Reklama

Reklama

Starcia w Kijowie. Niewykluczona próba zdobycia Majdanu

Kolejne starcia oddziałów specjalnych Berkutu i wojsk wewnętrznych z manifestantami na ulicy Hruszewskiego w Kijowie. Funkcjonariusze wypychają protestujących i wycofują się, po czym znów atakują. Rano zginęły trzy osoby. Milicja chce prawdopodobnie osłabić demonstrujących. Niewykluczone, że kolejnym krokiem będzie próba zdobycia Majdanu.


Reklama

Funkcjonariusze zachowywali się agresywnie, już wcześniej w czasie rozmów przy barykadach obrażali manifestantów. Niektórzy protestujący zostali pobici, choć milicja nie zachowywała się tak agresywnie, jak 30 listopada i 1 grudnia.

Nie wiadomo, ilu jest rannych, ponieważ część osób, które nie zdążyły uciec jest zabierana przez Berkut. W poprzednich dniach tacy demonstranci byli później katowani przez funkcjonariuszy. Wiele osób boi się także zgłaszać do szpitali, ponieważ stamtąd są od razu zabierani przez milicję.

Wiktor Janukowycz wezwał trzech liderów opozycji na rozmowy. Spotkanie miało się rozpocząć o 12.45 naszego czasu.  Prezydent wyraził żal "z powodu śmierci ludzi w konflikcie, który został sprowokowany przez politycznych ekstremistów". Jego zdaniem nie jest jeszcze za późno, aby znaleźć pokojowe wyjście z tej sytuacji.

Rano Berkut zaatakował demonstrantów i po pewnym czasie wrócił na swoje pozycje. W czasie porannej akcji zostały zastrzelone co najmniej trzy osoby - mężczyźni w wieku 30 i 20-25 lat. Opozycja podkreśla, że odpowiedzialne za to są władze. Tymczasem premier Mykoła Azarow przekonuje, że rządzący nie mają z tym nic wspólnego ponieważ funkcjonariusze nie mają broni palnej. Zapowiedział też, że funkcjonariusze otrzymają kompensacje finansową, jeżeli w jakiś sposób ucierpią.

Oponenci władz od niedzieli, odkąd zaczęły się rozruchy na ulicy Hruszewskiego, chcieli rozmawiać z Wiktorem Janukowyczem, jednak ten ich ignorował, proponując jedynie rozmowy z grupą roboczą. Jej skład opozycja uznała za prowokację, ponieważ na jej czele stanął Andrij Klujew, który jest uznawany przez oponentów władz za osobę odpowiedzialną za brutalną pacyfikację Majdanu 30 listopada. Inni członkowie to minister sprawiedliwości Ołena Łukasz i doradca prezydenta Andrij Portnow, którzy odpowiadają za wprowadzenie w życie ustaw ograniczających wolności obywatelskie.

Przed południem oddziały specjalne Berkut znów wypchnęły manifestantów z ulicy Hruszewskiego. Funkcjonariusze po kilku minutach wrócili na swoje poprzednie pozycje. Berkutowcy starali się nie bić ludzi, manifestujący po prostu uciekali przed zbliżającymi się funkcjonariuszami z pałkami. Zatrzymali się kilkaset metrów od swojej poprzedniej barykady, przy hotelu Dnipro. Demonstranci podchodzili do pobliskiego placu Europejskiego, gdzie zatrzymali się milicjanci. Rzucali w nich kamieniami, znów słychać było eksplozje granatów hukowych. Są ranni. Później funkcjonariusze znów się cofnęli.

Premier Mykoła Azarow powiedział, że funkcjonariusze MSW nie mają broni palnej, dlatego też nie mogli oni doprowadzić do śmierci demonstrantów. Jego zdaniem, odpowiedzialni za to są oponenci władz. Według premiera, skrajnie prawicowi bojówkarze z radykalnej części Majdanu rozpoczęli zamieszki w centrum Kijowa: napadali na funkcjonariuszy, stosowali białą broń, mieszanki wybuchowe, podpalali samochody, budynki, stosowali terror.

Tymczasem skandalem zakończyło się spotkanie ambasadorów zachodnich państw z ministrem spraw zagranicznych Leonidem Kożarą. Szef MSZ mówił przez 67 minut, nie dając możliwości powiedzenia ani słowa dyplomatom. Przedstawicielom państw Zachodu zaprezentowano także zmontowany film pokazujący agresję manifestujących. Wywołało to ich oburzenie. Zwrócili oni także uwagę na to, że przedstawiciele władz nie wyrazili ani jednego słowa żalu z powodu śmierci trzech osób.

Ambasada Stanów Zjednoczonych poinformowała, że anulowała wizy wszystkim osobom, które miały związek z brutalnym zachowaniem milicji na Majdanie w listopadzie i grudniu. Nie ujawniła jednak, o kogo konkretnie chodzi.

Zaniepokojenie sytuacją wyraził sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. W oświadczeniu napisał, że potępia użycie przemocy. Zwrócił się do stron konfliktu o podjęcie rozmów i powstrzymanie się od dalszej przemocy.
Słowa potępienia i apele o dialog, a także groźby sankcji płyną na Ukrainę także z Brukseli. Oświadczenie w tej sprawie opublikowała szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton.

"Użycie siły nie jest odpowiedzią na kryzys polityczny" - napisała szefowa unijnej dyplomacji. Catherine Ashton wezwała do powstrzymania się od przemocy, przeprowadzenia dochodzenia i rozliczenia tych, którzy są odpowiedzialni za użycie siły. Zaapelowała również do władz i opozycji o dialog. 




Dowiedz się więcej na temat: starcia w Kijowie | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy