Reklama

Reklama

Jemen: Al-Kaida zdobyła bazę i magazyn broni

Al-Kaida zajęła w piątek bazę wojskową i miasto Mukalla w południowo-wschodniej prowincji Jemenu Hadramaut. W jej ręce dostały się magazyny broni, m.in. dziesiątki czołgów i wyrzutni rakiet Katiusza, a także lotnisko.

Według AFP, która powołuje się na mieszkańców Mukalli, wojska prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego, który schronił się w Arabii Saudyjskiej, oddały islamistom bazę 27 Brygady Zmechanizowanej jemeńskich sił zbrojnych oraz miasto bez walki.

Reklama

Inne oddziały, złożone z członków zbuntowanych plemion jemeńskich, opanowały w ciągu ostatnich godzin pola naftowe Masila, również w prowincji Hadramaut.

Jeden z miejscowych przywódców plemiennych Ahmed Bamaes powiedział korespondentowi AFP, że "kolektyw plemion Hadramaut" przejął kontrolę nad polami naftowymi, aby "chronić je przed chaosem panującym w kraju".

Produkcja i eksport gazu zawieszone

Pola naftowe i źródła gazu w Masili są połączone rurociągiem z terminalem Al-Szehr, który znajduje się 150 kilometrów na południe; został on zdobyty w czwartek przez oddziały plemienne infiltrowane przez dżihadystów. Towarzystwo naftowe Yemen LNG, które eksploatuje m.in. terminal gazowy, ogłosiło, że wobec sytuacji w kraju zawiesza produkcję i eksport gazu.

Przebywający w stolicy kraju, Sanie, opanowanej od września przez rebeliantów Huti były prezydent Jemenu Ali Abd Allah Saleh zapewnił w piątek, że jako ich sojusznik nie opuści Jemenu.

- Nie należę do tego typu osób, które szukają schronienia w Dżuddzie (Arabia Saudyjska) czy też w Paryżu lub innych miastach Europy - oświadczył, czyniąc aluzję do legalnego prezydenta Jemenu Hadiego.

Saleh oddał władzę w 2012 roku po masowych protestach ludności przeciwko jego reżimowi.

Dramatyczna sytuacja ludności

Koalicja państw arabskich pod wodzą Arabii Saudyjskiej zadeklarowała wojnę przeciwko rebeliantom Huti 26 marca, aby zablokować, głównie za pomocą lotnictwa, ich marsz na miasto portowe Aden, gdzie prezydent Jemenu po ucieczce z opanowanej przez rebeliantów Sany ustanowił swą tymczasową siedzibę, zanim opuścił kraj pod koniec marca.

Przedstawiciel Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża Cedric Schweizer przedstawił w piątek sytuację ludności Jemenu jako "dramatyczną". Wprawdzie po negocjacjach z walczącymi stronami udaje się lokalnie doprowadzać do zawieszenia walk, aby mogły lądować samoloty z pomocą humanitarną, ale jest to pomoc dalece niewystarczająca.

- Trzeba pamiętać - przypomniał Schweizer - że 90 proc. żywności, którą konsumuje się w Jemenie, pochodzi z importu.

Według najnowszego raportu Światowej Organizacji Zdrowia w toku obecnych walk w Jemenie zginęło 767 osób, ponad 2 900 zostało rannych, a 250 000 było zmuszonych do porzucenia stałych miejsc zamieszkania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje