Reklama

Reklama

​Pracowita jak Kopacz, czyli demokracja na manowcach

Czytam w gazetach, że - wedle sondaży - pani premier zaczyna odrabiać straty i że jest to efekt pracowitości jej i rządu w ostatnich tygodniach. Jeśli tak jest naprawdę, a nie ma powodu podejrzewać tu fałszerstwa czy badawczej niekompetencji, to znaczy, że można nami (wyborcami) manipulować jak dziećmi.

Według sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej" przeprowadzonego 17-18 lipca dobrze działalność premier Ewy Kopacz ocenia 39 proc. Polaków - podczas gdy na początku czerwca było to tylko 25 proc.; z kolei teraz negatywne oceny wyraża 57 proc. - podczas gdy półtora miesiąca wcześniej aż 61 proc. Zmiana jest więc bardzo wyraźna i trudno nie wiązać jej z gwałtownym wzrostem aktywności publicznej pani premier i jej ministrów. Ta aktywność to przyspieszenie legislacyjne (m. in. ustawa o in vitro), ale przede wszystkim to, co zaliczyć trzeba do politycznego PR. Żadnej merytorycznej wartości dodanej w tym nie ma, jest tylko efektowne opakowanie.

Reklama

Gdy chodzi o rząd, to są przede wszystkim jego wyjazdowe posiedzenia mające wywoływać wrażenie, że ministrowie "pochylają się z troską" a to nad specyficznymi problemami Górnego Śląska, a to nad specyficznymi problemami Łodzi. Dokładnie tak samo mogliby ministrowie decydować o tych sprawach w Warszawie przy Alejach Ujazdowskich, ale jak ludzie zobaczą w telewizji, że rządzący oglądają problemy Śląska na Śląsku, a problemy Łodzi w Łodzi, to- zakładają rządowi spin doktorzy - będzie dużo lepiej przyjęte przez publiczność.  I jest. Jeśli zaś chodzi o panią premier, mamy liczne spotkania ze "zwykłymi ludźmi", w tym także hit tego sezonu politycznego: podróże po kraju. Pani premier jeździ pociągiem, co doradzili jej doradcy od wizerunku po to, żeby podkreślić właśnie jej "zwyczajność". Tu mamy różnicę z kandydatką PiS na premiera, Beatą Szydło, która przemieszcza się po naszym pięknym kraju autokarem, nazwanym - bo widocznie to lepiej brzmi dla ucha ciemnej wyborczej masy - Szydłobusem.

Rządowi spin doktorzy wymyślili, że jak Polacy zobaczą, że pani Szydło jeździ specjalnym autokarem, a pani Kopacz kursowym pociągiem, dostrzegą w tym różnicę na korzyść pani Kopacz i zaczną odtąd lepiej oceniać jej pracę jako premiera. I tak się rzeczywiście dzieje.

Spin doktorzy nie są głupi. Wiedzą, że głupi są Polacy i że dadzą się nabierać na takie proste chwyty. No i Polacy dają się nabierać.

Pani premier pyta więc przygodnie spotkanego w Warsie pasażera Pendlino, czy smakuje mu jajecznica. A głupi Polak ma z tego zrozumieć tyle, że szefowa rządu troszczy się o zwykłych ludzi. I tyle on rzeczywiście rozumie. Ma przez to zapomnieć o ośmiorniczkach od "Sowy i Przyjaciół". I rzeczywiście zapomina.

Brawo Miś Kamiński! Platforma i rząd wiele mu zawdzięczają. Brawo Marcin Mastalerek! PiS i i kandydatka Beata Szydło też wiele mu zawdzięczają.

I tak się bawimy. Nie stan finansów publicznych, nie bezpieczeństwo energetyczne, nie brak pracy etatowej dla młodych, nie deficyt ubezpieczeń społecznych, nie kryzys w strefie euro, nie zagrożenie Zachodu (a więc coraz bardziej nas samych) dżihadem, nie kruchość Ukrainy wobec rosyjskiego zagrożenia... Nie, to wszystko nie ważne. Ważne, jak smakowała jajecznica przygodnie spotkanemu przez panią premier w Warsie pasażerowi Pendolino.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje