Reklama

Reklama

Seremet: Macierewicz jako szef komisji nie był funkcjonariuszem publicznym

Komisja weryfikacyjna była organem państwowym, ale jej szef Antoni Macierewicz nie był w niej zatrudniony, wobec czego nie był funkcjonariuszem publicznym - mówił Prokurator Generalny Andrzej Seremet, tłumacząc decyzję Prokuratury Apelacyjnej o umorzeniu śledztwa ws. Macierewicza.

- Najważniejsze jest to, jakiej wykładni dokonuje prokurator w postanowieniu dopasowując rolę i funkcję Antoniego Macierewicza jako przewodniczącego komisji weryfikacyjnej WSI do pojęć funkcjonariusza publicznego istniejących w kodeksie karnym. Artykuł 115 par. 3 pkt 4, to jest rzecz decydująca przy ocenie o tym, czy pan Macierewicz był czy nie był funkcjonariuszem publicznym - powiedział Seremet w środę w TVP Info. - Tam jest powiedziane, że funkcjonariuszem publicznym jest pracownik organu państwowego. Owszem komisja weryfikacyjna była organem państwowym, ale Antoni Macierewicz nie był w niej zatrudniony, wobec czego nie był funkcjonariuszem publicznym".

Reklama

Pod koniec grudnia 2013 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie poinformowała o umorzeniu śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI z 2007 r. Śledztwo wszczęto na wniosek osób wymienionych w raporcie, przeproszonych przez MON. "Gazeta Wyborcza" dotarła do uzasadnienia tej decyzji, w którym napisano, że Macierewicz nie może odpowiadać za kłamstwa w raporcie WSI, bo za swoją pracę nie dostawał pensji, a publikując go, myślał, że pisze prawdę. Decyzja prokuratury była krytykowana przez różne środowiska polityczne. Twój Ruch zapowiedział złożenie wniosku o powołanie komisji śledczej ws. Macierewicza.

- Nie ma znaczenia, że Antoni Macierewicz był wtedy wiceministrem obrony narodowej, bo likwidacja WSI nie była działaniem całej komisji Macierewicza jako wiceministra, lecz jako przewodniczącego odrębnego tworu przewidzianego ustawą  - powiedział Seremet.

Z kolei Macierewicz pytany w środę w TVP1 o to, czy prokuratura myli się uznając raport za materiał analityczny podkreślał, że raport był i jest dokumentem urzędowym, a nie materiałem analitycznym. Dodał, że wprawdzie ma "charakter analityczny", ale to nie jest sprzeczne z tym, że jest dokumentem.

- Chodzi oczywiście o brzmienie artykułu 271, a który mówi, że to musi być dokument, który niesie z sobą skutki prawne, tymczasem ustawa o likwidacji WSI - niestety, uważałem, że to jest błąd, ale taka ona była - nie nadawała orzeczeniom komisji weryfikacyjnej, nie nadawała orzeczeniom skutku prawnego, czyli krótko mówiąc szef służby kontrwywiadu wojskowego i wywiadu wojskowego nie musiał respektować orzeczeń komisji weryfikacyjnej, mógł ale nie musiał, ale nie było to obligatoryjne, a ponieważ nie było obligatoryjne to w związku z tym art. 271 nie obejmuje takiego działania - mówił. - Ale to nie zmienia sprawy, że jest dokument urzędowy i ma przymioty wiarygodności  - dodał.

Pytany, czy był funkcjonariuszem publicznym, gdy był szefem komisji weryfikacyjnej odparł: "Nie będę się w tej sprawie spierał dlatego, bo to niech prawnicy rozstrzygną, ale ta sprawa jest bezprzedmiotowa, dlatego że prokuratorzy nie potrafili postawić mi żadnego zarzutu przez siedem lat i w tym czasie artykuł 231 (...), bo on dotyczy kwestii funkcjonariusza państwowego, on się po prostu przedawnił, czyny z tego artykułu, nie popełnione zresztą, ponieważ tam nie było żadnych nadużyć obowiązków, ani zaniechań niedopełnienia obowiązku, ale gdyby nawet były, one się po prostu przedawniły".

Seremet zwracał uwagę, że krytyka wobec prokuratora, który zdecydował o umorzeniu postępowania wobec Macierewicza jest formułowana bez wiedzy o faktycznej treści postanowienia.

Seremet przypomniał, że na postanowienie o umorzeniu wniesiono kilkanaście zażaleń, ale nie wypowiedział się jeszcze w tej sprawie sąd. - Dajmy wypowiedzieć się sądowi, nie twórzmy obrazu histerii. Nawoływanie do tego, aby komisja śledcza badała całą sprawę jest dla mnie niezrozumiałe - podkreślił.

- Słyszałem wezwanie, aby powstała komisja śledcza w ogóle do prokuratury. Byłoby pewnie to bardzo po myśli niektórym obserwatorom życia publicznego i politykom, aby weryfikować wszystkie decyzje prokuratury takie, które im się nie podobają  - mówił Seremet. - Dopóki jestem prokuratorem generalnym, dopóty nie pozwolę, aby prokuratorzy podejmowali decyzje, które mają się przypodobać takiemu czy innemu obozowi politycznemu, czy rządzącemu, czy opozycji - zapewnił.

Pytany, czy gdy wejdzie ustawa o prokuraturze to poda się do dymisji odparł, że będzie miał dla niego znaczenie kształt ustawy, "szczególnie w zakresie rozwiązań dotyczących zastępców prokuratora generalnego". - Nie ma żadnych powodów, żeby narzucać prokuratorowi generalnemu konieczność powołania nowych zastępców   - zaznaczył.

Seremet dopytywany o relacje z ministrem sprawiedliwości Markiem Biernackim stwierdził, że pracowało mu się lepiej z różnymi innymi ministrami, ale nie traci nadziei że te relacje się dotrą. - Może nawet lepiej że jest jakiś dystans, bo wtedy możemy bez takiej otoczki spojrzeć zupełnie obiektywnie na działalność naszych instytucji  - dodał. Jak mówił, kilka dni temu spotkał się z Biernackim. - Porozmawialiśmy sobie spokojnie w całkiem miłej atmosferze. Porozmawialiśmy o kilku problemach konkretnych, które wiążą się z przyszłością i sądów, i prokuratury, i byliśmy zgodni w wielu aspektach naszych relacji - zapewnił.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Seremet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy