Reklama

Reklama

"Samotny wilk" - wyniki konkursu!

Z przyjemnością ogłaszamy wyniku konkursu "Samotny wilk", w którym pytaliśmy was o to, z czym kojarzy się wam właśnie określenie "samotny wilk".

Oto laureaci:

Kamila Birunt, Tomaszów Lubelski
Ewelina Gniewek, Sędziszów Małopolski
Justyna Lenk, Krzywda

Paniom serdecznie gratulujemy!

FRAGMENT KSIĄŻKI:

Nazywam się Sebastian Rudd i choć jestem znanym adwokatem ulicy, nie zobaczycie mojego nazwiska na billboardach, przystankach autobusowych ani w branżowym wykazie firm i instytucji. Nie płacę za to, żeby pokazywano mnie w telewizji, choć jestem tam częstym gościem. Moje nazwisko nie figuruje w żadnej książce telefonicznej. Nie prowadzę tradycyjnego biura. Legalnie noszę broń, ponieważ moje nazwisko i twarz ściągają uwagę ludzi, którzy również noszą broń i nie wahają się jej używać.

Reklama

Mieszkam sam, zwykle również sam sypiam, brak mi cierpliwości i wyrozumiałości potrzebnych do podtrzymywania przyjaźni. Prawo to moje życie - pochłania całą moją energię i - czasami - daje satysfakcję. W przeciwieństwie do pewnej zapomnianej osoby nie nazwałbym go "zazdrosną kochanką"*. Przypomina raczej apodyktyczną żonę, która sprawuje kontrolę nad książeczką czekową.

Człowiek nie może się od niej uwolnić.

Sypiam w tanich motelach, które zmieniam co tydzień.Nie staram się oszczędzać, po prostu próbuję przeżyć. Wielu ludzi chętnie posłałoby mnie do piachu; niektórzy z nich głośno i dobitnie wyrażają swoją opinię. Na studiach prawniczych nie mówią ci, że pewnego dnia być może będziesz bronił człowieka oskarżonego o zbrodnię tak ohydną,że słysząc o niej, spokojni obywatele mają ochotę chwycić za broń i grozić, że zabiją oskarżonego, jego obrońcę i sędziego.

Mnie już grożono. Dla adwokata ulicy, który od dziesięciu lat zajmuje się tym co ja, to normalka.Kiedy kończyłem studia prawnicze, pracy było jak na lekarstwo. Niechętnie zgodziłem się pracować w niepełnym wymiarze godzin jako obrońca z urzędu. Potem trafiłem do małej, niedochodowej firmy zajmującej się wyłącznie sprawami karnymi. Po kilku latach firma padła, a ja -podobnie jak inni - skończyłem na bruku i walczyłem o przetrwanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy