Reklama

Reklama

Zaatakował Donalda Tuska w Płocku. "Jak można tak jawnie kłamać?"

- Ja na pana patrzeć nie mogę - powiedział Wiktor Adamczyk do Donalda Tuska w trakcie spotkania byłego premiera z mieszkańcami Płocka. W rozmowie z Interią 17-letni działacz Młodych dla Wolności i uczeń technikum opowiada, dlaczego przyszedł na spotkanie z liderem PO, co sądzi o swoim incydencie z ABW i czy faktycznie wyrzucono go z Młodzieżowej Rady Miasta Płocka.

Chociaż politycy Platformy liczą się z tym, że na spotkaniach z liderem ich partii pojawiają się ludzie nieprzychylni ugrupowaniu, chyba nikt nie podejrzewał o ostry występ nastolatka. Jak mówi Interii działacz młodzieżówki partii KORWiN, zdecydował się spotkać z Donaldem Tuskiem, kiedy tylko dowiedział się o wizycie znanego polityka. - Zacząłem szykować pytania, które uznałem za trudne nawet dla byłego premiera - przekazał nam Adamczyk.

W dyskusji z Tuskiem 17-latek zarzucał mu przyłożenie ręki do wzrastającej inflacji poprzez głosowanie za ustawami socjalnymi takimi jak te, które wspierają Ukraińców, poddał w wątpliwość postulaty o ochronie demokracji czy praworządności przez PO.

Reklama

- Prezydent Płocka Andrzej Nowakowski z Platformy też mówił o demokracji na radzie miasta. A przecież są nagrania protestujących górników, do których strzelano - powiedział Interii Wiktor Adamczyk. - Pan Tusk powiedział, że nie widział ran tych ludzi. Pewnie dlatego, że nie było go na miejscu, a nie wszystkie media to pokazywały. Jak na dłoni widać tu więc kłamstwo - dodaje.

Czy nie uważa pan, że sformułowanie "patrzeć na pana nie mogę" to lekka przesada? - dopytujemy aspirującego członka partyjnej młodzieżówki. - Kiedy patrzę na politycznych hipokrytów, odczuwam czasem wkurzenie i niedosyt. Zastanawiam się, w jaki sposób można tak jawnie kłamać - odpowiada. I zdradza, skąd jego poglądy: - Donald Tusk mówił o zadłużeniu, kiedy jego europosłowie głosowali za sankcjami na Polskę. A ceny nie płacą politycy PiS, tylko Polacy. Może było trochę nerwowo, ale to wszystko jest irytujące.

Młodzieżowa Rada Miasta i ABW

Kiedy dzwonimy do Urzędu Miasta Płocka urzędnicy błyskawicznie mówią nam, że Wiktor Adamczyk nie jest już młodzieżowym radnym. Jego koledzy wyrzucili go na początku kwietnia, zarzucając łamanie statutu. Chodzi o zaangażowanie polityczne i światopoglądowe w działalność związana z Konfederacją i Młodymi dla Wolności. Do tego, jest jeszcze incydent z ABW i amerykańskim prezydentem.

"Styl dotychczasowej działalności radnego Wiktora Adamczyka jest karygodny. Na stronie facebookowej portalu Rzeszów News pod postem o wizycie prezydenta USA Joe Bidena, radny opublikował komentarz, w którym grozi prezydentowi użyciem wobec niego karabinu snajperskiego" - czytamy w uzasadnieniu uchwały Młodzieżowej Rady Miasta Płocka z 5 kwietnia. Właśnie w związku z tym wpisem, młodym mężczyzną zainteresowało się ABW.

Co na to główny zainteresowany? - Incydent z prezydentem Joe Bidenem był strasznie głupi. To wyraz wkurzenia i złości. Poniosłem konsekwencje w młodzieżówce, żałowałem - odpowiada Wiktor Adamczyk. - Byłem prezesem, zdegradowano mnie na stanowisko działacza, ale jeśli chodzi o Młodych dla Wolności, pracuję do tej pory. Działam i uczę się na swoich błędach - dodaje uczeń technikum.

Kiedy pytamy go o Młodzieżową Radę Miasta Płocka odpowiada, że sam złożył rezygnację po swoim głośnym wpisie na Facebooku. - Nie chciałem działać na szkodę gremium i swojej szkoły. Media zaczęły na nią wskazywać, podawać numery telefonów. W mojej opinii było to działanie zmierzające do wykreślenia mnie z listy uczniów i nakręcenia hejtu - uważa 17-latek.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy