Reklama

Reklama

Powrót Sarkozy'ego utrudniony przez kolejne kłopoty z prawem

Do licznych afer, w które zamieszany jest były prezydent Francji Nicolas Sarkozy może dojść niebawem kolejna. Oskarżenie trzech byłych działaczy UMP o nadużycia finansowe w kampanii prezydenckiej Sarkozy'ego komplikują jego plany powrotu do polityki.

26 maja dyrektor kampanii prezydenckiej Sarkozy'ego Jerome Lavrilleux przyznał się publicznie na antenie BFM do nielegalnego dofinansowania kampanii wyborczej z kasy UMP, macierzystej partii byłego prezydenta, tuszowanego za pomocą fałszywych faktur. Lavrilleux zapewniał przy tym, że ani przewodniczący UMP Jean-Francois Cope, ani Sarkozy nic nie wiedzieli o tych nadużyciach.

Reklama

Pierwsze akty oskarżenia w tej sprawie wydane w środę i w sobotę wymierzone są zarówno w kierownictwo firmy promocyjnej Bygmalion obsługującej kampanię Sarkozy'ego jak i byłych działaczy UMP wydają się teraz poważnie zagrażać byłemu prezydentowi. - Trudno przypuszczać, by Sarkozy nie wiedział o nadużyciach - zakłada politolog Bruno Cautres. - Liczy jednak na to, że bezpieczny dystans między nim, a oskarżonymi w tej sprawie jest na tyle duży, że śledztwo go ominie".

- Ta kolejna afera pokazuje, że jego powrót do pierwszoplanowej roli na francuskiej scenie politycznej może się okazać trudniejszy niż mu się wydawało - zauważa Cautres. - Sarkozy jest już przecież oskarżony w aferze tzw. "podsłuchów"". 2 lipca były prezydent został postawiony w stan oskarżenia pod zarzutem korupcji wobec wysokiego urzędnika sądowego, od którego miał otrzymywać tajne informacje w sprawie dotyczących go postępowań w zamian za obietnice prestiżowego stanowiska.

Problemy Sarkozy'ego z prawem nie zdają się jednak wpływać negatywnie na jego popularność. Według piątkowego sondażu opublikowanego w dzienniku "Le Parisien" aż 62 proc. sympatyków UMP i 51 proc. zwolenników prawicy chce, by Sarkozy został kandydatem prawicy w wyborach prezydenckich w 2017 roku.

- Ten wynik można wytłumaczyć dużą wyrozumiałością elektoratu prawicy, który najwyraźniej ocenia, że przekroczenie dozwolonego budżetu kampanii zostało popełnione w dobrej wierze, po to, by nie dopuścić do wygranej (Francois) Hollande'a - analizuje Cautres. - Poza tym panuje na prawicy przekonanie, że Sarkozy padł ofiarą zemsty urzędników sądowych, którzy się nad nim znęcają. Czego nie można wykluczyć, biorąc pod uwagę bardzo trudne relacje, jakie były prezydent miał zawsze z władzą sądowniczą".

W 2009 roku Sarkozy chciał między innymi zlikwidować stanowisko sędziego śledczego, co bardzo oburzyło sędziów.

"Ciągnące się za Sarkozym afery nie mają dużego wpływu na poparcie, jakim się cieszy również z tego względu, że elektorat prawicowy widzi tylko w nim prawdziwego lidera, który może zapewnić UMP realne szanse na wyjście z kryzysu i odzyskanie władzy".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje