Reklama

Rosjanie nabrali polskiego prezydenta. Zakończyła się wewnętrzna kontrola

Po tym, jak rosyjskim pranksterom udało się podszyć pod Emmanuela Macrona i nabrać Andrzeja Dudę, w Pałacu Prezydenckim zarządzono niejawne postępowanie kontrolne. Jak dowiedziała się Interia, postępowanie dobiegło końca. Wnioski? Poważnie naruszono instrukcję, którą opracowano po wpadce z lipca 2020 r. i którą udostępniła nam Kancelaria Prezydenta. Wynika z niej, że za połączenia głowy państwa odpowiedzialni są Jakub Kumoch i dyrektor jego biura, Piotr Gillert. Niemniej, prankstera z prezydentem miał łączyć urzędnik spoza Biura Polityki Międzynarodowej.

Po raz pierwszy polski prezydent został oszukany w 2020 r. Wówczas rosyjscy internauci podali się za sekretarza generalnego ONZ António Guterresa, a rozmowa trwała 11 minut. Konsekwencje wyciągnięto wobec dwóch pracowników Stałego Przedstawicielstwa RP przy ONZ w Nowym Jorku. Odwołano ich z placówki. 

- Z jakiegoś powodu potwierdzili, że rozmowa jest prawdziwa. Błąd nie leżał wtedy po stronie Kancelarii Prezydenta RP - mówi Interii jeden z bliskich współpracowników Andrzeja Dudy.

Incydent wymusił zastosowanie nowych procedur. Za opracowanie instrukcji odpowiadał Krzysztof Szczerski, obecnie stały przedstawiciel RP przy ONZ, w przeszłości prezydencki minister i szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. 

Reklama

- Znajomość instrukcji jest obowiązkowa dla pracowników. Ona zawiera kilka punktów wielostopniowej weryfikacji, które muszą zostać spełnione, zanim dojdzie do połączenia z prezydentem - mówi nasze źródło z Kancelarii Prezydenta. - To nigdy nie jest rozmowa w "cztery oczy", a zanim do niej dojdzie, mamy połączenie próbne. Z takiej dyskusji powstaje notatka, sekretarz spisuje rozmowę - usłyszeliśmy.

Procedury jednak zawiodły, bo Rosjanom po raz kolejny udało się oszukać prezydencką administrację. W ubiegłym tygodniu Andrzej Duda rozmawiał z osobą podającą się za francuskiego prezydenta. Dyskusja trwała ponad siedem minut. "W trakcie połączenia Prezydent Andrzej Duda zorientował się po nietypowym sposobie prowadzenia rozmowy przez rozmówcę, że mogło dojść do próby oszustwa i zakończył rozmowę" - oświadczyła później Kancelaria Prezydenta.

Kto odpowiada za rozmowy prezydenta?

Jak ustaliliśmy, w trakcie niejawnego postępowania kontrolnego, które zarządziła szefowa Kancelarii Prezydenta RP Grażyna Ignaczak-Bandych, wysłuchano zarówno urzędników odpowiedzialnych za rozmowę jak i świadków całej sytuacji. Prezydent przyjął ustalenia, a Pałac Prezydencki jest w trakcie "wyciągania konsekwencji personalnych".

Zgodnie z dokumentem przygotowanym przez Szczerskiego, za rozmowy telefoniczne prezydenta odpowiada minister Jakub Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej oraz dyrektor Piotr Gillert. Jak podała gazeta.pl, biuro ministra "nie brało udziału w łączeniu tej rozmowy". Miało zostać pominięte.

Co ciekawe, zarówno w 2020 r. jak i obecnie do prezydenta zadzwonili ci sami ludzie. To Władimir Kuzniecov (Vovan) oraz Aleksiej Stolarow (Lexus).

Interia zwróciła się do Kancelarii Prezydenta z prośbą o ujawnienie instrukcji z 2021 roku opracowanej przez Krzysztofa Szczerskiego. Urzędnicy odmówili nam udostępnienia treści dokumentu ze względu na informacje "newralgiczne i wrażliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa". Dowiedzieliśmy się jednak, jak wygląda procedura.

Kancelaria: Rozmowa nadzorowana przez ministra

- Realizacja procesu związanego z przeprowadzeniem rozmowy telefonicznej Prezydenta RP z partnerem zagranicznym nadzorowana jest przez wskazanego ministra i należy do zakresu zadań podległej mu komórki organizacyjnej w Kancelarii - podało nam Biuro Prasowe Prezydenta RP.

Wskazanym ministrem jest Jakub Kumoch, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. To dyrektor, który mu podlega, "wyznacza pracowników odpowiedzialnych za realizację rozmowy, w tym także za kontakty z partnerami zewnętrznymi".

Telefony do prezydenta dzieli się na wychodzące i przychodzące. Planowane przygotowuje się nawet tydzień, ale są także rozmowy ad hoc, które odbywają się w sytuacjach nagłych i nieprzewidzianych. Jak mówi instrukcja, decyzję o przeprowadzeniu takiej rozmowy minister przekazuje do dyrektora.

- Zgodnie z procedurą już na etapie inicjowania procesu związanego z realizacją rozmowy telefonicznej przewidywana jest weryfikacja wiarygodności prośby partnera zagranicznego o przeprowadzenie rozmowy telefonicznej. Realizację tego etapu procesu zapewnia wskazany minister oraz dyrektor podległej mu komórki - przekazali nam prezydenccy urzędnicy.

"Dyrektor powinien"

Z informacji, które uzyskaliśmy w Kancelarii Prezydenta RP, wynika, że sporo zależy od dyrektora podległego szefowi Biura Polityki Międzynarodowej. Według instrukcji to Piotr Gillert powinien skontaktować się z odpowiednim urzędem albo rozmówcą, który go reprezentuje.

- Dyrektor komórki lub jej pracownik powinien także pozyskać i zweryfikować numer telefonu, z którego wykonywane będzie połączenie - usłyszeliśmy w Biurze Prasowym Prezydenta RP.  - Po dokonaniu weryfikacji dane kontaktowe partnera zagranicznego przekazywane są do osoby, która ma nawiązać połączenie - przekazano Interii.

Co do zasady rozmowy mają miejsce w Pałacu Prezydenckim, ale wyjątkowo mogą odbyć się w innym miejscu. - Zgodnie z procedurą już na etapie inicjowania procesu związanego z realizacją rozmowy telefonicznej przewidywana jest weryfikacja wiarygodności prośby partnera zagranicznego o przeprowadzenie rozmowy telefonicznej. Realizację tego etapu procesu zapewnia wskazany minister oraz dyrektor podległej mu komórki - podkreślają urzędnicy.

Warto zaznaczyć, że zanim dojdzie do rozmowy prezydenta, wykonywane jest również połączenie testowe. Głównie w celu wyeliminowania ewentualnych problemów technicznych.

Z prośbą o komentarz zwróciliśmy się bezpośrednio do Jakuba Kumocha, ale nie chciał rozmawiać z Interią. Nieoficjalnie mówi się, że prezydenckiemu ministrowi nic nie zagraża.

Kontrowersje po publikacji

Po publikacji dostaliśmy kolejne informacje z Pałacu Prezydenckiego. Nasze źródła wskazują na konflikt pomiędzy Grażyną Ingaczak-Bandych a Jakubem Kumochem. Niesnaski między ministrami mogą rzutować na rzetelność postępowania kontrolnego. Tym bardziej, jeśli osoba, która łączyła rozmowę z prezydentem, podlega pod szefową Kancelarii Prezydenta.

Mówi urzędnik znający kulisy ostatnich dni: - Prankster został połączony z prezydentem przez szeregowego urzędnika, który nie ma nic wspólnego z Biurem Polityki Międzynarodowej. Pominięto zarówno Kumocha jak i Gillerta - twierdzi. - Zawiniło kierownictwo Kancelarii. A na pewno ktoś, kto nie znał procedur - dodaje. W Pałacu Prezydenckim sprawa połączenia jest więc jak gorący kartofel. Może rodzić poważne konsekwencje, bo prezydent bardzo emocjonalnie podchodzi do wpadki.    

Jakub Szczepański 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Duda | Pranksterzy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy