Reklama

Reklama

Praworządność versus swojskość

Komisja Europejska zapowiedziała złożenie wniosku do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o "zamrożenie" działania Izby Dyscyplinarnej SN; Parlament Europejski przyjął rezolucję o pogarszaniu się w Polsce i na Węgrzech poziomu praworządności; zaś Komisja Wenecka wydała krytyczną opinię o projekcie ustawy - pracuje nad nią teraz Senat - dyscyplinującej sędziów. Trzy potężne ciosy w politykę Prawa i Sprawiedliwości w stosunku do sądownictwa.

Wydawać by się mogło, że te ciosy muszą zachwiać zaufaniem wyborców PiS do ich partii. Tak by się z pewnością stało w przypadku innych partii i ich elektoratów. Jednak tak się - możemy to powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem - nie stanie w przypadku PiS. Wiemy to z doświadczenia, ponieważ tego rodzaju napomnienia ze strony Unii Europejskiej i Rady Europy w przeszłości kilkakrotnie już były skierowane do PiS-owskiego rządu i żadne tąpnięcie w sondażach nie nastąpiło. Przecież to po całej serii takich napomnień Prawo i Sprawiedliwość wygrało minionej jesieni wybory, zaś wespół z koalicjantami zdobyło - jako Zjednoczona Prawica - samodzielną większość w Sejmie. Dlaczego?

Reklama

Moim zdaniem dlatego, że ta partia przedstawia sobą ofertę, jakiej od lat nie było w polskiej polityce. To oferta przywrócenia Polski tradycyjnej, swojskiej, można by powiedzieć: przywrócenia Polski polskiej. A to znaczy także Polski szanującej swoją tradycję narodową i religijną, Polski świadomie zakorzenionej w tej tradycji. Nie oznacza to od razu, że ludzie, których ta oferta porusza, mieli wszyscy dziadka - Żołnierza Niezłomnego, ani że dzisiaj sami byliby ryzykować dla Polski głową, gdyby zaszła taka potrzeba. Znaczy to jednak tyle, że ci ludzie uważają, że ta patriotyczna opowieść godna jest szacunku. Widocznie inne oferty polityczne nie dość silnie potrącają tę strunę patriotyzmu. Nie wszyscy wyborcy PiS są wzorowymi katolikami, ale są to ludzie, którzy widzą w katolicyzmie coś nieodłącznego od Polski i starają się dawać temu wyraz, jeśli nie w regularnych praktykach religijnych, to przynajmniej w atencji dla tych którzy regularnie praktykują i dla tych, którzy są szafarzami sakramentów. Widocznie inne oferty polityczne nie dość mocno potrącały strunę katolicyzmu jako konstytutywnego składnika polskości.

Jako partia polskiej tradycji Prawo i Sprawiedliwość umiejętnie gra na emocjach Polaków, eksploatując stałe w naszej historii przeciwstawienie polskości i obcości. I umiejętnie grając kliszą Targowicy. Co z tego, że nie ma to sensu, bo będąc w Unii i w Radzie Europy mamy przestrzegać wspólnych zasad? Ważne, że dla wyborców PiS oskarżanie polityków opozycji, którzy w Brukseli i Strasburgu mówią o łamaniu praworządności, o postawę Targowiczan ma sens.

Można nad tym biadać, ale tak po prostu jest: mniej więcej połowa aktywnych politycznie Polaków nie jest czuła na podporządkowanie sędziów rządowi, póki postrzega ten rząd jako polski i swojski, a tych sędziów jako kosmopolitycznych. To prawda, że po zmianie władzy ów mechanizm podporządkowania może zacząć działać wybitnie na niekorzyść tych ludzi. Ale oni nie rozumują w kategoriach systemowych, lecz w kategoriach bieżącej polityki, a w nich problem obrony Polski przed obcymi wpływami jawi im się jako istotny.

Być może rząd się cofnie w sprawie Izby Dyscyplinarnej i nawet w sprawie ustawy kagańcowej - już w przeszłości cofnął się w sprawie wieku emerytalnego. Ale to nie zmieni generalnego nastawienia wyborców PiS-u. I ich przyzwolenia na dowolne modyfikacje ustrojowe, byleby zachowujące narodowy i religijny sztafaż.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje