Reklama

Reklama

Mroczek o doniesieniu PiS ws. śmigłowców: absurd, element kampanii

Zarzuty PiS w zawiadomieniu do prokuratury o możliwym przestępstwie przy przetargu na śmigłowce są absurdalne, to objaw złej woli i element kampanii wyborczej - powiedział w piątek PAP wiceszef MON Czesław Mroczek. Według PiS wymagania przetargowe mogły preferować jednego z oferentów.

Posłowie PiS złożyli do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z rozstrzygnięciem przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii.

Reklama

- Zarzuty zawarte w tym zawiadomieniu są absurdalne, są przejawem złej woli w skrajnej postaci. To element kampanii wyborczej w stylu PiS - totalnej awantury politycznej - skomentował to Mroczek.

- Mówi się, że podstawą zawiadomienia jest wprowadzenie wymagań preferujących jednego z dostawców - należy rozumieć, że chodzi o Airbus Helicopters. Tymczasem w postępowaniu uczestniczyło trzech oferentów i komisja przetargowa, nie minister obrony, jednogłośnie stwierdziła, iż dwie oferty nie spełniają wymagań formalnych - powiedział wiceszef MON.

W przypadku śmigłowca Sikorsky Black Hawk chodziło o wersję bez uzbrojenia; jeśli chodzi o AW149, wymaganiom nie odpowiadał zaproponowany termin dostawy. - Zachęcałem tych, którzy zostali wykluczeni, żeby się odwołali, jeżeli uważają, że decyzja była niesłuszna, nie skorzystali z tej możliwości - dodał Mroczek.

- W postępowaniu prokuratorskim dość łatwo będzie stwierdzić, czy wojsko chciało śmigłowców uzbrojonych i czy dostawy mają się zacząć w roku 2017 czy 2019 - ocenił Mroczek. Podkreślił, że postępowanie "od samego początku było chronione tarczą antykorupcyjną wszystkich służb, w tym żandarmerii i kontrwywiadu".

"To przejaw awanturnictwa"

Mroczek powiedział, że nieliczne wymagania taktyczno-techniczne były zmieniane w niewielkim stopniu, m.in. na wniosek PZL Mielec; zakład oceniał bowiem, "że pewne parametry są na wyrost". - Dwa-trzy parametry zmieniliśmy z obligatoryjnych na opcjonalne - powiedział.

Przypomniał, że w trakcie przetargu MON otrzymało od wszystkich oferentów setki pytań z prośbą o doprecyzowanie zapisów. - Z prawa do wyjaśnienia skorzystały wszystkie trzy podmioty, wszystkie trzy przyjęły bez zastrzeżeń nasze wymagania i składając oferty, podpisały oświadczenie, że nie mają uwag do dalszego postępowania, w tym do wymagań taktyczno-technicznych - zaznaczył wiceszef MON.

- Stanowisko PiS brzmi zabawnie, bo dwa dni po przekazaniu informacji, która firma przechodzi do dalszego etapu, odbyła się debata i poseł PiS Michał Jach wprost powiedział, że zamówienie powinny otrzymać dwa podmioty - PZL Mielec i PZL Świdnik. To dopiero naigrywanie się z prawa. I tacy ludzie formułują zarzut popełnienia przestępstwa - mówił Mroczek.

Według niego PiS, wykorzystując niezadowolenie w zakładach, których oferty odrzucono, chce doprowadzić do unieważnienia przetargu. - To przejaw awanturnictwa. Stawiają zarzut, że nie dbamy o polski udział przemysłowy. Tymczasem w tym przetargu każdy oferent musiał zobowiązać się do zbudowania zdolności do serwisowania śmigłowców na bazie WZL 1 w Łodzi. Ci, którzy teraz stawiają zarzut braku dbałości o polski przemysł, w 2007 r. sami kupili 23 śmigłowce dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego bez żadnego polskiego udziału przemysłowego. Pominęli wtedy Świdnik i Mielec. To cały PiS - powiedział.

Dodał, że obecna koalicja przeprowadziła konsolidację przemysłu zbrojeniowego, "by wykorzystać wielką szansę, jaką jest program modernizacji technicznej". Przypomniał, że zamówienia na okręty, bezzałogowe statki powietrzne i zestawy artyleryjskie dalekiego zasięgu, będą składane w krajowym przemyśle nawet jeśli będzie on musiał wykorzystać importowane podsystemy.

Według Mroczka poseł Bartosz Kownacki, który przedstawił zawiadomienie dziennikarzom, "nie zna się na obronie narodowej, ale z całą pewnością jest żołnierzem - żołnierzem Jarosława Kaczyńskiego od czarnej roboty".

Stanowisko posłów PiS

W piątek posłowie PiS poinformowali o złożeniu w prokuraturze zawiadomienia. Ich zdaniem wicepremier, minister obrony Tomasz Siemoniak, jego zastępca Mroczek oraz podlegli im żołnierze i pracownicy mogli się dopuścić "szeregu przestępstw mających na celu ustawienie przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii ze szkodą dla bezpieczeństwa Polski, polskich żołnierzy i obywateli, a także polskiego potencjału obronnego oraz podstawowych interesów ekonomicznych Polski".

Według PiS doprecyzowywanie warunków taktyczno-technicznych preferowało tylko jednego z oferentów - konsorcjum z Airbus Helicopters. Odnosząc się do zmian liczby śmigłowców - początkowo 26, potem 70, a wreszcie 50 - posłowie PiS ocenili, że "oferenci nie wiedzieli, na ile helikopterów składają oferty". Zdaniem PiS wymóg umieszczenia centrum serwisowego w Łodzi "w sposób naturalny promował tego, kto nie ma fabryk w Polsce" (Airbus Group ma w Polsce zakłady, nie zajmują się one jednak produkcją ani obsługą śmigłowców - PAP), ponieważ pozostali takie centra serwisowe już mieli i musieliby ponieść znaczne nakłady.

Politycy PiS powołali się na artykuły Kodeksu karnego, dotyczące działalności na szkodę interesu publicznego przez przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków, poświadczenia nieprawdy, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem oraz udaremnienia, utrudnienia lub ustawienia przetargu.

W kwietniu w przetargu na 50 wielozadaniowych śmigłowców w różnych wersjach MON do etapu prób zakwalifikowało śmigłowiec H225M Caracal Airbus Helicopters (dawniej Eurocopter EC725). Dwie pozostałe oferty - PZL Świdnik i AgustaWestland ze śmigłowcem AW149 oraz konsorcjum Sikorsky Aircraft i PZL Mielec z maszyną Black Hawk - resort odrzucił, jako powód podając niespełnienie wymogów formalnych.

Jeśli zakwalifikowany do testów w locie śmigłowiec pomyślnie przejdzie próby, podpisanie umowy, wartej ok. 13 mld zł, ma nastąpić jeszcze w tym roku. Dostawy mają się zacząć w 2017 r.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne