Reklama

Reklama

"Gronkiewicz-Waltz jest jak odkurzacz"

Poseł PiS Karol Karski twierdzi, że Hanna Gronkiewicz-Waltz odbudowuje w stolicy układ warszawski - informuje "Wprost".

Czy tak jest rzeczywiście? "Wprost" dotarł do informacji, z których wynika, że prezydent Warszawy powiela praktyki Samoobrony w podległych jej urzędach - rozdaje swoim współpracownikom po kilka stanowisk, zatrudnia ich rodziny, omija konkursy.

Reklama

Bezapelacyjnym liderem "kolekcjonerów" - donosi "Wprost" - , jak w Warszawie nazywa się już samorządowców Platformy, jest członek regionalnych władz PO Robert Soszyński. Na swoim koncie miał do niedawna aż pięć stanowisk. Obecnie ma ich cztery: jest radnym wojewódzkim, przewodniczącym sejmiku, burmistrzem Mokotowa i członkiem rady nadzorczej Pałacu Kultury i Nauki. Z piątego musiał zrezygnować, bo prawo nie pozwala na łączenie aż tylu funkcji.

W urzędach podległych Hannie Gronkiewicz-Waltz - jak informuje tygodnik - zatrudnienie znajdują także całe rodziny lokalnych działaczy PO. Przykładem jest małżeństwo Łaptaszyńskich. Ona jest dzielnicową radną oraz pracownikiem departamentu funduszy strukturalnych i pomocowych urzędu marszałkowskiego województwa, on - wicedyrektorem jednego z departamentów w tym samym urzędzie.

Inny radny platformy, Piotr Wertenstein-Żuławski, załatwił swojej matce stanowisko rzecznika prasowego w urzędzie dzielnicy Ochota. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Urzędzie Stanu Cywilnego. Jego szefową została niedawno Iwona Basior, prywatnie żona niedoszłego radnego platformy. Kierownicze stanowisko w USC półtora miesiąca temu otrzymała także była radna PO Hanna Kardaszewicz.

Z kolei jej męża - jak informuje "Wprost" - zatrudnił u siebie rekordzista wśród "kolekcjonerów" Robert Soszyński. Z partyjno-rodzinnego klucza skorzystała też radna PO Joanna Tucholska. Załatwiła swojej matce pracę w? miejskiej bibliotece, którą kieruje były poseł PSL Michał Strąk.

Na tym jednak nie koniec. Na eksponowane stanowiska w ratuszu przyjmowani są ludzie z pominięciem procedury konkursowej.

W taki sposób pracę znalazł na przykład Mirosław Sielatycki, który został niedawno p.o. wicedyrektora biura edukacji urzędu. Z prośbą wyjaśnienie tej sprawy do prezydent Warszawy zwróciło się już nawet MSWiA.

- Gronkiewicz-Waltz jak odkurzacz wciąga swoich ludzi do ratusza i innych urzędów. Biorąc pod uwagę, że część tych ludzi to działacze SLD, to trzeba stwierdzić, że na naszych oczach odtwarza się układ warszawski. Teraz widać po co platformie była potrzebna władza w Warszawie - mówi "Wprost" warszawski poseł PiS Karol Karski, który poprosił resort spraw wewnętrznych o interwencję w sprawie polityki kadrowej prezydent stolicy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy