Reklama

Reklama

Bronię Sarkozy'ego

Francja staje coraz bardziej na cenzurowanym. A ja mam ochotę bronić polityki Sarkozy'ego wobec Romów. Wiem, dla poprawnych politycznie pięknoduchów to brzmi strasznie. No dobrze, mogę być faszystą, ale przynajmniej niektóre rzeczy wyklaruję.

Oczywiście, nie wszystko w tej polityce jest do obrony. Powiedzmy od razu, że nie do obrony jest sformułowanie użyte w okólniku francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 5 sierpnia, które nakazuje prefektom likwidować "priorytetowo" nielegalne obozowiska Romów.

Reklama

To był - oczywiście - gruby błąd i w tym świetle ostra krytyka polityki Francji ze strony Komisji Europejskiej nie jest pozbawiona racji. Unia nie może akceptować polityki, która kieruje się kryterium narodowościowym. Nie może akceptować sytuacji, że ekspulsuje się tych ludzi z Francji dlatego, że są Romami. Tu zgoda, ale tylko tu.

Pani Viviane Reding, europejska komisarz do spraw wymiaru sprawiedliwości, jednak gruntownie przesadziła, kiedy stwierdziła w miniony wtorek, że polityka Francji wobec Romów przypomina czasy drugiej wojny światowej.

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby widzieć w tych słowach czytelną aluzję do polityki nazistowskiej. I nie trzeba być wielkim znawcą historii, żeby dostrzec kolosalną różnicę między traktowaniem Romów przez Sarkozy'ego, a ich (i Żydów) traktowaniem przez Petaine'a.

"Roissy to nie jest Drancy" - powiedzial Pierre Lelouche z francuskiego MSZ. Roissy-Charles de Gaulle to jest podparyskie lotnisko, skąd ekspulsowani Romowie odlatują do krajów swojego pochodzenia. Drancy to był obóz przejściowy dla Żydów (ale także dla Romów, zwanych wtedy Cyganami), z którego ci nieszczęśnicy byli przewożeni do Auschwitz i innych obozów zagłady.

No więc ośmielam się twierdzić, że jest jednak jakaś różnica między nakazem opuszczenia Francji przez Roissy, a deportacją przez Drancy. Co się działo z Żydami i Romami, którzy przechodzili przez Drancy - wiadomo.

Romowie odlatujący z Roissy dostają na drogę po 300 euro na osobę. Są ekspulsowani na podstawie decyzji administracyjnej, ale kontrolowanej przez sąd (znanych jest kilka przypadków, kiedy sąd nie zgodził się na ich wydalenie). Ich obozowiska są rozbierane przez siły porządkowe tylko wtedy, gdy są nielegalne.

Każda gmina ma obowiązek wyznaczyć stosowny teren (z dostępem do wody i do elektryczności - darmowym dla ich użytkowników, czyli na koszt mieszkańców gminy) do stacjonowania nomadów.

Przez wiele lat to jakoś działało. Przestało działać, odkąd w 2007 r. Rumunia i Bułgaria weszły do Unii Europejskiej, a zatem kilka milionów rumuńskich i bułgarskich Romów zyskało prawo do bezwizowego przyjazdu i pobytu we wszystkich krajach członkowskich.

Romowie mają swoją specyficzną kulturę, która innym europejczykom niezbyt się mieści w głowie. Poza pięknoduchami, oczywiście, którym się mieści. Ci powiedzą, że trzeba szanować odmienności, nie stygmatyzować... i temu podobne dyrdymały.

Owszem, trzeba szanować i nie stygmatyzować, ale co byście zrobili, gdyby na waszym osiedlu czy za waszym płotem rozbiło swój obóz trzystu albo - czemu nie? - pięciuset ludzi, którzy z zasady nie pracują, nie posyłają dzieci do szkoły, żebrzą (niekiedy w sposób namolny) i - ośmielmy się to powiedzieć - kradną na potęgę.

Takie są twarde fakty odnoszące się do tych ludzi. Dlatego wiele gmin we Francji odmawia im udostępnienia terenów do obozowania. I tak się, niestety, składa, że ci ludzie mają określoną narodowość. Nie są to Szwedzi ani Norwegowie, tylko - jak raz - Romowie. Czy stwierdzenie tego faktu też ma być uznane za nieposzanowanie odmienności i stygmatyzowanie? Dla pięknoduchów, oczywiście tak.

Niemniej twarde fakty, statystyka odnosząca się do żebractwa i drobnych kradzieży w ostatnich latach we Francji jednoznacznie wskazuje, że sprawcami tych wykroczeń są w przeważającej liczbie Romowie. Takie jest tło tego nieszczęsnego okólnika MSW.

Sformułowanie tam użyte jest niedopuszczalne, bo zakłada odpowiedzialność zbiorową: "jesteś Romem - łamiesz prawo". Ale tylko pięknoduchy wyciągają z tej niewątpliwej pomyłki francuskich glin wniosek, że nie ma problemu Romów. Owszem, jest.

Minister spraw wewnętrznych Bruce Hortefeux ogłosił ostatnio anulowanie okólnika z 5 sierpnia i zastąpienie go innym, gdzie nie ma już mowy o "priorytetowym" likwidowaniu obozowisk Romów, tylko, po prostu, o likwidowaniu nielegalnych obozowisk.

Komisja Europejska zareagowała na to pozytywnie, ale podkreśliła, że zmienić się też musi polityka Francji wobec Romów. To jest - przyznam - problem. Zgoda, że jest niedopuszczalne wydalanie Romów jako Romów. Ale czy na pewno (poza sprawą okólnika) możemy zdefiniować politykę Francji wobec Romów jako rasistowską?

Ci, których się wydala, łamią prawo. Wydala się ich, bo łamią prawo. Czy fakt, że przy okazji oni są Romami, ma uniemożliwić egzekwowanie prawa? Jeśli tak, to znaczy, że doszliśmy do ściany. Ściany doktrynerstwa.

Roman Graczyk

Forum: Dlaczego tak bardzo nie lubimy Romów?

Dowiedz się więcej na temat: forum | Romowie | Nicolas Sarkozy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama