Reklama

Reklama

Mistrale w Egipcie - Mistrale w Rosji - odjazd

Przedwczoraj francuski minister obrony odpowiadał w Zgromadzeniu Narodowym na pytania deputowanych. Deputowani pytali o zerwanie przez Polskę negocjacji w sprawie zakupu helikopterów Caracal i o wypowiedź polskiego ministra obrony, Antoniego Macierewicza, który stwierdził, że okręty desantowe Mistral, których sprzedaży Francja odmówiła Rosji po agresji na Ukrainę, zostały odsprzedane Rosji przez Egipt za cenę symbolicznego dolara.

Jean-Yves Le Drian odpowiedział, że Francja jest oburzona ze względu na sposób zerwania negocjacji z Airbusem, a tym bardziej ze względu na późniejsze wyjaśnienia ministra Macierewicza. Francuski minister powiedział, że niedawno był w Egipcie i wizytował jeden z tych Mistrali (rzekomo odsprzedanych Rosji za 1 dolara), gdzie przyglądał się szkoleniu egipskich marynarzy w obsłudze tych maszyn.

Wcześniej już anulowano wizyty ministra obrony i prezydenta Francji w Warszawie. Teraz mamy wypowiedź ministra, z którą najwyraźniej polskie ministerstwo obrony nie wie co zrobić, bo milczy. Istotnie, jesteśmy (my: Polska) w sytuacji nader niezręcznej.

Reklama

Już zerwanie negocjacji z Airbus Helicopters nie wyglądało przekonująco, potem przyszła niezręczna (mówiąc najdelikatniej) wypowiedź wiceministra Kownackiego o wyższości kulturalnej Polaków nad Francuzami, potem jeszcze bardziej niezręczna wypowiedź jego szefa o Mistralach za 1 dolara.

Zerwanie negocjacji było nieprzekonujące w sytuacji, gdy Airbus Helicopters oferował w ramach offsetu inwestycje w wysokości ponad 3 mld euro (czyli tyle, ile wynosiła wartość samego kontraktu), uruchomienie w Łodzi montowni, stworzenie w Polsce 1250 bezpośrednich i około 2000 pośrednich miejsc pracy, transfer technologii mający nam pozwolić na unowocześnianie Caracali w przyszłości, a w końcu radykalne wzmocnienie ośrodka badawczo-rozwojowego już istniejącego w Polsce.

Mówimy tu o offsecie, bo to on rzekomo miał być niewystarczający. Wiadomo zaś, że polscy wojskowi wysoko ocenili zalety techniczne samych maszyn typu Caracal. Tak więc po to, żeby uznać taką ofertę za słabą, trzeba byłoby wysunąć naprawdę bardzo poważne argumenty. Zrobiono to? Nie. Polskie wyjaśnienie powodów odstąpienia od negocjacji było bardzo wątłe ("oferent nie przedstawił propozycji offsetu odpowiadającej interesom ekonomicznym i bezpieczeństwu państwa polskiego").

Co można powiedzieć o rozważaniach wiceministra Kownackiego o kulturze jedzenie widelcem? Że była żenująca. Że była obraźliwa, a przez to szkodliwa dla relacji polsko-francuskich, które są przecież dla nas ważne - niezależnie od tego, czy kupujemy od Francuzów śmigłowiec bojowy, czy też go nie kupujemy.

A co możemy powiedzieć o rewelacji ministra Macierewicza na temat Mistrali za 1 dolara? Że na razie nie widać podstaw do takiego twierdzenia. Antoni Macierewicz daje do zrozumienia, że opiera się na informacjach operacyjnych (pochodzących od służb specjalnych). OK, minister obrony powinien korzystać również z takich źródeł. Ale powstaje wtedy problem publicznego używania informacji pozyskanych w ten sposób. Bo mamy tu niewspółmierność statusu wiedzy Macierewicza ze statusem wiedzy Le Driana.

Ten pierwszy mówi: wiem, ze źródeł, których nie mogę ujawnić, że Egipt odstąpił  Mistrale Federacji Rosyjskiej. A ten drugi powiada: Egipt nie odstąpił Mistrali, bo właśnie jego marynarze ćwiczą na tych okrętach, byłem tam, widziałem na własne oczy. Oczywiście, nie możemy na 100 procent wykluczyć, że te ćwiczenia egipskich marynarzy na Mistralach to "ściema". Ale problem jest taki, że w tym wypadku nie możemy posłużyć się informacją o - jeszcze raz: załóżmy, że prawdziwą - przekazaniu Mistrali Rosji, bo wtedy dekonspirowalibyśmy źródło, a tego nam zrobić nie wolno (a co najmniej: stanowczo tego nie chcemy). Zaś bez podania źródła taka informacja nie nadaje się do publicznego wykorzystania. Minister Macierewicz zaś ją wykorzystał, ale był zmuszony powiedzieć to w stylu: wiem, ale nie powiem skąd wiem. W zestawieniu z przekazem ministra Le Driana to - przyznajmy - brzmi mało poważnie.

Nie kupiliśmy Caracali - może dobrze, a może źle się stało. Ale sposób, w jakiśmy ich nie kupili, pokazuje zapętlenie naszej polityki obronnej. Być może oferta francuska była technicznie (wojskowo) kiepska - tyle tylko, że nie potrafiliśmy tego w sposób przekonujący wykazać. Być może offset był niewystarczający - tego też nie potrafiliśmy uzasadnić.

Solidne  państwo nie zrywa negocjacji na temat przetargu już rozstrzygniętego za rządów poprzedniej ekipy władzy, chyba że istnieją nadzwyczaj poważne ku temu powody - myśmy (my: Polska) to zrobili. Państwo, które chce być szanowane przez swoich partnerów, natychmiast dymisjonuje wiceministra, który w sytuacji zerwania negocjacji za 3 mld euro mówi to, co powiedział wiceminister Kownacki - a jednak wiceminister pozostaje na stanowisku. Państwo, które nie chce narazić się na śmieszność, nie pozwala ministrowi obrony mieszać porządków informacji operacyjnych i informacji publicznie dostępnych, nawet jeśli wiedza operacyjna była pewna. Tym bardziej nie pozwala na coś takiego, jeśli informacje o Mistralach z 1 dolara były zmyślone. A jednak wydaje się, że figle ministra Macierewicza nie są w jego obozie politycznym postrzegane jako niebezpieczne. Przeciwnie, są raczej widziane jako dowód jego mołojeckiej odwagi - nie będzie Francuz, co ledwo się nauczył jeść widelcem, nas pouczał...

To wszystko wiedzie nas na szersze jeszcze wody - na poziom strategicznej myśli przywódców Prawa i Sprawiedliwości o naszym geopolitycznym położeniu i o naszej preferowanej polityce w związku z tym.

PiS zakłada, że jakiekolwiek wiązanie się z obronnością państw europejskich jest bez sensu, a liczyć można tylko na obronność Stanów Zjednoczonych. To założenie uważam za szkodliwe dla naszych interesów, bo - jakkolwiek się z tą Europą różnić - leży ona blisko i powinniśmy się z nią mocno integrować po to właśnie, by chronić własne bezpieczeństwo. Tak robią wszystkie małe państwa "wschodniej flanki" i wiedzą dlaczego.

To prawda, że siła NATO (w tym głównie USA) jest dla nas istotniejsza. Ale nieprawda, że z tego powodu należy całkiem odwrócić się plecami do Europejczyków. Co więcej, założenie, że opieramy nasze bezpieczeństwo na sile NATO i USA, chociaż dotąd niekwestionowalne, może zostać zakwestionowane przez wynik amerykańskich wyborów. To, że zwycięstwo Trumpa (a konsekwencji polityka izolacjonizmu USA) jest prawdopodobne, było już wiadome na początku października, gdy odstąpiliśmy od negocjacji z Airbus Helicopters, tym bardziej wtedy, gdy obrażaliśmy (my: Polska) Francuzów, i gdy wygadywaliśmy (my: Polska) rewelacje niemożliwe do udowodnienia.

Tupanie nogą to jeszcze nie polityka zagraniczna.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje