Reklama

Reklama

"Wolność mediów w UE jest zagrożona"

​Socjaliści, Zieloni i liberałowie w Parlamencie Europejskim ostrzegli we wtorek, że wolność mediów w UE jest zagrożona, czego dowodem było niedawne zatrzymanie w Wielkiej Brytanii partnera dziennikarza piszącego o programach inwigilacji elektronicznej obywateli.

"Tajne ustawy, tajne sądy, tajne budżety na tajne służby, obywatele obserwowani przez te służby, dziennikarze i informatorzy zatrzymywani ze względu na bezpieczeństwo narodowe... Czy dotyczy to Korei Północnej albo Białorusi? Nie, to o nas, o wolnym zachodnim świecie" - mówiła holenderska eurodeputowana z frakcji liberałów (ALDE) Sophie in 't Veld w trakcie debaty europarlamentu w Strasburgu.          

Reklama

Oceniła, że próby zastraszania i nacisków na dziennikarzy, jakie - jej zdaniem - miały miejsce niedawno w Wielkiej Brytanii, będą prowadzić do samocenzury w mediach.            
Przyczynkiem do debaty PE była sprawa Brazylijczyka Davida Mirandy, który w sierpniu został zatrzymany na lotnisku Heathrow. Jest on partnerem współpracującego z gazetą "Guardian" dziennikarza Glenna Greenwalda, który  opublikował relacje o zakrojonej na szeroką skalę elektronicznej inwigilacji prowadzonej przez amerykańskie i brytyjskie służby wywiadowcze. Greenwald kontaktował się ze sprawcą przecieku o programach inwigilacji Edwardem Snowdenem po jego ucieczce z USA.       Eurodeputowany brytyjskiej Partii Pracy Claude Moraes ocenił, że zachodzą poważne wątpliwości, czy Miranda, który nie jest terrorystą, mógł zostać zatrzymany na mocy ustawy antyterrorystycznej aż na dziewięć godzin. "W świat poszedł jasny sygnał, że w tej sprawie wywierano polityczną presję - powiedział. - Jeśli UE chce upominać inne kraje, by szanowały wolność mediów, to musimy dopilnować tego u siebie".          

"To wstyd, że żaden z unijnych rządów nie bada działań własnych tajnych służb i nie wyciąga konsekwencji z doniesień o elektronicznej inwigilacji. Ta inwigilacja trwa" - ocenił z kolei niemiecki Zielony Jan Philipp Albrecht.           

Brytyjski konserwatysta Timothy Kirkhope bronił działań władz w Londynie. Podkreślił, że Mirandę zatrzymano w związku z podejrzeniem o próbę wywiezienia z kraju poufnych i wykradzionych dokumentów. "Tu nie chodzi o opinię dziennikarza, ale o kradzież - powiedział. - W Parlamencie Europejskim mamy służyć interesom obywateli UE, a nie kilku blogerom, hakerom i użytkownikom Twittera, którzy chyba mają mocne lobby w PE".               

W obronie brytyjskich władz stanął też niemiecki chadek Manfred Weber. "Presja na media jest nie do przyjęcia. Ale każdy kraj ma prawo bronić swoich ustaw" - oświadczył Weber. Dodał, że to brytyjskie sądy muszą zbadać, czy zatrzymanie Mirandy było działaniem proporcjonalnym do zagrożenia.            

Komisarz UE ds. agendy cyfrowej Neelie Kroes powiedziała, że Komisja Europejska czuje się zobowiązana, by zapewnić przestrzeganie wolności mediów w krajach UE. "Ludzie muszą mieć swobodę wyrażania opinii, niezakłóconego przekazywania i otrzymywania informacji. W tym zawiera się wolność dziennikarzy w wykonywaniu zawodu" - mówiła Kroes.           

Zastrzegła, że "wolność wyrażania opinii nie jest absolutna", szczególnie jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo publiczne czy inne ustawy. "Ale ograniczenia muszą być proporcjonalne, zgodne z prawem i usprawiedliwione przez demokratyczne społeczeństwo" - dodała. Według niej proporcjonalność działania brytyjskich władz w sprawie Mirandy ocenią brytyjskie sądy.          

Po zatrzymaniu 28-letni David Miranda był przesłuchiwany dziewięć godzin, skonfiskowano mu laptop, telefon komórkowy, aparat fotograficzny, płyty DVD i nośnik pamięci USB.            

Redaktor naczelny "Guardiana" Alan Rusbridger ujawnił też, że brytyjskie władze groziły podjęciem działań prawnych przeciwko gazecie, jeśli nie zniszczy ona kopii tajnych dokumentów. Według Rusbridgera po kolejnych rozmowach z władzami londyńską redakcję "Guardiana" odwiedziło dwóch "ekspertów ds. bezpieczeństwa" z Rządowej Centrali Łączności (GCHQ), która jest brytyjskim odpowiednikiem amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA).           

Nadzorowali oni niszczenie twardych dysków, które zawierały dokumenty przekazane przez Snowdena, "aby upewnić się, że w zniekształconych kawałkach metalu nie ma niczego, co mogłoby zainteresować chińskich agentów" - napisał naczelny "Guardiana".          

Anna Widzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama