Reklama

Reklama

​O wyborach pro domo sua i nie tylko

Muszę się tu uderzyć w piersi. Spowiedź, nawet spowiedź powszechna (jeśli tylko szczera) nie jest zajęciem przyjemnym, ale jest zajęciem oczyszczającym. Wyszłoby naszej debacie publicznej na zdrowie, gdyby różni fałszywi prorocy potrafili odszczekać, gdy się pomylą. A ponieważ tym razem przychodzi ta próba na mnie - odszczekuję.

Napisałem, otóż, byłem w tej rubryce przed dwoma tygodniami, że z wyborów prezydenckich wieje nudą, bo ich wynik jest niemal przesądzony, że prawie na pewno wybory wygra Bronisław Komorowski. Otóż wyniki pierwszej tury przeczą tej opinii dobitnie. Ostateczny rezultat pozostaje niepewny, a wskutek tego wyborom w drugiej turze towarzyszą emocje, jakich dawno w kraju nad Wisłą nie było.

Zatem biję się w piersi: pomyliłem się. Gdzie był błąd w tamtej analizie?

Reklama

Nie było go w tym, że  główne partie (poza PO) wystawiły kandydatów z drugiego szeregu. Nie było go także w tym, że wielu wyborców zostanie 10 maja w domu w przekonaniu, że Komorowski już wygrał. Nie było go w tym, że czarnym koniem tych wyborów jest Paweł Kukiz.

Błąd był w tym, że nie doceniłem skali sukcesu Kukiza. Tak dobry wynik byłego lidera zespołu "Piersi" uderzył w Komorowskiego, a ponieważ i Kukiz, i Duda szli pod hasłem zmiany, zatem także kandydat PiS nieco skorzystał na tej wielkiej fali kontestacji obecnego status quo.

Co będzie dalej, nie wiem. Wiem natomiast, że w tej - skądinąd fascynującej - fazie wybory są pełne paradoksów. Mamy nagle niebywałe emocje, chociaż miało ich już nie być, Zamiast nudy jest napięcie. To dobrze, bo inaczej ludzie tracą zainteresowanie nie tylko wyborami, ale sprawami publicznymi w ogóle. Jednak dobrze byłoby wśród tych emocji zachować świadomość owych paradoksów.

Pierwszy i najważniejszy paradoks jest taki, że gdyby zrealizować główny postulat kandydata Kukiza, jego formacja polityczna mając ok. 20 proc. poparcia społecznego, zarazem uzyskałaby zaledwie kilka mandatów do Sejmu. Tak działa system JOW. Ma on swoje zalety, ma też i wady - wśród nich tę, że wycina "trzecią partię". Być może Paweł Kukiz jest wielkim politycznym altruistą i nie zależy mu na tym, żeby wprowadzić do Sejmu dużą reprezentację - to jego problem. Ale jeśli mobilizuje wielką liczbę ludzi pod hasłem zmiany obecnego systemu partyjnego, a narzędziem tej zmiany ma  być JOW, to głosi nonsens. JOW-y zastosowane do obecnych preferencji politycznych Polaków, uczynią z tą sceną partyjną coś  dokładnie odwrotnego, niż tego chce Kukiz: dadzą większość największej partii, silną reprezentację partii drugiej w kolejności, a resztę wytną niemal w pień. A największym przegranym będzie ten, kto pod hasłem zmiany sceny partyjnej doprowadzi, do zastosowania JOW-ów.

Roman Graczyk 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy