Reklama

Reklama

​Polityka wschodnia: spór i consensus

Brukselskie posiedzenie ministrów spraw zagranicznych NATO pokazuje wyraźnie, że Pakt wyklucza użycie środków wojskowych dla obrony Ukrainy. W razie rosyjskiego ataku na wschodnie i południowe regiony naszego sąsiada, siły wojskowe NATO zbliżą się do wschodnich granic Paktu, a więc do granicy Rosji z państwami bałtyckimi, do granicy Ukrainy z Polską i do granicy Mołdawii z Rumunią.

To oznacza, że Ukraina i Mołdawia pozostają po wschodniej stronie tej granicy - niektórzy nazywają ją nową żelazną kurtyną. A idąc dalej: to oznacza, że gdyby Rosja zdecydowała się na agresję wobec Ukrainy i wobec Mołdawii (tu zapewne zajmując Naddniestrze), NATO militarnie nie zareaguje.

Reklama

Tak się sprawy mają na planie wojskowym. Ale brak wojskowej reakcji Zachodu nie oznacza jeszcze braku reakcji w ogóle. Pozostają sankcje gospodarcze - w szerokim rozumieniu tego słowa. Te, które Zachód podjął już teraz, są - to prawda - wątłe. Ale wydaje się realna zapowiedź ich zaostrzenia w wypadku dalszych agresywnych działań Rosji. Realna, ale nie przesądzona. Tu otwiera się pole dla działań Polski w zachodnich strukturach: Unii Europejskiej i NATO.

Polska może i powinna argumentować, że Rosja nie przyjęła cywilizowanych reguł gry, że nie jest państwem jak inne w naszej części świata.

Nasze doświadczenia historyczne z Rosją carską i z ZSRR harmonijnie splatają się z obecnym doświadczeniem całego Zachodu: zajęcia Krymu i destabilizowania Ukrainy usiłującej zrzucić postsowiecki kierat i skierować się na Zachód. Inaczej mówiąc, Polska może i powinna być w awangardzie linii antyputinowskiej. Ale nie może być tej linii jedynym orędownikiem.

W tym sensie można mówić, że pożądana polska polityka wschodnia powinna być syntezą "twardej" linii PiS-u (brak zaufania do pokojowych zapewnień Kremla, stawka na sankcje i  dozbrojenie), i "miękkiej" linii PO (działanie wespół z najsilniejszymi aktorami w Unii, a  nie przeciw nim).

Naturalnie żadna, nawet najlepiej pomyślana, polityka nie jest niekrytykowalna. Powinniśmy sobie pozwolić na swobodną debatę w tym zakresie, ale  zarazem pilnować, żeby spór w tej dziedzinie nie osłabiał naszego bezpieczeństwa.

To jest trudne po latach politycznej zimnej wojny, ale nie jest niemożliwe.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje