Reklama

Reklama

PiS przypadkiem ratuje nas przed klęską

Senat odrzucił – jak można się było tego spodziewać – wniosek prezydenta Dudy o przeprowadzenie referendum w sprawie Konstytucji. Pan Prezydent, składając swój wniosek, dołączył do niego listę 10 pytań, jakie miałyby być postawione w referendum. Pisałem już o tym wcześniej, bo Andrzej Duda od dawna rzecz rozważał publicznie i dzielił się swoimi pomysłami, dlatego teraz mogę rzecz ująć tak: nie wszystkie pytania niedoszłego referendum były niedorzeczne, ale i tak niedorzeczny był cały pomysł.

Senat odrzucił – jak można się było tego spodziewać – wniosek prezydenta Dudy o przeprowadzenie referendum w sprawie Konstytucji. Pan Prezydent, składając swój wniosek, dołączył do niego listę 10 pytań, jakie miałyby być postawione w referendum. Pisałem już o tym wcześniej, bo Andrzej Duda od dawna rzecz rozważał publicznie i dzielił się swoimi pomysłami, dlatego teraz mogę rzecz ująć tak: nie wszystkie pytania niedoszłego referendum były niedorzeczne, ale i tak niedorzeczny był cały pomysł.

Referendum to jest w ogóle niebezpieczna zabawka. Przy jego pomocy trudno rozstrzygnąć sporne sprawy w zakresie urządzenia życia publicznego, bo takie rozstrzygnięcia wymagałyby wiedzy, której tzw. ogół nie ma. Trudno mieć do ludzi, którzy nie są prawnikami, pretensję o to, że nie bardzo wiedzą np. jaka jest różnica między systemem parlamentarno-gabinetowym, a systemem prezydenckim, a także tego, jak to i tamto rozwiązanie będzie służyć Polsce. Podobnie jest z systemami wyborczymi i z wieloma innymi zagadnieniami ustrojowymi. Tak po prostu jest. A skoro ludzie niezbyt rozumieją, o co są pytani, to jakim cudem mają udzielać racjonalnych odpowiedzi?  W dodatku niezbyt dobrze wiadomo, jak władza, która zarządza referendum miałaby wykorzystać jego wyniki, gdy jest to (jak w wypadku tej inicjatywy Pana Prezydenta) referendum konsultacyjne, a nie stanowiące.

Reklama

Przy pomocy referendum dałoby się rozstrzygnąć pewne kwestie bardzo konkretne, typu: "czy jesteś za czy przeciw wiekowi emerytalnemu 65 lat". Tu jednak powstaje inny kłopot: czy tego typu pytania należą do materii konstytucyjnej? Otóż nie należą. Czym innym jest model rządów, rzecz którą można ustanowić na długie dziesięciolecia i niezależnie od zmieniającej się koniunktury politycznej, większej czy mniejszej zamożności społeczeństwa, wyższego lub niższego poziomu bezpieczeństwa międzynarodowego, model ten jest (powinien być) stosowany. Czym innym zaś jest polityka socjalna państwa. Raz państwo stać na wiek emerytalny 65 lat, innym razem go na to nie stać. Tymczasem jego zapisanie w konstytucji oznacza gwarancję prawną dla roszczeń obywateli, czyli zobowiązanie po stronie państwa, czyli określony poziom wydatków budżetowych. Wpisywanie rozwiązań (takich czy innych) w tej dziedzinie do konstytucji jest nonsensowne.

Zatem w sprawach, które konstytucja powinna rozstrzygać, ludzie nie umieją się sensownie wypowiedzieć, a sprawy, w których mają zdanie, nie powinny się znaleźć w konstytucji. Jeśli pod tym kątem spojrzeć na dziesięć pytań Pana Prezydenta, to pytania numer 1 - 8 są dla ogromnej większości wyborców (głosujących) niezrozumiałe, a pytania numer 9 - 10 są wprawdzie zrozumiałe, ale ich rozstrzyganie w konstytucji jest niedorzeczne.

Partia rządząca zatem uchroniła nas od nieszczęścia. Ale stało się to chyba z innych powodów niż wyżej wyłuszczone. PiS nie jest ani strażnikiem anty-populistycznego umiaru, ani strażnikiem czystości materii konstytucyjnej. Powody utrącenia inicjatywy Pana Prezydenta są inne: obawa przed porażką frekwencyjną, która niechybnie rykoszetem uderzyłaby w partię rządzącą, oraz niechęć do tolerowania samodzielności politycznej Andrzeja Dudy.

Przypadkiem PiS zrobił coś dobrego dla kraju. Czy kraj to doceni?

Roman Graczyk   

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy