Reklama

Reklama

"Klątwa 9/11"? Ratownicy umierają na raka

Jak donosi "Guardian", do tej pory na raka zmarło pięciu strażaków i policjantów, którzy brali udział w akcji ratunkowej na gruzach WTC po 11 września 2001 roku. Być może winne są toksyny, które unosiły się w powietrzu na miejscu zamachów.

Nowojorczycy obawiają się, że mogą to być początki "odwleczonej w czasie" epidemii: wszyscy policjanci i strażacy zmarli w ciągu ostatnich trzech miesięcy.

Zmarli to policjanci: Robert Grossman, Cory Diaz oraz Renee Dunbar oraz strażacy: John McNamara i Richard Manetta. Ten ostatni był najstarszym z nich: miał 44 lata.

Kongres debatuje nad ustanowieniem przepisów, które zobowiązałyby władze federalne do udzielenia pomocy tym uczestnikom akcji ratunkowej, u których mogłoby zaistnieć podejrzenie choroby.

W usuwaniu skutków zamachów bezpośrednio na miejscu zdarzenia uczestniczyło około 70 000 osób: policjanci, strażacy, robotnicy budowlani. Było między nimi wielu ochotników z terenu całych Stanów Zjednoczonych.

Reklama

W powietrzu, które wdychali mogło być do 1000 ton azbestu, duża ilość rtęci i ołowiu, opary plastiku i spalonych chemikaliów.

- To tylko wierzchołek góry lodowej - twierdzi Claire Calladine, która przewodniczy organizacji "9/11 Health Now", zajmującej się organizowaniem pomocy ratownikom. - Jaki obrót przyjmie sprawa - to wielkie pytanie.

ZET

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy