Reklama

Reklama

Oriana Fallaci: Ludzie, obudźcie się!

"Nie mówię oczywiście do tych sępów, którzy, widząc obrazy z 11 września, chichoczą szyderczo 'Dobrze. Dobrze tak Amerykanom.' Mówię do ludzi, którzy, choć nie są głupi ani źli, żyją złudzeniami pobożności, niepewności, wątpliwości. Do nich mówię: Ludzie, obudźcie się, obudźcie się! Zastraszeni perspektywą płynięcia pod prąd, bojąc się wyjść na rasistów (zresztą zupełnie niewłaściwe słowo, bo problem nie ma nic wspólnego z rasą - chodzi o religię), nie rozumiecie lub nie chcecie zrozumieć, że toczy się już Odwrotna Krucjata" - napisała Oriana Fallaci w emocjonalnej reakcji na zamachy z 11 września 2001 r. Prezentujemy obszerne fagmenty jej książki-apelu "Wściekłość i duma", opublikowanej przez Wydawnictwo Cyklady.

Zaślepieni krótkowzrocznością i głupotą Politycznie Poprawnych, nie zdajecie sobie sprawy lub nie chcecie zdać sobie sprawy, że toczy się już wojna religijna. Wojna, którą oni nazywają dżihadem. Wojna, która nie ma być może (być może?) na celu podboju naszego terytorium, ale z pewnością ma na celu podbój naszych dusz i zlikwidowanie naszej wolności. Wojna, która jest prowadzona po to, by zniszczyć naszą cywilizację, nasz styl życia i umierania, modlenia się lub niemodlenia, jedzenia, picia i ubierania się, i studiowania, i cieszenia się życiem. Otępieni propagandą fałszu nie przyjmujecie do wiadomości lub nie chcecie przyjąć do wiadomości, że jeśli nie zaczniemy się bronić, jeśli nie będziemy walczyć, dżihad zwycięży. Zwycięży, tak, i zniszczy świat, który w ten czy inny sposób udało nam się zbudować. Zmienić, ulepszyć, uczynić bardziej inteligentnym, mniej zakłamanym czy może w ogóle niezakłamanym. Zmiecie naszą kulturę, naszą sztukę, naszą naukę, naszą tożsamość, naszą moralność, nasze wartości, nasze przyjemności... Na Boga! Czy nie rozumiecie, że ci wszyscy Osamowie bin Ladenowie uważają się za uprawnionych do zabijania was i waszych dzieci, bo pijecie alkohol, bo nie nosicie długich bród, czadoru czy burki, bo chodzicie do teatru i do kina, bo kochacie muzykę i śpiewacie piosenki, bo tańczycie i oglądacie telewizję, bo nosicie minispódniczki albo szorty, bo na plaży i na basenie opalacie się nago czy prawie nago, bo kochacie się wtedy, kiedy chcecie, i z tymi, z którymi chcecie, czy też dlatego że nie wierzycie w Boga?!? Jestem ateistką, chwała Bogu. I nie mam zamiaru dać się ukarać tym niedorozwiniętym bigotom, którzy zamiast wnieść swój wkład w ulepszenie ludzkości, salamują i gdaczą modlitwy pięć razy dziennie.

Reklama

Powtarzam to od dwudziestu lat. Dwudziestu. Z pewnym umiarkowaniem, bez tej wściekłości i bez tej dumy, dwadzieścia lat temu napisałam artykuł wstępny. Był to artykuł osoby przyzwyczajonej do współżycia z wszelkimi rasami, zwyczajami i wierzeniami, kobiety przywykłej do walki z wszelkim faszyzmem i nietolerancją, laika bez żadnych tabu. Ale był to też krzyk mieszkańca Zachodu pełen oburzenia na idiotów, którzy nie czują smrodu nadchodzącej świętej wojny, którzy tolerują przestępstwa popełniane w Europie przez synów Allacha wraz z ich terroryzmem... Moje rozumowanie dwadzieścia lat temu szło mniej więcej tym tropem: ,,Jaka jest logika w szanowaniu tych, którzy nie szanują nas? Jaka godność w obronie ich kultury czy rzekomej kultury, jeśli oni okazują pogardę naszej? Chcę bronić mojej kultury, nie ich, i oświadczam wam, że lubię Dantego i Szekspira i Goethego i Verlaine'a i Walta Whitmana i Leopardiego znacznie bardziej niż Omara Chajjama". No tak. Zostałam ukrzyżowana. ,,Ty rasistko, wstrętna rasistko!" To nasze cykady ukrzyżowały mnie za pomocą oszukańczego słówka ,,Rasistka". A potem, to znaczy podczas sowieckiej inwazji na Afganistan zrobiły to znowu. Zrobiły to, ponieważ za każdym razem, gdy brodaci wojownicy wrzeszczeli Allach akbar strzelając z moździerza, miałam złe przeczucia i mówiłam ,,Spójrzmy prawdzie w oczy. Sowieci są jacy są, ale w tym wypadku powinniśmy im podziękować". Potem zostałam ukrzyżowana, kiedy opisałam, co robią z sowieckimi jeńcami. Że obcinają im ręce i nogi. (Te same okrucieństwa, przypomnij sobie, które popełniali pod koniec dziewiętnastego wieku na ambasadorach królowej Wiktorii i innych europejskich dyplomatach przebywających w Kabulu. Po takim okaleczeniu obcinali żywej jeszcze ofierze głowę i tą obciętą głową grali w buskachi. Rodzaj afgańskiego polo. Co do rąk i nóg, sprzedawali je na bazarze jako trofea...) Wtedy też zostałam ukrzyżowana, tak. Nie podobał im się nawet fakt, że opłakuję bezrękich i beznogich ukraińskich rekrutów, porzuconych przez tych barbarzyńców i odnalezionych przez swoich towarzyszy, którzy leżeli w szpitalach polowych błagając: pozwólcie mi umrzeć. Nazwali mnie ,,rasistką" za to też, pamiętasz? Nazywając mnie rasistką, wiwatowali na cześć Amerykanów, którzy otumanieni strachem przed Związkiem Radzieckim, dali barbarzyńcom swe wsparcie i broń, wyszkolili młodego Saudyjczyka nazwiskiem Osama bin Laden i krzyczeli ,,Niech żyje bohaterski naród afgański! Precz z Sowietami! Sowieci precz od Afganistanu!" No cóż, Sowieci odeszli. Osama bin Laden został i wysłał kamikadze do Ameryki. Teraz jesteście zadowoleni?

Niektórzy nie są ani zadowoleni, ani niezadowoleni. Po prostu im nie zależy. Czemu miałoby nam zależeć, protestują, Ameryka jest daleko. Między Ameryką a Europą jest ocean. O nie, moi drodzy. Nie ma oceanu - jest strużka wody. Kiedy bowiem chodzi o los Zachodu, kiedy zagrożone jest przetrwanie naszej cywilizacji, Nowy Jork to my. Ameryka to my. My Włosi, my Francuzi, my Anglicy, my Niemcy, my Szwajcarzy, Austriacy, Holendrzy, Węgrzy, Słoweńcy, Polacy, Belgowie, Hiszpanie, Grecy, Portugalczycy, Skandynawowie, Rosjanie... Tak, również Rosjanie, zważywszy że Moskwa ma ten sam problem co my z terroryzmem muzułmanów z Czeczenii. Ameryka to my, mówię wam. Więc jeśli Ameryka upadnie, upadnie też Europa. Upadnie cały Zachód. Wszyscy upadniemy. I to nie tylko finansowo, czego wielu jedynie się obawia. (Kiedyś, kiedy byłam młoda i naiwna, powiedziałam do dramaturga Arthura Millera: ,,Wy, Amerykanie, mierzycie wszystko pieniędzmi, martwicie się tylko o cholerne pieniądze". A Arthur Miller roześmiał się i odparował: ,,A wy nie?"). Upadniemy pod wszelkimi względami, moi drodzy. Ponieważ umrze nasza cywilizacja i obudzimy się z minaretami zamiast wież kościelnych, w burkach zamiast minispódniczek, z wielbłądzim mlekiem zamiast drinka... Nie rozumiecie tego, do cholery? Blair zrozumiał. Zaraz po tragedii przyjechał tu i odnowił solidarność z Bushem. Nie solidarność opartą na pogawędkach i narzekaniach - solidarność opartą na faktach. To znaczy na sojuszu militarnym. Chirac nie zrozumiał. Jak wiesz, on też tu przyjechał. Z wizytą przygotowaną dużo wcześniej, nie spontaniczną. Przyjechał, zobaczył ruiny wież, zrozumiał, że zabitych są niewypowiedziane rzesze, ale nie zmienił swej postawy. Podczas wywiadu w CNN był czterokrotnie pytany przez Christiane Amanpour, w jaki sposób i w jakim zakresie Francuzi zamierzają włączyć się do walki z dżihadem. I cztery razy wykręcił się od odpowiedzi, wyśliznął się jak piskorz. W taki pokrętny i przerażający sposób, że miałam ochotę krzyknąć: ,,Monsieur le President, czy nie pamięta pan lądowania w Normandii? Czy nie wie pan, ilu Amerykanów zginęło w Normandii, żeby wypędzić hitlerowców z Francji?!?"

Kłopot polega na tym, że wśród pozostałych przywódców europejskich też nie widzę żadnego Ryszarda Lwie Serce. A tym bardziej nie widzę go w moim kraju, gdzie do dnia tego listu, to jest końca września 2001 roku, nie zidentyfikowano i nie aresztowano żadnych podejrzanych o współpracę z Osamą bin Ladenem. Ejże, panie premierze Włoch: meczety Mediolanu, Turynu i Rzymu po prostu pękają w szwach od terrorystów i kandydatów na terrorystów, którzy marzą o wysadzeniu w powietrze naszych dzwonnic, naszych kopuł - czy pana policja jest taka nieudolna? Czy pana tajne służby są tak źle poinformowane, tak bojaźliwe? Czy pana urzędnicy są tak niezdarni? I czy wszyscy nasi brodaci goście są tacy niewinni, tak niepowiązani z tym, co stało się w Ameryce? Czy też strach przeszkadza panu zidentyfikować i aresztować wyżej wymienionych facetów? Dobry Boże, nie odmawiam nikomu prawa do strachu. Tysiąc razy pisałam, że ktokolwiek twierdzi, że nie zna lęku, jest albo kłamcą, albo idiotą, albo jednym i drugim. Ale w Życiu i w Historii są chwile, kiedy strach nie jest dopuszczalny. Chwile, kiedy strach jest niemoralny i niecywilizowany. A ci, którzy ze słabości albo głupoty (albo zwyczaju trzymania jednej nogi w dwóch butach) unikają zobowiązań narzucanych przez tę wojnę, są nie tylko tchórzami - są masochistami.

* * *

Masochistami, tak, masochistami. I w tym kontekście porozmawiajmy wreszcie o tym, co wy nazywacie ,,różnicami między dwoma kulturami". Dwoma?!? Jeśli naprawdę chcecie wiedzieć, czuję się nieswojo nawet wtedy, kiedy słyszę słowa ,,dwie kultury". To znaczy, kiedy stawiacie je na tym samym poziomie, jakby były dwoma równoległymi bytami. Dwoma rzeczywistościami o równej wadze i znaczeniu. Nie bądźcie tacy skromni, moi drodzy. Bo za naszą kulturą stoi Homer, Fidiasz, Sokrates, Platon, Arystoteles, Archimedes. Stoi starożytna Grecja ze swą boską rzeźbą i architekturą, i poezją, i filiozofią, ze swą zasadą demokracji. Stoi starożytny Rzym ze swą wielkością, uniwersalnością, pojęciem prawa, literaturą, pałacami, amfiteatrami, akweduktami, mostami, drogami budowanymi w całym znanym wówczas świecie... Stoi rewolucjonista, nazywany Jezusem, który umarł na krzyżu, aby nauczyć nas pojęcia miłości i sprawiedliwości. (I tym gorzej dla nas, jeśli się nie nauczyliśmy.) Stoi także Kościół, który dał nam inkwizycję, wiem. Kościół, który za pośrednictwem inkwizycji męczył nas i torturował, palił nas tysiące razy na stosie. Kościół, który uciskał nas przez wieki, który przez wieki kazał nam malować i rzeźbić wyłącznie Chrystusy i Madonny, i męczenników, i świętych. Kościół, który niemal zabił Galileusza, upokorzył go, zmusił do wyrzeczenia się samego siebie i swojej wiedzy... Ale ten Kościół wniósł też ogromny wkład do Historii Myśli, a po inkwizycji zaczął się zmieniać. Nawet taki antyklerykał jak ja nie może temu zaprzeczyć. Stoi kulturalne przebudzenie, które rozpoczęło się i rozkwitło we Florencji, w Toskanii, by umieścić Człowieka w centrum Wszechświata i pogodzić jego potrzebę wolności z jego potrzebą Boga. Mam na myśli renesans. A dzięki renesansowi mamy też Leonarda da Vinci. Michała Anioła, Donatella, Rafaela, Wawrzyńca Wspaniałego. (Wybieram pierwsze nazwiska, które przychodzą mi do głowy.) Mamy też spuściznę pozostawioną przez Erazma z Rotterdamu, Montaigne'a, Tomasza More'a i Kartezjusza. Stoi też za nią oświecenie, mam na myśli Rousseau i Woltera, i Encyklopedię. Jest też muzyka Mozarta i Bacha, i Beethovena, i Rossiniego, i Donizettiego aż do Verdiego i Pucciniego, i całej reszty. (Ta muzyka, bez której nie potrafimy żyć, a która w kulturze muzułmańskiej czy rzekomej kulturze muzułmańskiej jest wstydem, wielką zbrodnią; biada tym, którzy zagwiżdżą piosenkę czy zanucą kołysankę. "Co najwyżej mogę wam pozwolić na marsz wojskowy" - powiedział Chomeini podczas wywiadu w Kum.) W końcu jest też nasza nauka, na Boga. I technika, która z niej czerpie soki. Nauka, która w ciągu kilku stuleci poczyniła zapierające dech w piersiach odkrycia, zmieniła oblicze tej planety. Technika, która wyprodukowała i produkuje cuda godne czarodzieja Merlina... Dość tych bzdur, mój drogi: Kopernik, Galileusz, Newton, Darwin, Pasteur, Einstein nie byli wyznawcami Proroka. Prawda? Silnik, telegraf, żarówka, mam na myśli wykorzystanie elektryczności, fotografia, telefon, radio, telewizja nie zostały wynalezione przez jakichś mułłów czy ajatollachów. Prawda? Pociąg, samochód, samolot, helikopter (o którym marzył i który projektował Leonardo da Vinci), statki kosmiczne, którymi polecieliśmy na Księżyc i na Marsa i które niedługo polecą Bóg wie gdzie, tak samo. Prawda? Przeszczepy serca, wątroby, oczu i płuc, lekarstwo na raka, rozszyfrowanie genomu, także. Nieprawda? Nie zapominajmy też o poziomie życia, jaki osiągnęła zachodnia kultura we wszystkich warstwach społecznych. Na Zachodzie nie umieramy już z głodu i na uleczalne choroby tak jak ludzie w krajach muzułmańskich. Prawda czy nie? Ale nawet gdyby były to wszystko mało ważne osiągnięcia (w co wątpię), powiedzcie mi: gdzie są zdobycze tej drugiej kultury, kultury bigotów z brodami, w czadorach i burkach?

Szukajcie, szperajcie, szperajcie, szukajcie, ja potrafię znaleźć tylko Proroka z jego świętą księgą, która brzmi niedorzecznie nawet wtedy, kiedy jest plagiatem Biblii czy Ewangelii, czy Tory, czy myślicieli hellenistycznych. Potrafię znaleźć tylko Awerroesa z jego niezaprzeczalnymi zasługami jako uczonego (Komentarze do Arystotelesa itd.), Omara Chajjama z jego uroczą poezją oraz kilka pięknych meczetów. Żadnego innego osiągnięcia w dziedzinie sztuki czy w ogrodzie Myśli. Żadnych dokonań na polu nauki, techniki czy dobrobytu... Kiedy wypowiadam takie słowa, niektórzy protestują i mówią ,,matematyka". Jak zwykle rycząc i plując mi w twarz swoją cuchnącą śliną, Arafat w roku 1972 powiedział mi, że jego kultura jest ,,wyższa" od mojej, ponieważ jego przodkowie wynaleźli matematykę i liczby. (Nawiasem mówiąc, cykady: jak to jest, że on może mówić ,,wyższa", a ja nie?) Ale oprócz małej inteligencji i bezmiernej niewiedzy Arafat ma też krótką pamięć. Nie, panie pyszałkowaty pyskaczu, wyjaśnijmy to raz na zawsze: pańscy przodkowie nie wynaleźli matematyki. Matematyka została wynaleziona mniej więcej równocześnie przez Arabów, Hindusów, Greków, Majów, mieszkańców Mezopotamii. Idź i sprawdź. Twoi przodkowie nie wynaleźli też liczb. Po prostu wynaleźli nowy sposób ich zapisywania. Sposób, który my, niewierni, przyjęliśmy, ułatwiając i przyspieszając tym samym odkrycia, których wy nigdy nie dokonaliście. Ten wynalazek jest wysoce chwalebny, przyznaję. Niewątpliwie godny najwyższego uznania. Ale jest też niewystarczający, by uznać kulturę islamską za wyższą od kultury zachodniej. W rezultacie czuję się w pełni uprawniona do stwierdzenia, że oprócz Awerroesa i paru poetów, i paru meczetów, i sposobu zapisywania liczb, pańscy przodkowie pozostawili nam jedną książkę. I to wszystko. Mam na myśli ten Koran, który przez tysiąc czterysta lat wyrządził ludzkości więcej cierpień niż Biblia, Ewangelie i Tora razem wzięte. A teraz przyjrzyjmy się, dlaczego cykady, zwłaszcza te europejskie, szanują ją bardziej niż szanowały "Kapitał" Karola Marksa.

Może z powodu jej kłamliwego, obłudnego, oszukańczego przesłania Pokoju i Braterstwa, i Sprawiedliwości? Ach! Żeby uciszyć swoich Araboamerykanów, zachować ich lojalność, nawet George Bush powtarza, że islam naucza pokoju i braterstwa, i sprawiedliwości. Ale w imię logiki - jeśli ten Koran jest taki pokojowy i braterski, i sprawiedliwy, to jak wytłumaczymy ,,oko za oko, ząb za ząb", które co prawda znajdziemy także w Biblii i Torze, ale które dla muzułmanów jest Solą Życia? Jak wytłumaczymy nakaz czadoru i burki, burki, pod którą muzułmańskie kobiety stają się bezkształtnymi tobołami i oglądają świat przez malutką pajęczynę? Jak wytłumaczymy fakt, że w większości krajów islamskich nie mają prawa chodzić do szkoły, nie mogą pójść do lekarza, nie mają żadnych praw, są mniej warte od wielbłąda i tak dalej i tak dalej amen? Jak wyjaśnimy potworność ukamienowania czy dekapitacji niewiernej żony? (Ale nie niewiernych mężów.) Jak wytłumaczymy karę śmierci dla pijących alkohol i karę okaleczenia dla złodziei - za pierwszą kradzież lewa ręka, za drugą prawa ręka, za trzecią lewa stopa, a potem nie wiem co? To także zapisano w Koranie: tak czy nie? I nie wydaje mi się to specjalnie sprawiedliwe. Nie wydaje mi się to bardzo braterskie. Nie wydaje mi się to bardzo pokojowe. Nie wydaje mi się to też specjalnie mądre...

A skoro mowa o inteligencji: czemu włoskie ultralewicowe cykady nie przyjmują takich uwag? Czemu, czytając je czy słysząc, dostają amoku i wrzeszczą ,,Nie do zniesienia, niedopuszczalne, skandaliczne"? Czy wszystkie nawróciły się na islam, czy też może zachowują się w ten sposób, żeby się przypodobać swojemu nowemu partnerowi, niewytłumaczalnie proislamskiemu Kościołowi katolickiemu? No cóż... Mój stryj Bruno miał rację, kiedy mówił: ,,Włochy, które nie miały reformacji, są krajem, który bardziej intensywnie i katastrofalnie przeżywa kontrreformację".

Oto jest zatem moja odpowiedź na pytanie o to, co nazywacie "różnicami między dwoma kulturami". Jest na tym świecie miejsce dla każdego. W swoich własnych domach, swoich własnych krajach ludzie robią, co chcą. Jeśli zatem w krajach muzułmańskich kobiety są tak głupie, że noszą czadory i burki, jeśli są tak niemądre, że akceptują fakt, iż są mniej warte od wielbłąda, jeśli są tak tępe, że wychodzą za mąż za rozpustnika, który chce mieć cztery żony, tym gorzej dla nich. Jeśli ich mężczyźni są tak niemądrzy, że odmawiają kieliszka wina czy szklanki piwa, to samo. Ja nie zamierzam mieszać się do ich wyboru. Mnie wychowano w zrozumieniu wolności, do cholery, a moja matka zawsze mówiła: ,,Świat jest ciekawy, bo jest różnorodny". Ale jeśli próbują narzucić te szaleństwa mnie, mojemu życiu, mojemu krajowi, jeśli chcą zastąpić moją kulturę swoją kulturą czy swoją rzekomą kulturą... A chcą. Osama bin Laden oświadczył, że cały ziemski glob musi stać się muzułmański, że po dobroci czy nie on nas nawróci, że aby osiągnąć ten cel, zabija nas i nadal będzie nas zabijał. Tego zaś nie może zaakceptować nawet najbardziej tępy czy cyniczny adwokat islamu. Więc zgadnijcie, czy mogę to zaakceptować ja. Tak naprawdę, bardzo chętnie odwróciłabym role i zapolowała na niego... Kłopot w tym, że śmierć Osamy bin Ladena nie jest rozwiązaniem problemu. Ponieważ Osamów bin Ladenów jest już zbyt wielu - jak klonowanych owiec w naszych laboratoriach. Co więcej nie są oni już dzielnymi Maurami, którzy podbijali Hiszpanię i Portugalię, jadąc na wielbłądach i walcząc złocistymi bułatami.

Czasy się zmieniają. Dzisiaj są sprytnymi oszustami, których uczymy, jak pilotować boeinga 757, jak obsługiwać skomplikowany komputer, jak wyprodukować broń jądrową. Jak zniszczyć lub zablokować system elektroniczny, system komunikacyjny, system finansowy, jak wypuścić chorobotwórczego wirusa. Jak zaszantażować rząd, jak manipulować papieżem, jak uwieść i wykorzystać media i kręgi intelektualne czy tak zwane kręgi intelektualne. To znaczy, jak wpływać na zachodnie umysły (w tym umysły ludzi dobrej wiary), kontrolując ich codzienne otoczenie. Przecież ci najlepiej wyszkoleni i co bardziej inteligentni nie przebywają w krajach muzułmańskich, w jaskiniach Afganistanu czy meczetach Iranu lub Pakistanu. Przebywają w naszych krajach, w naszych miastach, naszych uniwersytetach, naszych przedsiębiorstwach. Mają doskonałe kontakty z naszymi kościołami, naszymi bankami, naszymi telewizjami, naszymi radiostacjami, naszymi gazetami, naszymi wydawcami, naszymi organizacjami akademickimi, naszymi związkami, naszymi partiami politycznymi. Gnieżdżą się w zwojach nerwowych naszej techniki. Gorzej: żyją w samym sercu społeczeństwa, które ich gości, nie kwestionując ich inności, nie sprawdzając ich złych intencji, nie karząc za posępny fanatyzm. Społeczeństwo, które przyjmuje ich w duchu swojej liberalnej demokracji, nieograniczonej tolerancji, chrześcijańskiej litości, liberalnych zasad, cywilizowanych praw. Praw, które odrzuciły tortury i karę śmierci, które nie pozwalają nikogo aresztować, jeśli nie zostało popełnione przestępstwo, nie pozwalają nikogo sądzić, jeśli nie ma obrońcy, nie pozwalają nikogo skazać, jeśli wina nie została udowodniona. Praw, czy może powinnam powiedzieć luk prawnych, które pozwalają unieważnić wyrok czy zwolnić przestępcę. Co do luk prawnych, no cóż... Czy to nie dzięki nim nasi goście osiedlają się na naszym terytorium, wtrącają się w nasze życie, drażnią nas i dyrygują nami? Podczas synodu w Watykanie zorganizowanego w październiku 1999 roku dla przedyskutowania stosunków między chrześcijanami a muzułmanami, pewien sławny uczony islamski zwrócił się do oniemiałych słuchaczy, oświadczając ze spokojną bezczelnością: ,,Dzięki waszej demokracji najedziemy was, dzięki islamowi podporządkujemy was sobie". (To niepokojące sprawozdanie przedstawił jeden z uczestników spotkania: Jego Eminencja monsignor Giuseppe Bernardini, arcybiskup tureckiej diecezji smyrneńskiej.)

Jak widzisz, ich Odwrotna Krucjata nie potrzebuje współczesnego Srogiego Saladyna czy jakiegoś Napoleona. Z Saladynami i Napoleonami czy bez nich jest nieodwracalnym faktem. Rozwijającą się cały czas rzeczywistością, którą Zachód bezrozumnie podsyca i popiera. I właśnie dlatego owi Krzyżowcy są coraz liczniejsi, żądają coraz więcej, panoszą się coraz bardziej. Także dlatego właśnie (jeśli nadal pozostaniemy bezczynni) będzie ich coraz więcej. Będą żądać coraz więcej, będą nas drażnić i dyrygować nami coraz bardziej. Aż nas sobie podporządkują. A zatem pertraktowanie z nimi jest niemożliwe. Próba dialogu - nie do pomyślenia. Okazywanie pobłażliwości - samobójcze. A ten, kto myśli inaczej, jest głupcem.

" * *

Publikowany fragment pochodzi z książki:

Oriana Fallaci "Wściekłość i duma" Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2003

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje