenturę mianem "małej", co było rodzajem jej radykalnego moralnego zdezawuowania.

Sikorski jest ministrem spraw zagranicznych i z racji konstytucyjnego krzyżowania się jego kompetencji z kompetencjami prezydenta (np. nominacje ambasadorskie) musi współpracować z głową państwa. Współpraca wymaga pewnego minimum szacunku.

Prezydent jest jego politycznym partnerem, a w porządku protokolarnym nawet jego zwierzchnikiem. Obrażanie partnera i - do pewnego stopnia - zwierzchnika to obyczaj dziki. Nie powiem, że w Polsce nieznany, niestety, ale chciałoby się, żeby polska polityka moralnie rosła, nie zaś karlała.

Czy Sikorskiemu się to opłaci politycznie, czy też nie, jest dla mnie sprawą wtórną. Niektórzy komentatorzy spekulują, że w ten sposób Sikorski odwołuje się do partyjnych dołów PO, często jak on z niewielkim partyjnym stażem, bo wie, że partyjny establishment i tak poprze w większości Komorowskiego. Być może tak jest, ale co z tego? Dla mnie ważne jest to, że kandydat na kandydata pokazał się tu jako człowiek zapalczywy.

Można zrozumieć, że Sikorski ma z prezydentem na pieńku. I gdybym miał teraz ocenić stosunek Lecha Kaczyńskiego do Radosława Sikorskiego w minionych czterech latach, byłoby do napisania dużo złego. Ale to jest inny temat, teraz mówimy o tym, czy Sikorski nadaje się na prezydenta. Otóż nie nadaje się, bo nie potrafi się wznieść ponad własne (nie szkodzi, że uzasadnione) emocje.

Premier Tusk zakazał Sikorskiemu i Komorowskiemu, swoim partyjnym kolegom, używania w czasie tych prawyborów ciosów poniżej pasa. No dobrze, obaj kandydaci na kandydata zachowują wobec siebie nawzajem kurtuazję. Ale to nie powód, by w takim razie używać ciosów poniżej pasa w stosunku do ich potencjalnego konkurenta z PiS.

Poza wszystkim, na walkę z Lechem Kaczyńskim jest jeszcze za wcześnie. To są dopiero prawybory.

Prezydent RP musi mieć posturę męża stanu. I nie chodzi tu o posturę fizyczną. Roosevelt jeździł na wózku inwalidzkim, Churchill był gruby, a Mitterrand bardzo niski. Ale byli mężami stanu. Sikorski udowodnił w Bydgoszczy, że nim nie jest.

Roman Graczyk

Radosław Sikorski - dobry kandydat na prezydenta? Dołącz do dyskusji

Dowiedz się więcej na temat: Radosław Sikorski | kandydat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje