Reklama

Reklama

Antyhomofobiczny bełkot

Pani Katarzyna Wiśniewska od lat bardzo troszczy się o Kościół. Jej troska - poprzez teksty publikowane w "Gazecie Wyborczej" - przejawia się w tym, że domaga się przekształcenia Kościoła zacofanego w nowoczesny.

Zacofany jest Kościół, który odróżnia dobro od zła, nowoczesny byłby taki, który takie odróżnienie uważałby za anachronizm. Byłby to Kościół, który niczym się nie różni od dominujących nurtów świeckiej kultury; Kościół nie wypowiadający się o życiu publicznym; Kościół, którego zasadnicza aktywność ograniczałaby się do pomocy charytatywnej.

Reklama

Ostatnio troska o Kościół kazała pani Wiśniewskiej popełnić felieton zatytułowany "Homoherezje o homomafii księdza Oko" ("Gazeta Wyborcza", 27 czerwca), w którym szydzi z tekstu ks. Dariusza Oko opublikowanego we "Frondzie".

Pani Wiśniewska używa sobie z autora tego tekstu do woli, niekiedy swobodnie wychodząc poza krytykowany tekst. Wszystko jest dobre, żeby go poniżyć w opinii światłych czytelników "GW". Nadaje się do tego (jak zwykle u Wiśniewskiej) ks. Isakowicz-Zaleski: fakt, że ks. Oko afirmatywnie odwołał się do ostatniej książki Isakowicza-Zaleskiego jest - zdaje się twierdzić Wiśniewska - kompromitujący sam w sobie i nie wymaga żadnych argumentów. Nadaje się do tego także nazwisko ks. Oko, szczególnie w zestawieniu z jego tytułem naukowym. No bo, przyznajcie sami - zdaje się zwracać Wiśniewska do światłych, tolerancyjnych, nie hołdujących niskim instynktom czytelników "Gazety Wyborczej" - jakże śmiesznie brzmi taka na przykład fraza: "Oddajmy głos ks. dr. hab. Oko"?

Takie to subtelne zabawy retoryczne uprawia, licząc na wyrafinowane poczucie humoru swoich czytelników, pani Wiśniewska.

Przejdźmy teraz do jej zabaw erystycznych, czyli do sztuki przekonywania do swoich racji w oparciu o argumenty. W tym celu powiedzmy najpierw, jaka jest etyczna podstawa tekstu ks. Oko (co Wiśniewska całkowicie pomija). Po pierwsze (i najważniejsze), homoseksualizm jest odmiennością, którą Kościół ocenia jako zło moralne. Czynny homoseksualizm jest grzechem, zaś czynny homoseksualizm księży jest grzechem w dwójnasób. Po drugie, Kościół domaga się od osób duchownych całkowitej abstynencji seksualnej (z wyjątkiem żonatych księży obrządków wschodnich, oczywiście, ale ten wyjątek możemy w tych rozważaniach wziąć w nawias).

Jeśli duchowni łamią ten zakaz permanentnie, są w stanie permanentnego grzechu. Dopiero na tym tle stają się zrozumiałe wywody ks. Oko, które tak bulwersują p. Wśniewską. To twierdzenie, że nadużycia seksualne w Kościele mają najczęściej charakter efebofilii (pociągu homoseksualnego do młodych chłopców), a nie pedofilii (pociągu seksualnego do dzieci obojga płci). Oraz twierdzenie, że nadużycia seksualne w Kościele dlatego urosły do tak wielkiego ilościowo problemu, że przez lata były tolerowane, a były tolerowane dzięki istnieniu w Kościele potężnego homoseksualnego lobby.

Katarzyna Wiśniewska szydzi z ks. Oko powiadając, że w świetle jego wynurzeń niezrozumiały byłby przypadek księdza z Tylawy, który przez lata molestował dziewczynki. Otóż jest to przykład klasycznej manipulacji. Ksiądz Oko nie napisał, że wśród przestępstw seksualnych w Kościele nie występują przypadki hetero, napisał tylko, że wedle badań 80 proc. przypadków tych nadużyć w USA stanowią sprawy homoseksualne oraz że w ogóle homoseksualizm jest głównym napędem tych spraw w Kościele. Jego wywody w żaden sposób nie negują występowania w Kościele nadużyć typu heteroseksualnego, jedynie stawiają na ostrzu noża nadużycia typu homoseksualnego.

Nie mam dostępu do badań, na które powołuje się ks. Oko (Wiśniewska chyba też, skoro na ten temat milczy), ale wystarczy choć trochę być obecnym w Kościele, żeby wiedzieć, że ks. Oko ma rację - zarówno co do proporcji motywacji hetero- i homoseksualnych w tych pożałowania godnych historiach, jak i co do mechanizmu ich ukrywania.

Gdyby nie było potężnego lobby homoseksualnego w Kościele, proces ujawniania długoletnich postępków molestowania kleryków i księży przez abpa Paetza (najpierw w Łomży, a potem w Poznaniu) nie przebiegałby tak, jak przebiegał. Nie byłoby niszczenia ludzi, którzy odważyli się w tej sprawie mówić prawdę, nie byłoby odesłania dokumentacji sprawy przez nuncjusza, zamiast do Watykanu, do ... abpa Paetza. Gdyby nie było potężnego lobby homoseksualnego w Kościele abp Paetz nie afiszowałby się na najważniejszych uroczystościach w pierwszym szeregu Episkopatu, lecz byłby zesłany na dożywotnią karę kościelną do klasztoru kontemplacyjnego - na przykład.

Tekst p. Wiśniewskiej jest typowy dla stosunku "Gazety Wyborczej" do problemu homoseksualizmu w Kościele (jej teksty w ogóle są typowe, nie wychylają się na milimetr od przyjętej "linii"). Z punktu widzenia jej postępowej ideologii dobrze byłoby Kościół pokazać jako wsteczny. Ale zarazem z punktu widzenia jej postulatu rewolucji kulturalnej wsteczne jest tradycyjne podejście do ludzkiej seksualności. W takim razie ten wsteczny Kościół ma jedną postępową cechę: werbalnie zwalczając, faktycznie toleruje homoseksualizm księży. Hipokryzja Kościoła jest tu - obiektywnie - czymś dobrym, bo służy rewolucji kulturalnej. I to trzeba popierać, tak jak kiedyś we wstecznym skądinąd Kościele kard. Wyszyńskiego popierano postępowych "księży-patriotów", takich jak ks. Woźny czy ks. Weryński. Po to kiedyś wymyślono rolę dla Piaseckiego, po to współcześnie wymyślono figurę p. Wiśniewskiej.

Roman Graczyk

Dowiedz się więcej na temat: katarzyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy