Reklama

Reklama

​11 listopada 2015: Dzień dumy

Nie należałem do tych, którzy za prezydentury Bronisława Komorowskiego zgrzytali zębami (albo, nie daj Boże, gwizdali) podczas wystąpień głowy państwa. Zawsze uważałem, że takie momenty, jak święta narodowe czy spotkania przedstawicieli Państwa Polskiego z czołowymi politykami obcych państw, są okazją do zamanifestowania naszej jedności.

Nie należałem do tych, którzy za prezydentury Bronisława Komorowskiego zgrzytali zębami (albo, nie daj Boże, gwizdali) podczas wystąpień głowy państwa. Zawsze uważałem, że takie momenty, jak święta narodowe czy spotkania przedstawicieli Państwa Polskiego z czołowymi politykami obcych państw, są okazją do zamanifestowania naszej jedności.

Z tych to powodów w takich dniach, jak 11 listopada czy 3 maja, starałem się zachować umiar, widzieć w słowach i gestach prezydenta Komorowskiego zawsze głos Polski. Mówię: starałem się, bo czasem się nie udawało, mimo najlepszych chęci, np. wtedy, gdy Bronisław Komorowski promował orła z czekolady jako symbol nowoczesnego patriotyzmu.

To powiedziawszy, oceniam, że wczorajsze oficjalne obchody Święta Niepodległości w Warszawie były godne. Prezydent Duda wygłosił bardzo dobre przemówienie. Ukazał w nim przede wszystkim tych, którzy w toku naszej niełatwej historii nie załamywali się i z piórem lub z bronią w ręku bili się - tak czy inaczej - o wolną Polskę. Wolność kosztuje. Jedni zapłacili za nią mniej albo wcale, inni więcej albo bardzo dużo.

Reklama

Prezydent znalazł wczoraj odpowiednie słowa, żeby pokazać, jak wiele wszyscy zawdzięczamy tym drugim: od XIX-wiecznych powstańców, poprzez robotników Poznania (1956 r.), Jana Pawła II, aż po "Solidarność". Z nich możemy być dumni. I jakkolwiek żaden zniewolony naród nie składa się w większości z konspiratorów i bojowców, przeciwnie - stanowią oni tylko wąski margines, to sposób, w jaki owa większość traktuje tę garstkę ryzykantów, wiele mówi o całym narodzie. A głowa państwa ma ten przywilej, że może w imieniu narodu wypowiadać się o jego przeszłości.

Prezydent przy takiej okazji może położyć nacisk na patriotyzm pozytywistów i ugodowców albo może dowartościować tych, którzy "rzucili na stos swój życia los". To wszystko wolno, bo w niektórych wypadkach nawet polityka ugody ma uzasadnienie i nie należy jej mylić z polityką narodowego zaprzaństwa. Ale nie należy promować patriotyzmu sprzątania kup po swoim psie, czy patriotyzmu płacenia podatków - bo to zwyczajny obowiązek. Patriotyzm to coś więcej. Andrzej Duda wyraził to wczoraj dobitnie.

W komentarzach często powtarza się ten fragment wystąpienia prezydenta, w którym mówił on o niedostatkach naszego wymiaru sprawiedliwości. Andrzej Duda powiedział: "Chcemy, by była to taka Rzeczpospolita, gdzie wymiar sprawiedliwości potrafi ukarać gangsterów, ale nie każe ludzi, którzy walczyli o silne państwo. Nie skazuje ich na drakońskie kary, bo to zwyczajnie niesprawiedliwe. To niszczy tkankę społeczną i podważa wiarę w praworządność".

Czytam te słowa jako komentarz do skazania (jeszcze nieprawomocnego) byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Mam z tym fragmentem przemówienia prezydenta kłopot. Z jednej strony uważam wyrok, jaki zapadł na Kamińskiego, za skandaliczny. Z drugiej - oceniam słowa prezydenta Dudy jako niefortunne, ponieważ można je odczytać jako próbę nacisku na wymiar sprawiedliwości.

Nie uważam, że nie wolno komentować wyroków sądów. Wolno, a niekiedy należy. Ale czym innym jest komentarz zwykłego zjadacza chleba, czym innym zaś Prezydenta RP. Jeśli Andrzej Duda uważa prywatnie, że Kamińskiemu wyrządzono krzywdę, to ja się z nim zgadzam. Ale kiedy mówi coś takiego publicznie, to w kontekście czekającego nas wyroku drugiej instancji jest to błąd. To moje jedyne zastrzeżenie do wczorajszego wystąpienia prezydenta.

Wziąwszy to jedno w nawias, oceniam, że przemówienie było bardzo dobre, bo ono wzywało nas: Polacy, bądźcie dumni ze swojej historii! Wiadomo, że historia  jest zawsze złożona, są w niej momenty jaśniejsze i ciemniejsze. Ale akurat w dniu Święta Niepodległości to jest bardzo dobre wezwanie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy