Reklama

Reklama

Generał z prezydentem do Moskwy?

Zaproszenie generała Jaruzelskiego do Moskwy na obchody 65. rocznicy pokonania hitlerowskich Niemiec stanowi - nie ukrywajmy - problem. Ale klasę polityka poznaje się po tym, jak rozwiązuje problemy.

Nie jest przecież tak, jak napisał we wczorajszej "Rzeczpospolitej" Waldemar Kuczyński ("Generał Jaruzelski nie przyniesie Polsce wstydu", "Rz", 31 marca), że w osobie generała jedzie "stary żołnierz i polityk z czasów, których rozumienie przekracza możliwości wielu". To byłoby zbyt piękne.

Reklama

Prawda o drodze życiowej generała jest niespójna. Z jednej strony karta sybiracka i kombatancka. Z drugiej - wierna służba sowieckiemu imperium.

Wojciech Jaruzelski jako 16-latek, syn ziemiańskiej rodziny, został siłą wywieziony w głąb Rosji, jak to wtedy było udziałem setek tysięcy Polaków za to tylko, że byli Polakami. Tam pracował w katorżniczych warunkach, żeby przeżyć.

Przeżył i przyłączył się do polskiej armii, tworzonej po przystąpieniu ZSRR do antyhitlerowskiej koalicji. Ale nie zdążył przed wymarszem oddziałów gen. Andersa do Persji, wiec doszlusował do oddziałów płk. Berlinga. W tym momencie nie miał innej drogi do Polski, jak tylko z armią podporządkowaną polskim komunistom, a więc z armią podporządkowaną imperialnym interesom ZSRR. Z tą armią walczył aż do maja 1945 - czego 65. rocznicę będziemy wkrótce obchodzić.

Druga część biografii generała nie jest już tak patriotyczna - by rzecz ująć eufemistycznie. Porucznik Jaruzelski służy najpierw w jednostkach zwiadu, czyli zwalcza polskich patriotów z AK. Potem pracuje dla Informacji Wojskowej, czyli jest tajnym współpracownikiem wojskowej bezpieki. Robi błyskawiczną karierę w Ludowym Wojsku Polskim, zapewne nie bez związku ze swoją pracą dla IW.

W 1968 przeprowadza czystki antysemickie w wojsku, potem bierze udział w agresji wojsk Układu Warszawskiego na buntującą się Czechosłowację. Następnie tłumi przy pomocy wojska bunt robotników Wybrzeża, a w 1981 roku zastępuje wahającego się Kanię na stanowisku I sekretarza KC PZPR, kończy przygotowania do stanu wojennego i wprowadza go. Potem przez wiele lat nie jest w stanie odblokować politycznie sytuacji wytworzonej przez stan wojenny, aż dopiero wybawia go z opresji Gorbaczow i jego pieriestrojka.

Nie zapominajmy, że w maju 1945 r., kiedy Armia Czerwona kończyła swój zwycięski pochód w Berlinie, równocześnie w Moskwie przygotowywano proces 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, porwanych w marcu w Pruszkowie, a następnie skazanych przez radziecki sąd za dywersję na tyłach armii. To nader symboliczne zestawienie, bo pokazuje, że Armia Czerwona, choć przegnała z Polski nazistów, zainstalowała tu porządki typu sowieckiego z wszystkimi tego faktu, i znanymi nam aż do bólu, następstwami.

No więc mamy z generałem problem. Jak go rozwiązać? Nazywając rzeczy po imieniu, ale też nie obrażając Wojciecha Jaruzelskiego jako człowieka i nie odbierając mu jego życiowych cierpień. Generałowi należy się szacunek jako sybirakowi, kombatantowi, a także jako byłemu prezydentowi (1989 - 1990). Nie ma jednak żadnego powodu, żeby Państwo Polskie w osobie prezydenta Kaczyńskiego czciło w Jaruzelskim komunistę i wiernego wykonawcę sowieckiej polityki wobec Polski.

Roman Graczyk

Dowiedz się więcej na temat: prezydent | problem | Nie | Wojciech Jaruzelski | generał

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje