Reklama

Reklama

USA: Hasła wstrzymania deportacji na pierwszomajowym marszu imigrantów

Wstrzymania deportacji nielegalnych imigrantów i rozdzielania rodzin - domagali się uczestniczy pierwszomajowego marszu imigranta, który przeszedł w czwartek ulicami Chicago. W proteście wspieranym przez związki zawodowe wzięło udział około 2 tys. osób.

Wobec braku postępów w sprawie reformy imigracyjnej, która napotkała na opór Republikanów w Izbie Reprezentantów Kongresu, organizacje proimigranckie naciskają na prezydenta Baracka Obamę, by podjął kroki w celu zmniejszenia deportacji, które za jego prezydentury osiągnęły rekordowe rozmiary. Przedstawiciele organizacji walczących o prawa imigrantów, powołując się na rządowe dane, przypominają, że do połowy kwietnia liczba deportowanych w ciągu pięciu lat, czyli od czasu kiedy Barack Obama, objął urząd prezydenta USA, wzrosła do dwóch milionów ludzi.

Reklama

"Barack Obama startował w wyborach  z obietnicą przeprowadzenia reformy imigracyjnej, a wszystko to co dostaliśmy, nawet podczas drugiej kadencji, to rekordowa liczba deportacji i rozdzielonych rodzin" - czytamy w oświadczeniu Stanowej Koalicji ds. Imigrantów i Uchodźców w Illinois (ICIRR) nawołującym do udziału w marszu.

Aktywiści działający na rzecz reformy imigracyjnej chcą, by wobec impasu w tej sprawie w Kongresie, Barack Obama  wydał rozporządzenie prezydenckie dotyczące zmiany przepisów deportacyjnych. Prezydent Barack Obama w czerwcu 2012 roku ogłosił zawieszenie deportacji młodych nieudokumentowanych imigrantów. Organizacje proimigranckie naciskają na Obamę, by ogłosił podobne przepisy obejmujące innych nielegalnych imigrantów, których liczba szacowana jest na ponad 11 mln. Domagają się wyeliminowania bolesnych przypadków rozdzielania rodzin i deportacji tych osób, które nie mają na swym koncie żadnych  przestępstw poza, oczywiście, nielegalnym pobytem w Stanach Zjednoczonych.

Pierwszomajowy Marsz Imigranta wyruszył  o godz. 3.00 po południu czasu lokalnego z placu Haymarket Square na zachodzie Chicago, gdzie znajduje się pomnik upamiętniający krwawe walki robotników z policją  podczas strajku z pierwszych dni maja 1886 roku.

- 125 lat temu właśnie tu w Chicago na tym skwerze zapoczątkowano walkę o prawa pracowników i wywalczono ośmiogodzinny dzień pracy, którym dzisiaj wszyscy się cieszymy. Na całym świecie obchodzimy 1 maja dzień ciężko pracujących ludzi, ale w tym dniu domagamy się sprawiedliwości także dla imigrantów - powiedział Tom Balanoff  prezydent Lokalu 1 - sieci związkowej sektora usług Service Employees International Union (SEIU).

Uczestnicy marszu imigranta pokonujący trasę z placu Haymarket Square na zachodzie Chicago do centrum miasta zatrzymali się pod restauracją sieci fast foodów McDonald's, gdzie nawoływano do podwyżki płacy minimalnej.

Marsz zakończył się pod siedzibą Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) przy 101 West Congress Parkway w centrum Chicago.  - Kongres blokuje nas, my blokujemy Congress - mówili uczestnicy pochodu, tłumacząc  częściowe wstrzymanie ruchu w godzinach popołudniowego szczytu komunikacyjnego.

- Obecność dwóch tysięcy ludzi właśnie na tej ulicy pod nazwą Congress w samym centrum miasta ma symboliczny wymiar, bo odwołuje się do blokady reformy imigracyjnej w Kongresie - powiedział  Wojtek Gil z departamentu spraw publicznych sieci związkowej sektora usług Service Employees International Union (SEIU).

W 2006 r. podobny marsz zorganizowany na ulicach Chicago zgromadził około pół miliona osób. W 2013 uczestniczyło w nim, podobnie jak w tym roku,  już tylko ok. 2 tysięcy.

1 maja jest od 2006 roku dniem imigracyjnych protestów w największych miastach USA.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje