Reklama

Reklama

Rosja: Naruszeniu przestrzeni przez Su-30 winna pogoda

- Do incydentu z rosyjskim samolotem wojskowym Su-30 na granicy syryjsko-tureckiej doszło z powodu niesprzyjających warunków pogodowych - wyjaśnił w poniedziałek wieczorem rzecznik rosyjskiego resortu obrony, generał Igor Konaszenkow.

Wg Konaszenkowa samolot Su-30 znajdował się przez kilka sekund w tureckiej przestrzeni powietrznej, kiedy wykonywał manewr wracając od strony północnej na lotnisko w Syrii. Incydent ten więc był, zdaniem rzecznika rosyjskiego ministerstwa obrony, następstwem niesprzyjających warunków atmosferycznych w tym regionie i nie należy się w nim doszukiwać żadnych "spiskowych przyczyn".

Tureckie MSZ poinformowało wcześniej, że złożyło protest w związku z naruszeniem w sobotę przez rosyjski samolot tureckiej przestrzeni powietrznej w pobliżu syryjskiej granicy. Zażądano od Rosji, by więcej nie dochodziło do takich zdarzeń, w przeciwnym bowiem razie Moskwa - jak to ujęto - "będzie odpowiedzialna za każdy niepożądany incydent".

Reklama

Minister spraw zagranicznych Turcji Feridun Sinirlioglu rozmawiał na ten temat przez telefon z rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, a także z kluczowymi partnerami z państw NATO.

Naruszenie potępiło NATO

Naruszenie tureckiej przestrzeni powietrznej potępił w poniedziałek sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Stoltenberg spotkał się tego dnia w siedzibie NATO w Brukseli z tureckim ministrem Sinirlioglu, aby przedyskutować sytuację w Syrii po wtargnięciu przez rosyjski myśliwiec na terytorium Turcji.

Biały Dom nazwał "prowokacją" naruszenie przez Rosję przestrzeni powietrznej Turcji. "Jesteśmy zaniepokojeni tą prowokacją" - powiedział w poniedziałek rzecznik Białego Domu Josh Earnest. Wcześniej niepokój z powodu incydentu wyraził amerykański sekretarz stanu John Kerry. To było niebezpieczne, gdyż Turcja, jak powiedział, mogła zastosować kroki, których następstwa są nie do przewidzenia. "Samolot mógł zostać zestrzelony" - powiedział Kerry. Dodał, że USA przestrzegały przed taką ewentualnością.

Naloty od 30 września

Rosja od minionej środy prowadzi naloty w Syrii. Twierdzi, że ich celem są dżihadyści z Państwa Islamskiego (IS) i inne grupy, np. powiązane z Al-Kaidą. Koalicja pod wodzą USA, która od roku atakuje z powietrza cele IS w Syrii i Iraku, zarzuca Rosji atakowanie opozycji syryjskiej, walczącej o obalenie wspieranego przez Rosję prezydenta Baszara el-Asada.

W poniedziałek resort obrony Rosji poinformował, że tego dnia rosyjskie samoloty bojowe kontynuowały naloty na cele Państwa Islamskiego w Syrii. Podczas 15 lotów zniszczyły 10 obiektów terrorystów - powiedział generał Konaszenkow. Rosyjskie media piszą, że samoloty rosyjskich sił powietrznych będą kontynuować w Syrii całodobowe akcje zwiadowcze, namierzanie celów i ich niszczenie.

Dwa incydenty

Rosyjski samolot wojskowy nie tylko w sobotę, lecz również w niedzielę naruszył turecką przestrzeń powietrzną. W związku z tym incydentem władze Turcji ponownie wezwały ambasadora Rosji w Ankarze - powiedział w poniedziałek przedstawiciel tureckiego MSZ.

W sobotę samolot, który naruszył turecką przestrzeń powietrzną w pobliżu granicy z Syrią, w prowincji Hatay, został przechwycony przez dwa tureckie myśliwce F-16.

Resort dyplomacji Turcji zaprotestował przeciwko sobotniemu incydentowi i wezwał ambasadora Rosji w Ankarze. Turcja zażądała od Rosji, by takie incydenty więcej się nie powtórzały. W przeciwnym razie - jak to ujęto - Moskwa "będzie odpowiedzialna za wszelki niepożądany incydent, do którego może dojść".

Ambasadora wezwano także po niedzielnym naruszeniu przestrzeni powietrznej.

Naruszenie tureckiej przestrzeni powietrznej potępił w poniedziałek sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, a Biały Dom nazwał to "prowokacją". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy