Reklama

Reklama

SLD: Dyrektywa o prawie autorskim to "nadużycie obrony koniecznej"

SLD jest przeciwny procedowanej w Parlamencie Europejskim nowej unijnej dyrektywie o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. "Jesteśmy za ochroną praw autorskich, ale ta dyrektywa to nadużycie obrony koniecznej" - powiedział w czwartek we Wrocławiu wiceprzewodniczący SLD Wincenty Elsner.

Parlament Europejski odrzucił w czwartek stanowisko komisji prawnej PE ws. reformy prawa autorskiego. Nowa dyrektywa ma zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Cel to walka m.in. z piractwem. Odrzucenie stanowiska komisji oznacza, że sprawa będzie ponownie dyskutowana na sesji plenarnej PE we wrześniu.

Reklama

Wincenty Elsner na konferencji prasowej we Wrocławiu podkreślił, że Sojusz jest za "ochroną prawa autorskich i za godziwą zapłatą za rzetelnie wykonywaną pracę". "Jednak ta dyrektywa to nadużycie obrony koniecznej, to tak jakby do drobnego złodziejaszka, który kradnie nam doniczkę z kwiatkiem z okna w naszym ogródku, wypalić serię z karabinu maszynowego" - ocenił polityk Sojuszu.

"Szczególne zagrożenie" dwóch artykułów

Według niego "szczególne zagrożenie" budzą dwa artykuły dyrektywy - art 11 oraz art 13. "Art 11 może doprowadzić do tego, że każdy link będzie płatny, oznacza, że aby móc umieścić na własnej stronie link do materiały źródłowego będziemy zagrożeni tym, że właściciel portalu, do którego linkujemy zażąda opłat" - zauważył Elsner.

Jak zauważył, art. 13 "został ochrzczony przez internautów cenzurą internetu". "Ten artykuł mówi o tym, że właściciele portali internetowych będą zmuszeni do prowadzenia cenzury prewencyjnej internetu, aby nie dopuścić, by na ich portalach pojawiły się treści o wątpliwych prawach autorskich, albo niewiadomego pochodzenia" - powiedział.

Dodał, że SLD chce by "internet pozostał wolnym". "Nie chcemy, by został zawłaszczony przez koncerny i międzynarodowe korporacje" - oświadczył Elsner.

Sprzeciwia się również PiS

W środę sprzeciw wobec stanowisku komisji prawnej PE ws. reformy prawa autorskiego wyraziła też delegacja PiS w Parlamencie Europejskim. Sprawa projektowanej dyrektywy wywołuje ogromne emocje. Przeciwnicy tych przepisów ostrzegają przed "cenzurą w internecie" i końcem wolności w sieci. Natomiast ich zwolennicy wskazują, że zmiana prawa jest konieczna, by chronić twórców i dostosować przepisy do rzeczywistości cyfrowej.

Założenia nowej dyrektywy

Projekt przepisów, który zyskał akceptację komisji prawnej PE, przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube czy Facebook, będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez swoich użytkowników treści, takie jak wideo czy muzyka, pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Obecnie serwisy internetowe nie mają obowiązku automatycznego kontrolowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników, muszą natomiast bezzwłocznie usunąć lub zablokować materiał, jeśli podejrzewają, że jest on nielegalnego pochodzenia. KE zaproponowała zaostrzenie tych regulacji, by odgórnie zobligować administratorów serwisów do monitorowania aktywności klientów. Ma to chronić artystów, których utwory są powielane bez ich zgody, np. na YouTubie.

Jak podkreślił wcześniej PE, wiele z poprawek komisji ma na celu zapewnienie, że artyści, w szczególności muzycy i wydawcy informacji, nie będą pozbawieni godziwego wynagrodzenia za swoją pracę przez to, że jest ona udostępniania na platformach takich jak Facebook czy agregatorach wiadomości.

Projekt nowego prawa wskazuje m.in., jakie elementy artykułu dziennikarskiego mogą być publikowane przez agregatory treści bez konieczności wnoszenia opłat licencyjnych. Regulacje wymagają, by platformy (takie jak Facebook) płaciły posiadaczom praw autorskich za publikowane przez użytkowników treści albo kasowały takie materiały.

Dziś bowiem użytkownicy wrzucają linki, które wyświetlają się innym w formie zdjęcia i kilku zdań informacji, generując w ten sposób ruch dla platform. Na osi czasu zamieszczane są reklamy, jednak nie zyskują na tym autorzy udostępnianych materiałów (rzadko kto wchodzi za pośrednictwem linka na pierwotną stronę), a same platformy.

Wzmocnienie pozycji negocjacyjnej

Artykuł 11 dyrektywy daje wydawcom prasy możliwości negocjowania licencji z platformami i agregatorami treści.

Komisja PE proponuje również wzmocnienie pozycji negocjacyjnej autorów i wykonawców. Europosłowie chcą im umożliwić dochodzenie dodatkowego wynagrodzenia od strony wykorzystującej ich prawa, gdy pierwotnie ustalone wynagrodzenie jest "nieproporcjonalnie" niskie w porównaniu do korzyści wynikających z eksploatacji utworu.

Eurodeputowani wprowadzili też kilka wyjątków, tak aby możliwa była eksploracja tekstów i danych, która pozwoli instytucjom badawczym i dziedzictwa kulturowego na zwielokrotnienie i pobieranie treści. Nowe prawo nie będzie też dotyczyć encyklopedii online (Wikipedia i Wikimedia), archiwów edukacyjnych i naukowych, a także chmur dla indywidualnych użytkowników.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy