Reklama

Reklama

Kazimierz Marcinkiewicz dla Interii: Mam gdzieś hejt i żyję po swojemu

- Gdybym miał przejmować się ujadaniem, musiałbym zaszyć się gdzieś w piwnicy. Ludzie mają mi za złe, że uśmiechnięty żyję i łapię swoje szczęście, że mam gdzieś hejt i żyję po swojemu. Nie zmienię się - mówi Interii były premier Kazimierz Marcinkiewicz. W rozmowie z nami komentuje też swoją decyzję o udziale w charytatywnej gali sportów walki.

Dominika Pietrzyk, Interia: Czym zajmuje się teraz na co dzień Kazimierz Marcinkiewicz?

Kazimierz Marcinkiewicz, były premier: - Pracą, sportem i łapaniem szczęścia.

Skąd pomysł na udział w walce bokserskiej? 

- Zostałem poproszony o walkę bokserską, by zebrać pieniądze dla bardzo potrzebujących pomocy podopiecznych Fundacji Braci Collins. W fundacji płaczą, jak czytają listy, czy maile od ludzi proszących o pomoc. Państwo ma takich w d**ie. Nie mogłem odmówić. Jeśli moja walka może przyciągnąć pieniądze, będę walczył, bo to nawet nie jest boks, to walka o pomoc. 

Reklama

 Czy nie obawiał się pan głosów, że byłemu premierowi nie przystoi wychodzić na ring?

- Nie przystoi pomagać? Nie przystoi uprawiać sportu? Nie przystoi promować kapitalnych młodych ludzi, którzy jak tylko "stanęli na nogi", od razu zaczęli się dzielić, zaczęli pomagać innym? Dwa lata temu krzyczano, że nie przystoi mi startować w wyborach europejskich. Gdybym miał przejmować się ujadaniem, musiałbym zaszyć się gdzieś w piwnicy. Ludzie mają mi za złe, że uśmiechnięty żyję i łapię swoje szczęście, że mam gdzieś hejt i żyję po swojemu. Nie zmienię się. 

Zaczął pan już treningi przed walką?

- Trenuję triathlon, więc mam często treningi. W kwietniu zacznę treningi bokserskie, bo jestem profesjonalistą i jak już coś robię, to najlepiej jak potrafię. Chcę Rafała (Collinsa - red.) posłać na deski. Nie zwycięża ten, kto nie walczy, a ja jestem "walczakiem". Zobaczycie, że walka młodości i przyszłości z doświadczeniem będzie bardzo ciekawa. Kto wygra? Wszyscy, bo wygrają ci, którzy pomocy potrzebują. Wow, jak się cieszę, dostać po gębie, by pomóc innym, super. 

Myślał pan kiedyś o powrocie do polityki?

- Nie wracam. Polska polityka oderwała się od życia, stała się totalnie partyjna, służalcza wodzowi, zniewalająca, wyprana z prawdy, jakiegokolwiek i czyjegokolwiek dobra. Polska polityka nie ma sensu i jest kompletnie bezużyteczna. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Dlaczego mam marnować swoje szczęście, swoje życie w polityce? Polacy chcą Dudów, Kaczyńskich, czy Ziobrów. Wybierają szkodników, więc pewnie na nich zasługują. Taki "naród wybrany", rządzony przez "namaszczonych wybrańców". Nie widzę siebie wśród tych wszystkich pomazańców, nawet nie pasuję do nich, bo jestem zwyczajnym, wolnym i szczęśliwym człowiekiem. 

Jak radzi sobie pan z hejtem? Pańskie koleje losu stały się dla wielu pretekstem do kierowania pod pana adresem co najmniej nieżyczliwych komentarzy.

- Wiele lat temu zrozumiałem, że na przeszłość nie mam żadnego wpływu, więc zajmowanie się przeszłością jest jałowe. Mało tego. Teraźniejszość to też właściwie przeszłość, bo postrzegamy to, co mija. Dlatego zajmuję się tylko przyszłością, każdym następnym dniem, by łapać chwile, bo "w życiu piękne są tylko chwile". A hejt jest przeszłością. 

 Co powiedziałby pan hejterom?

- Człowieku, utoniesz w tej nienawiści. Dlaczego hejtujesz? Dlaczego zajmujesz się cudzym życiem? Bo nie radzisz sobie ze swoim? Bo wolisz zajmować się cudzym życiem? Naprawdę? Wolisz podpowiadać aktorkom, jak wychowywać dzieci, jak postępować z partnerkami, zamiast żyć, zamiast zajmować się sobą i swoimi bliskimi? Jakie to smutne. Nie robię tego, dlatego jestem uśmiechnięty.

 Życzyć panu wygranej na ringu?

- Życzyć wygranej podopiecznym fundacji braci Collins. Walczymy nie tyle ze sobą, ile o nich. 

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy