Reklama

Reklama

​PiS i inne demony

Bawi mnie niezmiernie licytowanie się komentatorów przychylnych Platformie na straszenie PiS-em. We wczorajszej "Gazecie Wyborczej" mamy przykład takiej licytacji w postaci artykułu Wojciecha Mazowieckiego ("Anty-PiS jest koniecznością", GW, 14 października 2015 r.). Jest to polemika z tekstem Jarosława Kurskiego sprzed tygodnia, w którym jego autor radził, by w przypadku, gdy PiS wygra wybory, ale nie będzie miał absolutnej większości (sam lub z koalicjantami), pozwolić mu stworzyć rząd mniejszościowy.

Dla Mazowieckiego takie przyzwolenie byłoby dowodem braku odpowiedzialności za Polskę. Tekst Kurskiego jawi się Mazowieckiemu jako rodzaj dezercji, stąd jego płomienne wezwania do utworzenia kordonu sanitarnego wokół PiS-u.

Reklama

Kurski stał na stanowisku, że dopuszczenie PiS-u do władzy będzie działać jak szczepionka uodporniająca na PiS-owską chorobę: Polacy zobaczą, czym to grozi, a w rezultacie w następnych wyborach zagłosują przeciwko partii Jarosława Kaczyńskiego. Opłaca się - argumentował Jarosław Kurski - dać PiS-owi teraz władzę słabą (rząd mniejszościowy), a poprzez to zmniejszyć szanse, że w przyszłości ta partia weźmie władzę silną.

Dla Mazowieckiego takie  stawianie sprawy jest jakąś formą kapitulanctwa. Pisze on: "To propozycja ucieczki od odpowiedzialności za państwo i demokrację [...]. Myślenie szkodliwe, zakładające, że cokolwiek się stanie - sprawy kraju należy oddać w ręce Jarosława Kaczyńskiego, nawet za cenę najgorszych strat dla demokracji [...]. I demobilizujące - bo zniechęcające wyborców i inne niż PiS partie do poszukiwania sposobu ratunku dla Polski przed Kaczyńskim, który totalnie neguje i zwalcza nasze państwo, III RP". (Podkreślenia moje - RG)

Muszę przyznać, że są w tym tekście fragmenty całkiem rozsądne - np. te, w których Mazowiecki pokazuje destrukcyjne oddziaływanie na struktury państwowe przyspieszonych wyborów i rządów mniejszościowych. Ma rację, jeśli prowadzi analizę na poziomie strukturalnym. Bo rzeczywiście jest tak, że demokracja parlamentarno-gabinetowa potrzebuje pewnej stabilizacji, raczej rządów pełnokadencyjnych niż krótkich, raczej opartych na solidnej większości parlamentarnej niż koalicjach mniejszościowych.

Ale to  działa w każdych okolicznościach politycznych. Rząd mniejszościowy jest rozwiązaniem niedobrym dlatego, że jest kruchy i nie może sobie pozwolić na śmiałe decyzje - tak samo mniejszościowy rząd PiS-u, jak i ewentualny mniejszościowy rząd PO i kogokolwiek innego. Otóż, o ile na poziomie analizy systemowej Mazowiecki ma rację, o tyle, gdy przekłada ją na kategorie polityczne, brnie w histerię - typową dla "Gazety Wyborczej" od 10 lat. W tym sensie tekst Kurskiego trzeba docenić, bo wprowadza trochę rozsądku do tej histerii, trochę myślenia do stylu sekty.

Ale pamiętajmy, że Kurski pisał w duchu: co będzie na dłuższą metę skuteczną zaporą przed PiS-em. Nie było tam żadnego przyzwolenia na PiS-owskie recepty. Jest więc Kurski prawowiernym "Gazeciarzem" - spokojnie. Natomiast Mazowiecki jak gdyby tej prawowierności nie dowierza, demaskując naiwność tamtej argumentacji. W ten sposób przenosi dyskusję na poziom zaklęć.

Kiedy się mówi, że propozycje socjalno-ekonomiczne Prawa i Sprawiedliwości słabo się bilansują budżetowo, to ja taki argument rozumiem. Podobnie, kiedy się mówi, że propozycje ustrojowe PiS grożą bałaganem  instytucjonalnym. To jest język racjonalnej krytyki. I tu jesteśmy w kategoriach "lepsze" - "gorsze", jedynych możliwych dla demokratycznej debaty.

Ale kiedy się mówi, jak Wojciech Mazowiecki, że trzeba przed Kaczyńskim ratować państwo i demokrację, że lider PiS-u zwalcza nasze państwo - to jest język sekty. Zamiast racjonalnej krytyki jest jakieś ezgorcyzmowanie PiS-owskich demonów.

Kogo to przekonuje?

Roman Graczyk  

Dowiedz się więcej na temat: Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje