Reklama

Reklama

Czy można tęsknić za człowiekiem, którego się nie znało osobiście?

Czy można tęsknić za człowiekiem, którego się nie znało osobiście? Przygoda Szymona Wróbla z "odkrywaniem", na czym polegał fenomen ks. profesora Józefa Tischnera, pokazuje, że można. Zapraszamy do lektury i udziału w naszym najnowszym konkursie!

Szymon Wróbel podjął się wyreżyserowania filmu niezwykłego. "Jego oczami" to nietypowe spojrzenie na historię ks. Józefa Tischnera. Głównym bohaterem filmu jest Kazimierz Tischner, brat księdza Józefa. Wraz z Panem Kazimierzem widz wybiera się w podróż. W trakcie tej podróży zwiedza miasta, miejsca które związane były z księdzem Józefem.

Reklama

Książka "Jego oczami" Jest podsumowaniem tego projektu. Zarówno film, jak i ona są wyjątkowe, bo opowiadają także o ludziach, którzy nie znali osobiście księdza Józefa Tischnera i właśnie oczami jego brata, zapragnęli go poznać.

FRAGMENT:

"Nie chciało mi się pisać pracy magisterskiej o środowisku, z którym związany był ksiądz profesor Tischner, choć temat sam sobie wybrałem i wydawał mi się interesujący. Zawsze jednak były inne ciekawe zajęcia... Ale za każdym razem, kiedy przychodziłem do mojej promotorki, pani profesor Katarzyny Pokornej-Ignatowicz, to zamiast wrogości spotykałem życzliwość. W końcu było mi tak głupio, że zacząłem pisać i... rozpoczęła się przygoda, która trwa do dziś. Gdy "Tygodnik Powszechny" postanowił wydać dokument "Jego oczami", napisałem: "Bardzo się cieszę, że niezależna produkcja, jaką jest film »Jego oczami«, trafia do kolekcji »Tygodnika«. Można powiedzieć, że historia zatacza koło, ponieważ wszystko zaczęło się kilka lat temu od mojej pracy magisterskiej o księdzu Bonieckim i »Tygodniku Powszechnym«.

Właśnie wtedy, studiując archiwalne numery tego pisma, miałem okazję zapoznać się z wieloma niezwykle istotnymi tekstami księdza profesora Tischnera, które do mnie mocno przemówiły. Z tekstami o Kościele otwartym i serdecznym każdemu, bez względu na jego poglądy, wiarę czy kwestie, które niejednokrotnie nas różnią. Kiedy poznałem pana Kazimierza Tischnera, od kilkunastu lat kultywującego pamięć o swoim bracie, uznałem, że film o księdzu profesorze trzeba zrobić bez względu na wszystko. Postanowiłem nakręcić dokument bez archiwalnych zdjęć, które już wielokrotnie były wykorzystywane. Chciałem pokazać krajobraz kilkanaście lat po śmierci księdza. Bez pomników, ale za to z tłumami na Dniach Tischnerowskich, rekolekcjach organizowanych przez pana Kazimierza czy podczas rajdów młodzieży i nauczycieli z Rodziny Szkół Tischnerowskich. Zależało mi, by zwrócić uwagę na to, jak ważnym elementem naszej tożsamości jest tradycja regionu, w którym się wychowaliśmy. W fimie prezentuję góralszczyznę, którą tak ukochał ksiądz profesor i która jest istotna również dla mnie - górala z Żywiecczyzny".

Kazimierz Tischner, brat księdza Józefa Tischnera

DAWID: Moja poszła!

KRZYSIEK: Cisza już, proszę.

SZYMON: Zaczynam od pytania.

BARTEK: Wy się tak nie ruszajcie za naszymi kamerami, bo tu każdy szmer będzie słychać.

SZYMON: Ja się nie będę zwracał osobowo. Zrobimy ten pierwszy motyw, żeby nie było wiadomo, kto mówi - czy pan, czy brat.

KAZIMIERZ TISCHNER: Dobrze.

DAWID: Usiądę, żeby nie wydawać z siebie dźwięków.

SZYMON: Kamera?

KRZYSIEK: Poszła, tylko...

SZYMON: Dorota, co jest?

DOROTA: Nic.

KRZYSIEK: Mikrofon było troszeczkę widać! Ale już jest OK.

SZYMON: OK, lecimy. Tylmanowa i Jurgów... Jeszcze raz!

BARTEK: Spokojnie, jeszcze raz zadaj pytanie. Niech się wszyscy uspokoją.

SZYMON: Stary Sącz i Jurgów. Stamtąd pochodzili rodzice?

KAZIMIERZ TISCHNER: Mama pochodziła z Jurgowa, tata ze Starego Sącza. A Tylmanowa jest miejscem, gdzie wspólnie zaczęli uczyć. Mama wcześniej, po skończonym seminarium nauczycielskim, pracowała w Murzasichlu, tata w Ochotnicy.

Później jego przerzucili do Bukowiny, a ona dostała skierowanie do Tylmanowej. Dziadek nie wiedział, gdzie jest ta miejscowość, ale powiedzieli mu Cyganie, że w Bukowinie jest nauczyciel, który pochodzi z tamtych rejonów. Dziadek pojechał więc do Bukowiny i ten młody nauczyciel wskazał, gdzie jest Tylmanowa. Jak się okazało, był to nasz ojciec, Józef Tischner, który później został kierownikiem szkoły w Ochotnicy Jamne.

Mama przeszła do Tylmanowej. Na tamtych terenach zaczęła się ich wspólna droga. Prowadziła przez Łopuszną, w międzyczasie Rabę Wyżną i Rogoźnik, ale najdłużej byli w Łopusznej. Tata pochodził z wielodzietnej rodziny, jego rodzice byli powroźnikami, robili powrozy. On został wytypowany do dalszej nauki. Natomiast ojciec mojej mamy bardzo chciał, żeby wszystkie jego dzieci uczyły się, zdobywały zawody. Nawet był w Ameryce, żeby coś zarobić. Sprzedał wtedy tak drogocenną dla gospodarstwa krowę, aby dzieci mogły kontynuować naukę. I dzięki temu mama została nauczycielką".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy