Reklama

Reklama

​Zagmatwana historia oszustw, zbrodni i intryg

Bigamia, morderstwa i szaleństwa namiętności to tło wydarzeń powieści sensacyjnej "Tajemnica Lady Audley". Popularna powieściopisarka epoki wiktoriańskiej Mary Elizabeth Braddon zabiera nas w świat rygorystycznej moralności i konwenansów społecznych przeplatanych zbrodnią i nikczemnością.

"Tajemnica Lady Audley" to najsłynniejsza powieść sensacyjna epoki wiktoriańskiej. Wielokrotnie wznawiana opowieść o losach pięknej i młodej Lucy Graham podbija serca fanów od 1862 roku.

Obok konwenansów społecznych i rygorystycznej moralności, jakie obowiązywały w epoce wiktoriańskiej, spotykamy zagmatwaną historię oszustw, zbrodni i intryg.

Bigamia, morderstwa, szaleństwa namiętności - "Tajemnica lady Audley", wydawnicza sensacja swoich czasów, to ekscytująca powieść o zbrodni i nikczemności, która i dziś kusi swoją fabułą.

Fragment książki:

Jednak nawet obecność ludzkiej istoty nie zdołała przełamać tej ciszy, ponieważ dziewczyna skradała się powoli po gęstej trawie i prześlizgnąwszy się do alei z boku stawu, zniknęła pod gęstym baldachimem lip.

Reklama

Nie była, być może, w dosłownym znaczeniu ładną dziewczyną, ale wyglądała w sposób, jaki powszechnie nazywa się interesującym. Mógł być interesujący, ponieważ w tej bladej twarzy i jasnoszarych oczach, delikatnych rysach i zaciśniętych ustach było coś, co sugerowało wstrzemięźliwość i samokontrolę, rzadkie u kobiety dziewiętnastoletniej czy rok starszej. Mogłaby być ładna, myślę, gdyby nie jedna skaza na małej owalnej twarzy. Tą skazą był brak koloru. Ani jedna plamka purpury nie rumieniła woskowej bieli policzków, ani jedna smuga brązu nie ratowała bladej bezbarwności brwi i oczu, ani jeden przebłysk złota lub kasztanu nie mącił jednolitej płowej barwy włosów. Nawet suknia cierpiała na ten sam brak; blady lawendowy muślin przechodził w nieprzyjemnie szary kolor, a wstążka zawiązana wokół szyi przybierała tę samą neutralną barwę.

[...]

Mężczyzna, który siedział na zniszczonej drewnianej pokrywie studni, wstał gwałtownie, gdy pokojówka wyłoniła się z mrocznego cienia lip i stanęła przed nim pośród chwastów i zarośli.

Wspominałam wcześniej, że było to odludne miejsce. Znajdowało się w samym środku niskich zarośli, ukryte i oddalone od reszty ogrodów i widoczne jedynie z okien poddasza na tyłach zachodniego skrzydła.

[...]

Dziewczyna usiadła lekko na drewnianej pokrywie u jego boku i objęła go za szyję jedną z rąk, których dłonie wybielały w nowej i lekkiej pracy.

— Cieszysz się, że mnie widzisz, Luke? — zapytała. — Oczywiście, że się cieszę, słodka — odparł oschle.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy