Reklama

Reklama

Georgette Mosbacher: Nie wiadomo mi o jakichkolwiek poważnych deklaracjach

Zadeklarowaliśmy rozmieszczenie dodatkowego tysiąca żołnierzy w Polsce, natomiast skąd ci żołnierze będę pochodzili, tego na tę chwilę nie wiem - stwierdziła w rozmowie z TVN24 ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher. Przybliżyła także szczegóły organizacyjne spotkania prezydentów w Waszyngtonie w kontekście dbania o bezpieczeństwo i zdrowie gości w związku z pandemią COVID-19.

W środę prezydent Andrzej Duda składa wizytę w Waszyngtonie, gdzie zostanie przyjęty przez prezydenta Donalda Trumpa w Białym Domu. Zaplanowane są też rozmowy plenarne delegacji obu krajów oraz wspólne oświadczenia prezydentów Polski i USA.

Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher w rozmowie z TVN24 powiedziała, że prezydent Trump chciał zaprosić prezydenta Dudę, "aby omówić, jak możemy pomóc sobie nawzajem w tych trudnych czasach po epidemii, co możemy zrobić z gospodarczego punktu widzenia, aby nasze kraje 'odmrozić', oraz co możemy wspólnie zrobić, aby współpracować w zakresie badań nad szczepionką".

Reklama

"Nie wiadomo mi o jakichkolwiek poważnych deklaracjach, które miałyby paść. Natomiast wiem, że zarówno Polaków, jak i Amerykanów należy poinformować o postępach we wszystkim, co robiliśmy razem, począwszy od 5G do cywilnej energetyki jądrowej oraz kwestii dodatkowych żołnierzy, którzy mogą przybyć do Polski, stopnia zaawansowania w tej kwestii oraz tego co robimy, aby współpracować na rzecz - mam nadzieję - przełomu w kwestii COVID-19 i wspólnych działań, aby wynaleźć szczepionkę (na koronawirusa)" - dodała.

Ambasador odniosła się do doniesień, jakoby po możliwym wycofaniu około dziewięciu tysięcy żołnierzy USA z niemieckich baz pewne siły mogły zostać przeniesione do Polski.

Georgette Mosbacher: Nie wiem, skąd będą pochodzili

"Nie sądzę, żeby podjęto decyzję co do tego, gdzie tych dziewięć tysięcy żołnierzy zostanie przeniesione" - powiedziała. "Zadeklarowaliśmy rozmieszczenie dodatkowego tysiąca żołnierzy w Polsce, natomiast skąd ci żołnierze będą pochodzili, tego na tę chwilę nie wiem. Wiem tylko tyle, że przybędą" - podkreśliła.

Ambasador zwróciła uwagę, że Polska i USA są bardzo bliskie "sfinalizowania naszej umowy o współpracy w zakresie obronności, która jest niemal domknięta". "Co do tego tysiąca żołnierzy, to nie mam pewności, czy nawet Pentagon podjął decyzję, skąd ci żołnierze będą pochodzili, a zatem nie, nie ma to nic wspólnego z żołnierzami z Niemiec" - wyjaśniła.

Według ambasador Mosbacher, gdy mówi się o obecności amerykańskiego wojska w Polsce, należy brać pod uwagę rotacyjne rozmieszczenie. Jak wyjaśniła, "to kwestia "elastyczności i szybkiej reakcji, więc rotacyjna obecność żołnierzy jest tak naprawdę nowym paradygmatem obowiązującym w XXI wieku". "Dlatego też myślę, że oczywiście, będą pewne elementy stałe, jak chociażby dowództwo, ale poza tym żołnierze ci będą rozmieszczani rotacyjnie" - dodała.

Co z "Fort Trump"?

Zapytana o stworzenie stałej bazy wojskowej w Polsce, od ostatniej wizyty prezydenta Dudy w USA funkcjonującej pod potoczną nazwą "Fort Trump", ambasador odpowiedziała, że "to określenie, które wtedy się faktycznie pojawiło, natomiast wydaje mi się, że nigdy nie było brane pod uwagę dosłownie".

"Chciałabym móc dzisiaj powiedzieć coś bardziej konkretnego, natomiast mogę ująć to tylko tak, przy czym to nie jest coś, co wydarzy się z dnia na dzień: oczywiście być może prezydenci będą o tym rozmawiać, natomiast myślę, że pojawią się dalsze oświadczenia w najbliższych miesiącach dotyczące możliwego ustanowienia dowództwa w Polsce" - dodała.

Ambasador była pytana, czy możliwe jest przeniesienie wojskowego sprzętu amerykańskiego z Niemiec do Polski, a może nawet broni atomowej. "Nie, nie wchodzi to w grę, tego nie rozpatrujemy" - odpowiedziała.

"Polska zdaje się to dobrze rozumieć"

Dopytywana o kwestie sprzedaży Polsce cywilnej technologii jądrowej, wskazała, że Stany Zjednoczone mają z nami w tym zakresie podpisaną umowę roboczą i "na pewno ten temat się pojawi". "Oznacza to, że robimy znaczące postępy przy budowie partnerstwa z Polską w celu realizacji jej wizji rozwoju cywilnej energetyki jądrowej. Poczyniliśmy bardzo duże postępy w tym zakresie, na pewno o tym coś państwo usłyszycie" - zapewniła.

W kwestii wdrożenia technologii 5G Mosbacher przyznała, że jest to kwestia "bezpieczeństwa narodowego". "Ani Stany Zjednoczone, ani już na pewno nasza ambasada nie mogłaby przekazać żadnych informacji partnerom, którzy nie stosowaliby bezpiecznych rozwiązań 5G" - tłumaczyła.

"Polska zdaje się to dobrze rozumieć, ponieważ wie, czym jest państwo inwigilujące społeczeństwo i co oznaczałoby posiadanie na wyposażeniu sprzętu chińskiej produkcji. W zakresie 5G nasza polityka zdaje się bardzo zbieżna i myślę, że sekretarz (stanu Mike) Pompeo poruszy tę kwestię" - dodała.

"Wszyscy będą mieli zrobiony test"

Georgette Mosbacher przybliżyła także szczegóły organizacyjne spotkania prezydentów w Waszyngtonie w kontekście dbania o bezpieczeństwo i zdrowie gości w związku z pandemią COVID-19.

"Wszyscy w Białym Domu przejdziemy badania przed spotkaniem, więc podejmowane są wszelkie środki bezpieczeństwa dla obydwu prezydentów. Musimy mieć gwarancję, że każdy uczestnik przejdzie taki test (na obecność SARS-CoV-2) przed wejściem do gabinetu, gdzie odbędzie się spotkanie" - mówiła.

Jak dodała, "maseczki nie będą wymagane, bo wszyscy będą mieli zrobiony test, natomiast poza tym wdrożone są maksymalne środki bezpieczeństwa". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy